Szukaj
Konto

Marine Le Pen z zakazem kandydowania? Tego chcą jej oponenci

19.11.2024 17:10
Marine Le Pen, przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego
Źródło: TERESA SUAREZ PAP/EPA
Komentarzy: 0
Już w lutym sędzia Bénédicte de Perthuis zdecyduje, czy Marine Le Pen będzie mogła kandydować w 2027 roku w wyborach prezydenckich. Liderka Zjednoczenia Narodowego (ZN) należy do głównych faworytów we wszystkich sondażach politycznych prowadzonych w ostatnich miesiącach.

Prokurator zażądał dla Marine Le Pen pięciu lat pozbawienia wolności, w tym trzech lat w zawieszeniu, 300 000 euro grzywny oraz pięcioletniego zakazu kandydowania w wyborach. Ten ostatni punkt wywołał lawinę komentarzy, ponieważ liderka Zjednoczenia Narodowego prowadzi we wszystkich sondażach politycznych prowadzonych w ostatnich miesiącach.

Le Pen został oskarżona o sprzeniewierzenie. Malwersacje, o które oskarża się prawicową partię, "są bezprecedensowe" - podkreślił sędzia.

"Najpoważniejszym zarzutem wobec liderki RN jest to, że świadomie stworzyła skomplikowany system umożliwiający finansowanie jej partii z pieniędzy pochodzących z Brukseli. Jaki był cel tego systemu, któremu istnieniu zaprzeczają wszyscy oskarżeni, począwszy od Marine Le Pen? "Aby zaoszczędzić z pomocą Parlamentu Europejskiego", powiedział prokurator, w czasie, gdy "partia była w szczególnie napiętej sytuacji finansowej"

- czytamy na portalu Wszystkoconajważniejsze.pl

Proces ma być polityczny

Oskarżeni twierdzą, że proces ma wymiar polityczny.

"Jedyną rzeczą, którą prokuratura była zainteresowana, była Marine Le Pen, aby móc zażądać jej wykluczenia z życia politycznego",

zauważył jeden z głównych działaczy partii Le Pen, dodając, że takie działania mają celowo zniszczyć ugrupowanie.

Przewodniczący partii, Jordan Bardella, nazwał proces politycznym.

"Prokuratura nie jest zaangażowana w sprawiedliwość. Zajmuje się bezlitosnym werdyktem i zemstą na Marine Le Pen",

napisał na X, zapewniając ją o swoim "pełnym poparciu".

Prokurator nie ma zbyt wielu dowodów na nielegalność umowy

Według doniesień dziennikarzy obecnych na procesie, prokurator Louise Neython ogłosiła, że nie ma zbyt wielu dowodów, aby stwierdzić nielegalność jednej ze spornych umów: umowy Jeana-François Jalkha, byłego wiceprzewodniczącego Zgromadzenia Narodowego, podpisanej z jednym z jego asystentów parlamentarnych.

"Nie mogę jednak wnioskować o uniewinnienie. To byłoby dla mnie zbyt bolesne. Dlatego poddaję się decyzji sądu"

powiedziała, wywołując tą wypowiedzią falę oskarżeń o stronniczość ze strony obrony i komentatorów politycznych.

Już w lutym obowiązkowe kwalifikacje do służby wojskowej. Kto dostanie wezwanie?

Komentarzy: 0
Data publikacji: 19.11.2024 17:10
Źródło: wszystkoconajważniejsze.pl