Szukaj
Konto

Rafał Woś: Uniwersytet przeszedł ewolucję w kierunku fajnopolactwa

Rafał Woś: Uniwersytet przeszedł ewolucję w kierunku fajnopolactwa
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Rafał Woś
Lata temu w pociągu jeden facet nazwał mnie „doktorkiem”. Wtedy wziąłem to za dobrą monetę i się ucieszyłem. Dziś myślę, że musiałem mu nadepnąć na stopę albo uderzyć plecakiem w nos, a on chciał mi tym doktorkiem oddać pięknym za nadobne. Bo im dłużej żyję, tym bardziej łapię się na myśli, że dziś bym się już jednak trochę wstydził, wpisując przed nazwiskiem literki „dr”. Oczywiście bez kropki.
Co musisz wiedzieć:
  • Zdaniem autora uniwersytet stał się fabryką dyplomów, grantów i biurokracji.
  • Ponadto: akademia coraz mocniej ulega ideologicznym modom i zagranicznym wpływom.
  • Autor zauważa również, że coraz więcej „badań naukowych” służy potwierdzaniu z góry założonych tez.

Nie chodzi tu oczywiście o sam doktorat. Miło by było usiąść sobie nad jakimś problemem i poświęcić kilka lat na gruntowne jego przebadanie. To zajęcie – nie powiem – pociągające. Kłopot stanowi raczej instytucja, w ramach której się takie rzeczy odbywają, czyli tzw. uniwersytet.

Dalsza część artykułu przeznaczona jest dla osób z subskrypcją premium

Bo szkolnictwo wyższe przeszło w ostatnich kilkudziesięciu latach wiele przemian, ale nie wyszło to akademii na dobre. Wraz z nastaniem III RP uniwersytet stał się szybko dostawcą „papierów”, które miały zagwarantować ludziom lepszy status, lepsze zarobki i lepsze życie w rodzącym się kapitalizmie. Prędko zamieniło to uczelnie w fermy do ściółkowo-klatkowego masowego chowu magistrów.

Po pewnym czasie pojawiła się wątpliwość, czy aby na pewno obietnica lepszego jutra możliwa jest do spełniania? I czy kolejny rocznik filmoznawców albo absolwentów social designu faktycznie jest tym, na co czekają kapitalistyczne rynki pracy? Za chwilę zaczął się niż demograficzny, który jeszcze bardziej uwypuklił odwieczne problemy akademii z monetyzacją naukowej misji. Sprawę ratować miała pozorna profesjonalizacja i próba przekształcenia akademii w korporację. Skończyło się jednak uzależnieniem od grantów, utonięciem pracowników naukowych w biurokracji i próbą parametryzacji czegoś, co do sparametryzowania się nie nadaje. Ale trzeba udawać, że jest inaczej, więc wszyscy udają.

 

Coraz bardziej upadły uniwersytet

W tym samym czasie uniwersytet przeszedł też ewolucję w kierunku fajnopolactwa łapiącego w lot zagraniczne mody: na genderyzm, na klimatyzm, na antyfaszyzm albo ostatnio propalestynizm. Brak środków własnych i realne uzależnienie od ideologicznie słusznych grantów przyznawanych przez prowadzące politykę miękkiego neokolonializmu ośrodki zagraniczne (Niemcy, Unia, USA) bardzo te procesy przyspieszyły, w związku z czym o żadnym ideowym pluralizmie akademii nie ma dziś mowy.

Świat akademii oczywiście nie lubi słuchać takich wymówek. Spotkałem ostatnio na imprezie znajomą, która robi karierę na jednym z najbardziej znanych amerykańskich uniwersytetów. Zwierzyłem się jej, że coraz mniej chętnie czytam akademickie papery z interesujących mnie dziedzin. A porównanie mam, bo ich przeglądanie należy do mojego zawodowego rytuału tak mniej więcej od roku 2008. Na pytanie „dlaczego?” odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że nie mam ochoty tracić czasu na pisane pod najmodniejszą ostatnio tezę (wczoraj „jak przeciwdziałać wywołanemu przez człowieka ociepleniu klimatu”, dziś „jak pokonać Donalda Trumpa i przywrócić prawdziwą demokrację?”) teksty podszywające się pod trzeźwą naukową analizę. Na te słowa jej twarz zastygła w grymasie odrazy. Rozmowa zaś przestała się kleić.

Na szczęście na odpowiednio licznej imprezie łatwo jest zgubić niechcianego rozmówcę i nie obyć się bez kontaktu do końca wieczoru. Na szczęście można też uczestniczyć w debacie publicznej bez zdawania się na autorytet coraz bardziej upadłego uniwersytetu.

[Tytuł, śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 29.09.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność 39/2026, oprac. Ludwik Pęzioł