Szukaj
Konto

Perfumy o zapachu wojny

Perfumy o zapachu wojny
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Krzysztof Karnkowski | Licencja: Tygodnik Solidarność | Butelki z obrazkami czaszek, nietoperzy
Komentarzy: 0
„Kto ma władzę nad zapachami, ten ma ją też nad sercami ludzi” – pisze w słynnej książce „Pachnidło” Patrick Süskind. „Duszą każdej istoty jest jej zapach” – dodaje.
Co musisz wiedzieć:
  • Zapach silnie oddziałuje na emocje i decyzje człowieka, ponieważ omija racjonalne filtry i trafia bezpośrednio do struktur mózgu odpowiedzialnych za uczucia i pamięć.
  • W historii i religii zapach pełnił funkcję symboliczną i duchową, będąc nośnikiem sacrum, narzędziem rytuałów oraz znakiem obecności Boga.
  • Współczesna kultura perfumeryjna coraz częściej miesza piękno z brzydotą i sacrum z profanum, co zdaniem autorki może wpływać na wrażliwość moralną i emocjonalną odbiorców.

„Ludzie nie mogą uciec przed zapachem. Jest on bowiem bratem oddechu. Wnika do wnętrza wraz z nim i ludzie nie mogą się przed nim obronić, jeśli chcą żyć. Zapach idzie prosto do serc i tam rozstrzyga o skłonności lub pogardzie, odrazie lub ochocie, miłości lub nienawiści”

– czytamy na kartach powieści niemieckiego pisarza.

 

Włoski poranek po deszczu

W (miejmy nadzieję) fikcji literackiej opowiadającej losy obdarzonego niezwykłym powonieniem karła – mordercy, jest zawartych wiele prawd dotyczących roli ludzkiego powonienia – zmysłu uważanego za najbardziej pierwotny, który niegdyś decydował o naszym przeżyciu. Zapach używany był – i jest – w rytuałach i magii, a o jego podprogowym działaniu mówi współczesna neurobiologia.

„Układ węchowy to jeden z nielicznych systemów sensorycznych, który nie przechodzi przez wzgórze mózgu, czyli główne centrum przekaźnikowe dla naszych zmysłów. Zamiast tego sygnały węchowe trafiają bezpośrednio do struktur limbicznych, odpowiedzialnych za emocje i pamięć”

– pisze na stronie klaudynahebda.pl Konstanty Petertil, aromaterapeuta kliniczny i fitoterapeuta.

„Niektóre zapachy mogą realnie wpływać na stan emocjonalny, a nawet parametry fizjologiczne, takie jak częstość akcji serca czy poziom hormonów stresu”

– dodaje.

To podobny mechanizm do tego, który znamy z analizy neurobiologicznej utworów techno, w których określone częstotliwości muzyczne wywołują pobudzenie określonych ośrodków w mózgu – zazwyczaj odpowiedzialnych za wywoływanie stanu euforii lub agresji. O konieczności uważnego wyboru tego, co oglądamy i czego słuchamy, mówi wielu ludzi zajmujących się duchowością. O uważaniu na to, co chłoniemy naszym węchem i co wcieramy w naszą skórę, mówi się niewiele. Warto jednak podjąć ten temat, zwracając zarazem uwagę na to, że współczesna kultura znajduje odbicie także w sferze przemysłu perfumeryjnego.

Powszechność stosowania perfum jest zjawiskiem stosunkowo nowym, mającym swój początek w spopularyzowaniu we Francji w XVIII wieku wody kolońskiej, której twórca, Włoch Johann Maria Farina, nie opatentował swojej receptury, co umożliwiło jego naśladowcom tworzenie własnych mieszanek inspirowanych oryginałem i sprzedawania ich po relatywnie niskich cenach.

„Jest jak włoski poranek po deszczu pełen pomarańczy, grejpfrutów, cytryn, bergamotki, cytronów, limety i kwiatów oraz ziół mojej ojczyzny”

– pisał Farina o swoim dziele.

 

Obrzędy przejścia

Przez wieki perfumy należały do świata bogów i ich ziemskich namiestników – królów. W starożytnym Egipcie, uważanym za kolebkę sztuki tworzenia zapachów, czczono nawet boga perfum – Nefertuma. Określona woń była czymś, co oddzielało świat sacrum od świata profanum, a także atrybutem boskości. Egipcjanie wierzyli, że namaszczenie faraona mirrą zamienia go w boga. W myśl tej filozofii określony zapach miał moc tożsamościowego przeistaczania danej istoty. Echa tego poglądu są obecne do dziś w plemionach afrykańskich, gdzie zapachy o znaczeniu rytualnym są używane podczas obrzędów przejścia.

W kulturze chrześcijańskiej ważnym elementem uroczystej liturgii jest kadzidło, o którym w Psalmie 141 czytamy:

„Niech modlitwa moja wznosi się przed Tobą jak kadzidło…”.

W religiach wywodzących się z Biblii oleje eteryczne, kadzidła i namaszczenia pełnią ważną rolę podczas obrzędów i sakramentów.

„I znów powiedział Pan do Mojżesza: Weź sobie wonności: żywicę pachnącą, muszelki i galbanum pachnące, i czyste kadzidło, niech będą w równej ilości. Mieszając je, uczynisz z tego kadzidło wonne – zrobione tak, jak się robi wonności posolone, czyste, święte. Zetrzesz na proszek jego części i położysz przed Świadectwem w Namiocie spotkania, gdzie Ja będę spotykał się z tobą, i będzie to dla was rzecz bardzo święta”

– czytamy w Księdze Wyjścia.

W chrześcijaństwie święte oleje towarzyszą wiernym od urodzenia i chrztu po śmierć i poprzedzające ją niejednokrotnie przyjęcie sakramentu chorych. W Biblii wonne olejki symbolizują obecność Boga.

Do Pisma Świętego nawiązują twórcy perfum inspirowanych Biblią, które można kupić w Domu Wydawniczym Rafael.

„Dlaczego Inspiracja Biblią? To tam każdy zapach nie jest tylko zmysłowym doznaniem, lecz symbolem. Gdy materialna rzeczywistość staje się zbyt ciasna, by pomieścić tajemnicę Boga, do głosu dochodzą symbole, a zapach jest jednym z najbardziej wymownych. To w Biblii woń staje się językiem sacrum i sposobem komunikowania rzeczywistości duchowej. To w Księdze Ksiąg aromat niesie ze sobą historię spotkania z Tajemnicą. Ulotny, a jednak przenikający wszystko; niewidzialny, a jednocześnie intensywnie obecny. Jak łaska, która łączy niebo z ziemią. Znak świętości, modlitwy, miłości i duchowego oddania. Zapachy inspirowane mirrą, kadzidłem, balsamami i ogrodami Edenu przenoszą w przestrzeń, gdzie aromat staje się modlitwą, symbolem obecności Boga i znakiem łaski”

– piszą.

Paryska perfumeria Jovoy wyprodukowała perfumy „Liturgia Godzin” wzbudzające zachwyt u wielu ich użytkowników.

„Arcydzieło kadzidlanych wyżyn. Są jak życie: piękne, surowe i prawdziwe. To pomost pomiędzy naturą a duszą, która snuje się i kontempluje, coś pięknego. Gdybym miał wybrać jedyne perfumy na bezludną wyspę, brałbym „Liturgię Godzin”. Gdyby przyszło mi umierać, chciałbym mieć je na sobie. To mój towarzysz, od początku aż po kres...”

– pisze na portalu perfumeryjnym fragrantica użytkownik o pseudonimie Sianko1973.

 

Brud, bandaże i krew

Tak jak zapach może uwznioślać, może też degradować, wzbudzać strach, wstręt czy agresję. We współczesnej „kulturze perfumeryjnej” mamy do czynienia ze wszelkiego rodzaju przemieszaniem – płci (zapachy unisex), sacrum z profanum, piękna z brzydotą etc. Połączenie piękna i bólu, przyjemności i strachu tworzy wyjątkowo silną mieszankę uzależniającą. W psychologii nazywa się to zjawisko wiązaniem w traumie, w duchowości – perwersją.

„Pierwsze wrażenie, jakie do mnie dociera, to brud, kurz i smoła. Jest w nim coś osmalonego, jak sadza po podpaleniu czegoś. Cała sceneria, którą widzę w wyobraźni, to miejsce po wielkim pożarze – takie, w którym wydarzyło się coś bardzo złego. […] Nie czuję dosłownie krwi, ale zdecydowanie czuję śmierć”

– pisze o perfumach „Niewybaczalne zło” marki Toskowat’ na portalu fragrantica użytkowniczka o pseudonimie Figa2012.

„Jest w tych perfumach faktycznie zapach zburzonych bombardowaniami budynków. Na początku czuć głównie kadzidło czy inny dym, ale później zza tej chmury wyłania się bardzo wyraźna, świeża, pełna hemoglobiny krew i uderzający w nozdrza proch strzelniczy. Reszta nut – jakieś bandaże, mokry beton dopełnia tego makabrycznego obrazka. Po jakimś czasie to wszystko jednak gaśnie – kadzidło się wysładza, czuć też wyraźne kwiaty, ale takie, które jakby wyrosły na ulicy spływającej krwią”

– stwierdza z kolei Blueberry2903.

„To ewidentnie zapach dla wampirów, i to dosłownie. Jeżeli Cię odrzuca, to pozytywny objaw ewolucji Twojej osobowości”

– zwraca uwagę Vanilka133.

Perfumy te faktycznie w nutach zapachowych mają proch strzelniczy, beton i krew. Można to oczywiście potraktować jako zabieg marketingowy lub niszowy projekt artystyczny, można też dostrzec w zjawisku normalizowania „zapachu wojny” przesuwanie okna Overtona, zacierania granicy między pięknem a brzydotą bądź nawet dopatrzyć się w tym praktyk rytualistycznych – o których zresztą bez ogródek mówią niektórzy twórcy perfum.

Po słynnym pożarze paryskiej katedry powstały perfumy „Notre-Dame 15.4.2019”, których korek przypomina zwęgloną bryłę, a zapach – spaleniznę.

„Nie mam... tylko próbka. Nie odważyłabym się, bo to grozi jakimś zezwierzęceniem i szaleństwem. Gdy powąchałam go w perfumerii, był tylko mocnym, kopcącym się dymem spalenizny. „Uleżany”... Wtf… To jest zapach palonego mięsa, brudu, śmierci, piżma. Jest jak spocony człowiek, który chodzi z otwartymi ranami, gdzie wdała się gangrena. I to wszystko na przemian z kadzidłem”

– pisze recenzentka o nicku Nox09.

Niektórzy twórcy perfum idą jeszcze dalej. Na rynku dostępne są zapachy takie jak „Czarna Msza”, „Ave satanas”, „Lucyfer Niosący Światło” czy olejek rytualny Bafometa. Ich flakony ozdobione zostały pentagramami lub głowami kozłów – twórcy nie bawią się tutaj w zbędne subtelności.

O ile „Czarna Msza” skusi zapewne niewielu, o tyle już „Trucizna” („Poison”), „Opium”, „Hipnoza” czy „Anioł czy demon” to bardzo popularne, „mainstreamowe” zapachy. A ich nazwy nie są przecież obojętne. Nie wiadomo, ile prawdy jest w tym, że współczesny przemysł perfumeryjny został zdominowany, podobnie jak Hollywood, przez ludzi zdeprawowanych, warto mimo wszystko – bez popadania w paranoję – zastanowić się nad tym, na ile można oddzielać twórców od ich dzieł. I zastosować także do tej sfery życia, jaką jest oddziaływanie na zmysł powonienia, słowa zapisane przez świętego Pawła:

„Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła”.

[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 25.04.2026 17:53
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 16/2026, oprac. Ludwik Pęzioł