Szukaj
Konto

Sięgamy dna...

15.05.2017 23:19
Sięgamy dna...
Źródło: pixabay.com
Komentarzy: 0
Podobno okres świąteczno-noworoczny sprzyja głębokim refleksjom. Nie wiem czy to prawda, ale wydarzenia jakie miały miejsce w ostatniej kampanii samorządowej w Grajewie i tuż po niej, uświadomiły mi, że jako społeczeństwo powoli sięgamy dna moralnego.
Sięgamy dna moralnego, bo dla wielu z nas kupowanie przez kandydatów na radnych głosów mieszkańców za pieniądze, alkohol, pończochy, obietnicę pracy, zasiłku stało się czymś oczywistym, chlebem powszednim, szarą codziennością, którą należy zaakceptować. Najbardziej żenujące jest, że nabywający i sprzedający często traktują owe transakcje w kategorii wzajemnej pomocy, wynikającej z sąsiedzkiej, niekiedy rodzinnej znajomości. Wierzę, że już niedługo nadejdzie dzień, w którym o standardach grajewskich wyborów usłyszymy z ust samej przewodniczącej komisji wyborczej. Bez zbędnych interpretacji, ocen, komentarzy, jadu.
Sięgamy dna moralnego, bo nieliczne osoby, które mają odwagę głośno powiedzieć, przedstawić fakty, zawiadomić organy ścigania o wyborczej korupcji, władza i jej nadworni "klakierzy" określają mianem sfrustrowanych "oszołomów" (nie wiem jak to napisać), chorych psychicznie, toksycznych ludzi. Szczęśliwi nabywcy 20-25-50 zł, świeżego "royalu" i nowych pończoch szczerze w to wierzą,
i podobne bzdury lojalnie kolportują dalej. W ten sposób zaciekle bronią zaprzyjaźnionego układu, w zamian ci "bardziej trzeżwi" mogą nawet z czasem liczyć nie tylko na przedwyborcze "upominki," ale też pracę, mieszkanie, miejsce dla dziecka w przedszkolu.
Sięgamy dna moralnego, bo miłośnicy anonimowych forów internetowych, gdzie można napisać wszystko o wszystkich z bezczelną szczerością przyznają, że kupowanie głosów za pieniądze, alkohol, rajstopy, obietnicę pracy, zasiłku jest normalne, bo przecież, tu cytat: "nie ważne jak, byle się dostać". Mało tego, gdyby któryś z nich wystartował na radnego prawdopodobnie postępowałby tak samo lub nawet gorzej. Raz dany "z góry" przykład na prowadzenie kampanii upoważnia do brania więcej. Uczciwość, czyli najważniejsze kryterium pracownika samorządowego jest dla nich tylko humorystycznym frazesem, przecież można ją dowolnie interpretować, klasyfikować, wyznaczać nowe definicje.
Sięgamy dna moralnego, bo przyzwyczailiśmy się, czy może odziedziczyliśmy w spadku po PRL, że praca, mieszkanie, dostęp do przedszkoli w pierwszej kolejności jest dla "swoich", czyli ciotek i kuzynów aktualnie rządzących. Pogodziliśmy się z tym stanem, i co gorsza nie ma w nas siły, by to zmienić. Dlatego w Grajewie nikogo już nie dziwi, że wyżej wymienione "frykasy" często przyznawane są według klucza polityczno-rodzinnego. Bo kogo jeszcze obchodzi fakt, że tylko na liście oczekujących na własne "M" z TBS jest kilkaset osób?
Sięgamy dna moralnego, bo resztki grajewskiej inteligencji (nauczyciele, lekarze, pracownicy wymiaru sprawiedliwości, wyżsi rangą urzędnicy, policjanci, przedstawiciele kościoła) widząc skandaliczne przypadki nadużycia prawa przez rządzących, dla dobra ciepłych posad wolą mocno zamykać oczy i udawać, że "to" ich nie dotyczy. Wyznają zasadę tzw. poprawności politycznej, za którą kryją się nic więcej, jak konformizm, cynizm i tchórzostwo. To właśnie z ust grajewskich "elit" najczęściej słyszę oklepane "banialuki" w stylu: "nepotyzm był, jest i będzie"; "ryba psuje się od głowy, tu nic nie zmienisz"; "po co mam się odzywać jeszcze stracę".
Sięgamy dna moralnego, bo radni podejrzani o polityczną korupcję zasiadali, i co gorsza nadal okupują najważniejsze stanowiska w Radzie Miasta, czyli wiceprzewodniczących. Jeden z nich nawet dumnie reprezentuje Prawo i Sprawiedliwość, partię z definicji walczącą z patologiami władzy. Mało tego cieszy się popularnością internautów (tytuł radnego kadencji 2006-2010 według czytelników jednego z portali), wcześniej odebrał statuetkę z rąk prezydenta Łomży w plebiscycie tygodnika Kontakty na najlepszych samorządowców. Obraz moralnej nędzy uzupełnia nowy wiceprzewodniczący, radny, który w poprzedniej kadencji opuścił co trzecią sesję, a na pozostałych nigdy nie zabrał głosu.
Sięgamy dna moralnego, bo aparat państwa odpowiedzialny za przeciwdziałanie, a następnie zwalczanie patologii w samorządzie lokalnym jest bezradny, niesprawny, zawsze spóźniony. Policja, prokuratura, sąd czy komisja rewizyjna nie działają, nie chronią nas wyborców przed polityczną korupcją. Będąc ostatnio częstym "gościem" polskiego wymiaru sprawiedliwości mam wrażenie, że obywatele informujący o patologiach samorządu są traktowani nieomal, jak niepotrzebnie "zawracający głowę" intruzi, szukający wyłącznie politycznej zadymy.
Sięgamy dna moralnego, bo rządzący odmawiają nam prawa do opozycji. Niedawno mogliśmy się przekonać, że ocenianie pracy radnych, którym co miesiąc płacimy z podatków pensje jest zabronione, grozi procesem sądowym, bowiem narusza ich dobre samopoczucie, a w bardziej karykaturalnych przypadkach rzekomy autorytet. W głowach licznych urzędników wciąż pokutuje prymitywne przekonanie adresowane do podległych w myśl zasady "albo siedzisz cicho, albo lecisz". Dlatego na słowa krytyki pod adresem rządzących mogą w Grajewie pozwolić sobie jedynie ludzie niezależni finansowo, niestety najczęściej emeryci.
Sięgamy dna moralnego, bo przedstawiciele lokalnych mediów widząc kolejne "przekręty" władzy bezwstydnie milczą. Największy portal internetowy za nasze podatki (co gorsze bez naszej wiedzy!) stał się cenzurowanym bastionem Urzędu Miasta, Starostwa Powiatowego i Urzędu Gminy. Uzależniona od urzędowych ogłoszeń Gazeta Współczesna, dodatkowo obsadzona byłym wiceprzewodniczącym RM, już dawno przestała sprawować społeczną kontrolę nad władzą. Pozostałe media są zbyt słabe finansowo, aby się mocniej "wychylać". Efekt? Doszło do takiego kuriozum, że w 25 tys. mieście nie ma komu relacjonować posiedzeń gminnych, miejskich, powiatowych sesji.
Sięgamy dna moralnego, bo według nieoficjalnych informacji były (na szczęście) burmistrz szykuje się do politycznej kontrofensywy w walce o powrót do władzy. Cóż ma nam do zaoferowania. Reprodukcję starego układu samorządowego, który doprowadził do obniżenia standardów moralnych władzy, a miasto do cywilizacyjnej zapaści? Bądźmy jednak obiektywni, problem amoralności nie dotyczy tylko miasta, od dawna chorują na nią, też słabiej kontrolowane przez obywateli, powiat czy gmina.
Sięgamy dna moralnego, i żeby było jasne, problem dotyczy nas wszystkich, bez wyjątku. Kiedy kilka lat temu dowiedziałem się, w jaki sposób moja znajoma "załatwiła" sobie mieszkanie z TBS, natychmiast przestała nią być. Postawa godna naśladowania? Nie, normalna.
Sięgamy dna moralnego, i co dalej? Obserwując marazm społeczny, znużenie polityką, niechęć mieszkańców do samoorganizowania się (np. poprzez stowarzyszenia), obywatelskiej aktywności (obecność na komisjach i sesjach) w walce o nasze podstawowe prawa, prawdopodobnie szybko się od niego nie odbijemy.
Adam Mazurek
Komentarzy: 0
Data publikacji: 15.05.2017 23:19