Szukaj
Konto

[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Jak zdałem maturę

16.06.2020 21:50
[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Jak zdałem maturę
Źródło: twitter Barbara Piela
Komentarzy: 0
„Tuż przed maturą kwitły kasztany”… A jakże, przed moją również, choć kiedy będziecie to czytali, będzie już w zasadzie po maturach, przynajmniej pisemnych, to rozlegające się, kiedy to piszę zewsząd, „matury, matury”, skłania mnie do nieco już zatartych, ale jednak ciągle ciepłych, szczególnie z perspektywy czasu, wspomnień.
W kwestii matur oczywiście najważniejsza była Studniówka. Właśnie "Smells like teen spirit" Nirvany stało się ogromnym przebojem i dało nadzieję, jak się okazało później, złudną, że rock nie zdechł zupełnie. Prawie wszyscy mieliśmy wtedy długie włosy, choć w moim przypadku, jako że mi się kręciły, właściwszym byłoby napisać, że duże objętościowo. Prawie wszyscy nosiliśmy koszule w kratę i ciężkie buty. Jednak w zgodnej opinii naszych koleżanek i szanownego Grona, Studniówka musiała mieć formę klasyczną, więc pogo odpadało, a my karnie wbiliśmy się w garnitury i zatańczyliśmy poloneza.

A potem tylko odliczanie "no od jutra to już się na pewno będę uczył, ale dziś jeszcze z kumplami na tanie wina", "to już dziś? A co mi tam, jeden dzień nic nie zmieni, zacznę od jutra, a dziś z kumplami na tanie wina".

Uczyć się zacząłem może ze dwa tygodnie przed maturą. A i to tak, ze względu na rozrywkową naturę maturzysty, gdzieś tam w przerwach między ogniskami i tanim winem. Siłą rzeczy nie byłem w stanie powtórzyć jakiejś większej partii materiału, choć przyznać trzeba, że podręcznik od historii miałem zwykle przeczytany z ciekawości jeszcze na wakacjach, pisać jakoś tam zawsze umiałem, więc z językiem polskim sobie radziłem, a język rosyjski mieliśmy na wysokim poziomie, więc chyba udało się nas czegoś nauczyć.

Matura z "polaka". Nie pamiętam tematu, ale jakoś musiał dotyczyć "Dziadów", bo pamiętam, że wydało mi się strasznie "zabawne", że "parafrazując" słowa Wysockiego z Cz. III napisałem, że "nasz naród jest jak placek krowi, z wierzchu zimny i plugawy, a w środku wiadomo co". Potem modliłem się, żeby nie sprawdzał tego jeden z polonistów, porządny człowiek, nawiasem mówiąc, ale też konsekwentny patriota, bo bym dostał gałę, ale widać albo machnął ręką na szczeniacką głupotę, albo sprawdzał kto inny, bo dostałem piątkę.

Matura z historii. Tematy były fajne, ale miałem, jak już wspomniałem, dziury w znajomości dat. Przecieki były? A jakże! Ale kompletnie nietrafione, w związku z czym wykułem na blachę nie te daty, co trzeba. Wybrałem temat dotyczący zagrożenia państwowości w XVII wieku. Oczywiście chodziło o Potop, ale lepiej pamiętałem daty z wojen polsko-rosyjskich, więc spróbowałem udowodnić, że były głównym zagrożeniem państwowości. No i znowu piątka. I jeszcze pochwała.

Jak dostałem piątkę z ustnego rosyjskiego, nie pamiętam, zapewne miałem więcej szczęścia niż rozumu.
I tak jakoś dojechałem na tym szczęściu i dobrej opinii do dzisiaj.
To skoro ja dałem sobie radę, to i Wy dacie. Spokojnie.
Komentarzy: 0
Data publikacji: 16.06.2020 21:50