Szukaj
Konto

Gen. Dariusz Wroński o F-35: To nie jest zwykły myśliwiec. Polska kupiła nową filozofię wojny

Myśliwce F-35
Źródło: Wikipedia | Autor: Ministerie van Defensie | Licencja: CC BY-SA 4.0 | Amerykańskie myśliwce F-35, zdjęcie poglądowe
Polska zamówiła 32 myśliwce F-35 za miliardy dolarów. Zdaniem gen. Dariusza Wrońskiego nie jest to jednak zakup kolejnego samolotu bojowego, lecz wejście do nowego systemu prowadzenia wojny opartego na wymianie danych, technologii stealth i współpracy z siłami NATO.
Co musisz wiedzieć:
  • Według gen. Dariusza Wrońskiego F-35 to nie tylko myśliwiec, ale element nowoczesnego systemu dowodzenia, rozpoznania i wymiany danych na polu walki.
  • Polska zamówiła 32 samoloty F-35, jednak zdaniem generała liczba ta nie zapewnia pełnej zdolności operacyjnej państwu frontowemu NATO i w przyszłości może wymagać zwiększenia.
  • F-35 ma zapewnić Polsce przewagę w pierwszych godzinach ewentualnego konfliktu dzięki technologii stealth, zaawansowanym sensorom i integracji z systemami NATO.

 

Nie wszystkim w Polsce podobał się zakup F-35

Wokół F-35 trwa w Polsce niekończąca się dyskusja. Jedni widzą w nim przełom, inni drogi gadżet. Pojawiają się pytania: po co nam tak drogi samolot, skoro mamy F-16? Czy 32 sztuki nie są przypadkiem symboliczną liczbą? I czy naprawdę istnieje jakaś przewaga, która uzasadnia miliardy wydane na ten program?

Warto powiedzieć to wprost: dyskusja o F-35 w Polsce jest często prowadzona tak, jakbyśmy kupowali „kolejny myśliwiec”. Tymczasem nie kupiliśmy kolejnego samolotu. Kupiliśmy zupełnie nową architekturę prowadzenia wojny.

 

Co F-35 zmieniają w systemie w systemie sił powietrznych polskiej armii?

Zmienia wszystko. Dotychczas polskie lotnictwo działało głównie w logice klasycznej: radar wykrywa przeciwnika, pilot otrzymuje dane, wykonuje misję, wraca. Nawet bardzo dobry F-16 pozostaje w dużej mierze platformą bojową pilota. F-35 działa inaczej. To nie jest samolot. To latający system dowodzenia, rozpoznania, walki radioelektronicznej i precyzyjnego uderzenia, zamknięty w jednej platformie stealth. F-35 widzi więcej, słyszy więcej i przede wszystkim łączy dane z wielu źródeł w czasie rzeczywistym. Oznacza to, że jeden F-35 może de facto działać jak „mini-AWACS” (samolot rozpoznania elektronicznego - przyp. red.) dla całego ugrupowania bojowego. W praktyce oznacza to kilka rewolucyjnych zmian dla Polski:

  • Po pierwsze, przejście z lotnictwa platformowego do sieciocentrycznego. F-35 nie walczy samotnie. On buduje obraz pola walki dla całego systemu: Patriotów, Narwi, F-16, artylerii rakietowej, systemów dowodzenia i wojsk lądowych. Pilot F-35 może wykryć rosyjski system OPL głęboko za linią frontu i przekazać dane do innych efektorów bez konieczności ujawniania swojej pozycji. To oznacza nową jakość odstraszania.
  • Po drugie, przeżywalność w pierwszych godzinach wojny. Wojna z Rosją, jeśli kiedyś nastąpi, zacznie się prawdopodobnie od próby „oślepienia” Polski: uderzeń rakietowych, walki radioelektronicznej i niszczenia lotnisk. I tu pojawia się brutalna prawda: klasyczne samoloty czwartej generacji mają coraz większy problem z przeżyciem w gęstym środowisku A2/AD (system antydostępowy - przyp. red.), czyli np. warstwowej rosyjskiej obronie przeciwlotniczej. F-35 został stworzony właśnie po to, aby wejść tam, gdzie inni nie są w stanie przeżyć. To samolot „pierwszego dnia wojny”. Najpierw wchodzą F-35. Dopiero potem reszta.
  • Po trzecie, realna interoperacyjność z USA i NATO. Nie mówimy już o ćwiczeniach. Mówimy o wspólnej architekturze walki z amerykańskim lotnictwem, satelitami, ISR i systemami dowodzenia. Polska staje się częścią najbardziej zaawansowanego ekosystemu walki na świecie. To ma znaczenie strategiczne. Bo państwa, które mają F-35, zaczynają funkcjonować w swoistej „lidze premium” interoperacyjności wojskowej.

 


Polska będzie dysponowała 32 sztukami F-35. Na tyle na razie nas stać. Ilu byśmy realnie potrzebowali? Czy 32 sztuki F-35 wystarczą?

Krótka odpowiedź: nie wystarczą! 32 samoloty to ważny początek, ale nie docelowa zdolność dla państwa frontowego NATO. Musimy mówić prawdę. W warunkach konfliktu wysokiej intensywności część maszyn będzie w serwisie, część w szkoleniu, część rozproszona, a część zaangażowana operacyjnie. Nie operuje się liczbą „na papierze”. Operuje się liczbą dostępnych maszyn danego dnia. Realnie z 32 sztuk gotowych do natychmiastowych działań może być kilkanaście do dwudziestu. Dla kraju wielkości Polski, osłaniającego flankę NATO, mającego Królewiec, Białoruś i teatr bałtycki w jednym układzie operacyjnym, minimalny poziom realnej masy bojowej to około 64–96 F-35. TAK! Dlaczego?

Bo trzeba jednocześnie:

  • osłaniać centralną Polskę,
  • utrzymywać gotowość nad Bałtykiem,
  • prowadzić rozpoznanie strategiczne,
  • wspierać obronę przesmyku suwalskiego,
  • utrzymać zdolność uderzeniową,
  • zabezpieczyć rotację i straty bojowe.
  • 32 sztuki to więc nie „koniec programu”.

To wejście do gry. Pewnie z koalicjantami też. Jeżeli Polska rzeczywiście myśli o odstraszaniu Rosji w perspektywie 2040+, druga eskadra, a docelowo trzecia, stanie się nie luksusem tylko wojskową koniecznością.

 

Czym F-35 różni się od innych samolotów wielozadaniowych i czy istnieje na świecie jakaś porównywalna maszyna?

Tu często pojawia się największe nieporozumienie. F-35 nie konkuruje bezpośrednio z F-16, Rafale, Gripenem czy Eurofighterem. To inna generacja prowadzenia wojny. Klasyczne myśliwce są znakomitymi platformami bojowymi. Mogą być szybsze, czasem bardziej zwrotne, czasem tańsze. Ale F-35 nie wygrał rynku dlatego, że najlepiej skręca. Wygrał dlatego, że pierwszy widzi, pierwszy rozumie i pierwszy strzela. W nowoczesnej wojnie często wygrywa nie ten, kto ma lepszy manewr, ale ten, kto szybciej buduje obraz sytuacji i zamyka „kill chain”. Najbliższymi odpowiednikami są dziś:

  • amerykański F-22 Raptor ale nie jest eksportowany i ma inne zadania,
  • chiński J-20 Mighty Dragon nadal otoczony dużą niewiadomą operacyjną,
  • rosyjski Sukhoi Su-57 technologicznie ograniczony i produkowany w bardzo małych liczbach.
  • W Europie nie istnieje dziś pełnoprawny odpowiednik F-35.

Dlatego wiele państw, które wcześniej budowały własne konstrukcje (właśnie program UE upadł!), finalnie kupuje właśnie tę platformę. Nie dlatego, że Amerykanie dobrze sprzedają marketing. Dlatego, że świat uznał, iż przyszłość wojny powietrznej należy do samolotu będącego jednocześnie sensorem, komputerem, platformą stealth i węzłem sieci walki.

I na końcu warto powiedzieć rzecz może najważniejszą. F-35 nie daje Polsce gwarancji zwycięstwa. Nie istnieje cudowna broń. Ale daje coś równie ważnego: możliwość przetrwania pierwszego uderzenia i zadania przeciwnikowi kosztów, których nie będzie mógł łatwo zaakceptować. A właśnie na tym polega nowoczesne odstraszanie. Silni nie są ci, którzy chcą wojny. Silni są ci, wobec których przeciwnik zaczyna mieć wątpliwości, czy warto ją zaczynać.

[Gen. Dariusz Wroński - polski pilot wojskowy; generał brygady Wojska Polskiego; dowódca 49 pułku śmigłowców bojowych (1999–2006); dowódca 25 Brygady Kawalerii Powietrznej (2008–2010); dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych (2014–2015)]

 

Dlaczego zakup F-35 budzi kontrowersje?

Program F-35 należy do najdroższych projektów modernizacji polskiej armii. Zwolennicy wskazują na przewagę technologiczną samolotu i jego rolę w odstraszaniu przeciwnika. Krytycy zwracali natomiast uwagę na wysokie koszty zakupu i eksploatacji oraz pytają, czy Polska nie powinna równolegle inwestować większych środków w obronę przeciwlotniczą, drony i amunicję precyzyjną.

 

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

  1. Ile F-35 kupiła Polska? Polska zamówiła 32 samoloty F-35A.
  2. Czym F-35 różni się od F-16? F-35 łączy funkcje myśliwca, platformy rozpoznawczej i systemu wymiany danych, a dodatkowo wykorzystuje technologię stealth.
  3. Czy 32 F-35 wystarczą Polsce? Zdaniem gen. Dariusza Wrońskiego jest to ważny początek, ale nie docelowa liczba dla państwa o strategicznym położeniu na wschodniej flance NATO.
Komentarzy: 0
Data publikacji: 13.06.2026 10:28
Źródło: Tysol.pl