Cezary Krysztopa dla "TS": O co chodzi ze zbieraniem plastikowych nakrętek?
05.01.2017 13:10

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Żona powiedziała „Będziemy zbierać plastikowe nakrętki, bo to pomaga chorym dzieciom”. Bo ktoś to zbiera i pieniądze ze sprzedaży przeznacza np. na wózki inwalidzkie. Na pytanie, dlaczego właściwie zbierać same nakrętki, a nie całe butelki, odpowiedź brzmi: „Nie wiem”.
Z daleka wyczułem kolejny absurd technologów społecznych. Zacząłem więc szukać w internecie odpowiedzi na pytanie "O co chodzi ze zbieraniem plastikowych nakrętek?". I jak to często w przypadku podobnych inicjatyw bywa, jedyne, czego się dowiedziałem, to: "zbierajmy plastikowe nakrętki, bo to pomaga chorym dzieciom". Ale w jaki sposób? Dlaczego nakrętki? Bo tak nam kazała centrala na Matplanecie?
Poszukałem na forach. Tam zalazłem więcej, tyle że wersji jest kilka. Otóż są tacy, którzy twierdzą, że plastik z którego zrobione są nakrętki, jest jakiś szczególny. Może i tak, ale przecież butelki plastikowe również się przetwarza. Właściwie to prawie każdy plastikowy przedmiot jest jakoś tam szczególny, plastików jest wiele, a wszystkie i tak trafią do tego samego pojemnika. Dlatego to do mnie nie przemawia. Są tacy, którzy twierdzą, że nakrętki są zbierane po to, żeby butelki były wyrzucane bez nakrętek, dzięki czemu łatwiej je zgnieść i taniej przewieźć. To już bardziej prawdopodobne. Najbardziej jednak przemawia do mnie tłumaczenie, że nakrętki zwyczajnie taniej przewozić, ponieważ nie przewozi się przy okazji dużych ilości zajmującego sporo miejsca powietrza. Najśmieszniejsze jest to, że wszyscy usiłujący udzielić na to pytanie odpowiedzi uważają się za znawców tematu, ekologów i sami zbierają nakrętki, święcie wierząc w swoje wersje. Ja jednak wolałbym w tym zakresie dysponować mniej wiarą, a bardziej wiedzą.
Zakładając wysokie prawdopodobieństwo ostatniej opcji, po wyciśnięciu całej tej "resajklingowej idei" zostaje interes firmy utylizującej odpady. To możliwe, że taka firma może zachęcać na różne sposoby do segregacji plastiku, jaki później opłaca się przerabiać (np. obniżając koszty transportu) poprzez akcje charytatywne. Czy to jest coś złego? Nie. Jeśli założyć, że idea jest słuszna, to dobrze, że system działa na jej rzecz, wykorzystując mechanizmy gospodarcze. Dlaczego więc nie można na ten temat znaleźć jednoznacznej informacji?
Możliwości są moim zdaniem dwie. Albo żadna z powyżej przytoczonych odpowiedzi nie jest prawdziwa i kryje się za tym jeszcze większa ściema, jak w przypadku przydrożnych pojemników na używaną odzież, z której sprzedaży podobno finansowane miały być fundacje wspierające dzieci, a w istocie jest to głównie przedsięwzięcie komercyjne, albo ktoś tu ściemnia z przyzwyczajenia.
Tak czy siak, na razie te nakrętki zbieram, póki jest nadzieja, że ktoś kupi za nie jakiś wózek. A poza tym Żona kazała.
Cezary Krysztopa
Poszukałem na forach. Tam zalazłem więcej, tyle że wersji jest kilka. Otóż są tacy, którzy twierdzą, że plastik z którego zrobione są nakrętki, jest jakiś szczególny. Może i tak, ale przecież butelki plastikowe również się przetwarza. Właściwie to prawie każdy plastikowy przedmiot jest jakoś tam szczególny, plastików jest wiele, a wszystkie i tak trafią do tego samego pojemnika. Dlatego to do mnie nie przemawia. Są tacy, którzy twierdzą, że nakrętki są zbierane po to, żeby butelki były wyrzucane bez nakrętek, dzięki czemu łatwiej je zgnieść i taniej przewieźć. To już bardziej prawdopodobne. Najbardziej jednak przemawia do mnie tłumaczenie, że nakrętki zwyczajnie taniej przewozić, ponieważ nie przewozi się przy okazji dużych ilości zajmującego sporo miejsca powietrza. Najśmieszniejsze jest to, że wszyscy usiłujący udzielić na to pytanie odpowiedzi uważają się za znawców tematu, ekologów i sami zbierają nakrętki, święcie wierząc w swoje wersje. Ja jednak wolałbym w tym zakresie dysponować mniej wiarą, a bardziej wiedzą.
Zakładając wysokie prawdopodobieństwo ostatniej opcji, po wyciśnięciu całej tej "resajklingowej idei" zostaje interes firmy utylizującej odpady. To możliwe, że taka firma może zachęcać na różne sposoby do segregacji plastiku, jaki później opłaca się przerabiać (np. obniżając koszty transportu) poprzez akcje charytatywne. Czy to jest coś złego? Nie. Jeśli założyć, że idea jest słuszna, to dobrze, że system działa na jej rzecz, wykorzystując mechanizmy gospodarcze. Dlaczego więc nie można na ten temat znaleźć jednoznacznej informacji?
Możliwości są moim zdaniem dwie. Albo żadna z powyżej przytoczonych odpowiedzi nie jest prawdziwa i kryje się za tym jeszcze większa ściema, jak w przypadku przydrożnych pojemników na używaną odzież, z której sprzedaży podobno finansowane miały być fundacje wspierające dzieci, a w istocie jest to głównie przedsięwzięcie komercyjne, albo ktoś tu ściemnia z przyzwyczajenia.
Tak czy siak, na razie te nakrętki zbieram, póki jest nadzieja, że ktoś kupi za nie jakiś wózek. A poza tym Żona kazała.
Cezary Krysztopa

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.01.2017 13:10
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Urlop
14.07.2024 19:02

Komentarzy: 0
Generalnie pracuję dużo. W moim przypadku występuje to niebezpieczne połączenie pracy i zamiłowań. Lubię robić to, co robię. Być może ktoś uznałby to za wielkie szczęście i nawet miałby sporo racji, ale jednocześnie trzeba wiedzieć, że takie połączenie sprawia, że nigdy nie wiem, czy to, co robię, robię jeszcze dlatego, że naprawdę muszę, czy tylko dlatego, że już nie potrafię przestać.
Czytaj więcej
Cezary Krysztopa: Donald Tusk zjadł koalicjantów
09.06.2024 23:01

Komentarzy: 0
– Na naszym podwórku polskim takie wybory do Parlamentu Europejskiego to jest taki trochę sondaż i dzięki temu oraz obliczeniom Marcina Palade wiemy, że Donald Tusk odniósł sukces. On walczył o mijankę, dostał ją kosztem zjedzenia koalicjantów – powiedział redaktor naczelny Tysol.pl w studiu wyborczym TV Republika.
Czytaj więcej
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Pajęcze miasteczko
09.06.2024 20:34

Komentarzy: 0
Jako chłopiec byłem dość dobrotliwy, co pośród moich kolegów nie było zjawiskiem szczególnie powszechnym. W szkole przezywano mnie nawet „doktorem”, ponieważ zapłaciłem kiedyś 50 zł koledze, żeby nie dręczył żaby. Generalnie, zarówno kiedyś, jak i teraz przez wielu uznawany byłem za niegroźnego, ale dziwaka.
Czytaj więcej
[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Krysztopa się popłakał
02.06.2024 22:32

Komentarzy: 0
Jest przedmiotem mojego nieustannego zadziwienia teza, którą słyszę już od trzydziestu paru lat, że „programy nauczania są przeładowane i trzeba je okrajać”. Jakoś nie tylko ja przeżyłem te „przeładowane programy nauczania”, ale też wielu moich kolegów, którzy byli później niezwykle cenionymi pracownikami na całym świecie. Cenionymi również ze względu na jakość wykształcenia ogólnego.
Czytaj więcej
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Ależ mam mądrego Syna…
26.05.2024 19:31
