Szukaj
Konto

Nowator mocno o polskiej scenie rapu: Jest jak chorągiewka. Dziś mówimy tak, jutro mówimy tak

20.04.2025 13:32
Raper, wokalista Nowator
Źródło: fot. materiały prasowe
Komentarzy: 0
Raper i autor tekstów Nowator w rozmowie z Bartoszem Boruciakiem podkreślił, że wiara jest dla niego ważna. Opowiadał także o albumie z 2007 r., który ukazał się niedawno. Opowiadał również o obecnej scenie polskiego rapu oraz o odejściu ze środowiska hiphopowego.

- Widzę, że masz różaniec na szyi, czy wiara jest dla Ciebie ważna?

Zdecydowanie tak. Jestem wierzący

- W takim razie jak sobie radzić w tak trudnym biznesie?

- Dom jest moim sacrum, jak śpiewali Mezo i Kasia Wilk. W domu zapominam o pracy i koncertach. Ostatnio bardzo mocno poszedłem w książki.

Nowator o płycie z 2007 roku

- Niedawno w serwisach streamingowych ujrzała światło dzienne Twoja płyta z 2007 roku. Dlaczego dopiero teraz?

- W tamtych czasach nie wiadomo było, gdzie jest rap w Polsce i w którą stronę pójdzie. Wytwórnie przestały inwestować pieniądze w rap. Na płycie były produkcje Donatana, który jeszcze nie był znany szerszej publiczności czy Taab.

- Jakie to było uczucie kłaść fundamenty pod lżejszą odmianę rapu, żeby potem mierzyć się z krytyką środowiska i części słuchaczy?

- Ja tego aż tak mocno nie doświadczyłem. Chociaż po piosence "Moja panienka" wrzucono nas do tego worka.

- Obecnie? Teraz tak brzmi główny nurt w rapie.

- Oczywiście, że tak. A wracając do poprzedniego pytania, bardzo mocno znaliśmy się ze środowiskiem hiphopowym. Lerek nagrywał bardzo dużo refrenów dla raperów. Wielokrotnie supportowałem przed O.S.T.R., DJ-em Feel-Xem z Kalibra 44. Cały czas uczestniczyłem w hip-hopie. "Moja panienka" wydobywała się z każdego kąta. Non stop leciała w Vivie Polska. Ten Typ Mes był na mojej płycie, a potem wypowiadał się w "Ślizgu", że nagrywał ze mną, bo miałem same rapowe piosenki. A potem wyskoczyłem z lżejszym kawałkiem. Prawda jest taka, że jak mu puszczałem moje inne utwory, to mu się podobały i powiedział, że są hitowe.

- Dlatego też raperzy przestali udzielać wywiadów, bo ich wersje bardzo często się mijają.

Polski rap jest chorągiewką. Dziś mówimy tak, jutro mówimy tak

- Wszystko zależy od tego, kto ma jakie liczby. Kiedyś były beefy.

- To były inne czasy. Jak się było wywoływanym do tablicy, to się odpowiadało. Nie kalkulowałem, na tym polega rap. Obecnie dzieciaki nagrywają oświadczenia w mediach społecznościowych. Piszą negatywne komentarze pod postami. Gadają bez konkretów, są same strzały w powietrze.

Dinozaury rapowej sceny też się nie odzywają, bo się zastanawiają, że jak coś powiedzą, to ich fani obrażą się i będzie negatywny, niespodziewany efekt. A mainstream zrozumiał, że obecnie można na rapie zarobić olbrzymie pieniądze.

- Raperzy obecnie mają inną perspektywę - zarabiają szybko i łatwo duże pieniądze. Jestem za tym, żeby nastąpiła erozja gatunku.

- W pewnym momencie wąż zjada swój ogon. W USA widać, że spada koniunktura na trap, na te wszystkie jęki i stęki. Odkłada się ton na bok. Kendrick Lamar potrafi tworzyć rap z przekazem z dobrym tekstem na nowoczesnych brzmieniach.

- Nie myślałeś o tym, że zrobić festiwal legend lżejszych brzmień w polskim rapie? Sądzę, że uzbierałby się całkiem dobry zestaw.

- Są do tego przymiarki i już jest stworzony taki festiwal. Urzeczywistni się w październiku i nie będzie się zamykał na rap. Będą to koncerty w dużych miastach. Będzie Denzel, Kalwi & Remi, Dj Hazel i ja. Plakat będzie wyglądał tak, jakbyś kupił sobie "Bravo".

Wokalista o odejściu ze środowiska hiphopowego

- Jak wyglądało z Twojej perspektywy odejście ze środowiska hiphopowego na rzecz środowiska tanecznego?

Nigdy się nie szufladkowałem. Na debiutanckiej płycie młodego chłopaka z Opoczna byli Pih, Ten Typ Mes, Onar, nie zdążył się dograć Pezet. Pojawiłem się na składance O$ki, gdzie była cała śmietanka polskiej sceny rapowej. Natomiast później skręciłem w inną stronę. Tłumaczyłem ludziom, że raperzy w USA robią podobnie, spójrz na przykład na Snoop Dogga

W Polsce było przeświadczenie i do dziś jest, że to jest rap, a to nie jest rap. To było dla mnie śmieszne, jak w Polsce mamy decydować, co jest rapem, a co nie jest. W mojej muzyce zawsze była melodia. Jak grałem supporty, to wychodziłem ze swoimi piosenkami.

- Jaka była reakcja publiczności na debiutanta?

- Byli w szoku, a ja byłem zapraszany na różne koncerty. Pojawia się chłopaczek z Opoczna, gra 2-3 piosenki i ludzie bardzo się bawią przy tych utworach, nie znając ich wcześniej. A kawałki były bardzo rytmiczne. Wiedziałem, że jak ktoś mnie nie znał, to musiałem dawać rzeczy chwytliwe i to się sprawdzało i sprawdza się do tej pory.

- Teraz to się zmieniło, obecnie każdy może rapować.

- Oczywiście, że tak. Rap jest różnorodny i dla każdego znajdzie się miejsce.

Geneza beefu z Tede

- To może prowokacyjnie kawałek z Tede?

- Kto wie, kto wie [śmiech]. Nigdy nie wiadomo, co się stanie. Od naszego beefu minęło już wiele lat.

- Jaka była geneza beefu, bo wiem, że dołączyłeś po tym, jak do rapowej walki stanęli Płomień 81, czyli Onar i Pezet, oraz Tede.

- Tede miał program "Bezele" w telewizji Viva Polska. I co chwilę było podgryzanie z jego strony. Zawsze Lerek czy ja olewaliśmy to wszystko, bo wiedzieliśmy, że to są głupoty. Potem zmieniło się moje podejście, bo uznałem, że jestem raperem i mnie to denerwowało. Później nagrałem numer z Płomieniem "Co jest". Teraz Tede w Kanale Zero zapytał się mnie, czy go dissowałem, odpowiedziałem, że nie, a on pomyślał, że jednak to była zaczepka w jego stronę. Chodziło o zwrotkę Onara: "Bananowy dzieciak chce żyć jak na ulicy, życie to największy sk******, który może cię przeliczyć". Potem na jakiejś płycie Tede zaczepił mnie wraz ze swoim kumplem Staszkiem w krótkiej wstawce. I potem szukałem studia, żeby szybko nagrać odpowiedź. Nie było wtedy mediów społecznościowych. A mój kawałek niestety brzmiał bardzo słabo.

- Brakuje mi obecnie dissów w polskim rapie, żeby móc porównać swoje umiejętności.

- Na tym też to polegało. A potem każdy podawał sobie dłoń. To były słowne walki.

- Czujesz się obecnie częścią środowiska hiphopowego?

- Cały czas się czuję. Mało osób wie, że nagrałem wiele utworów z rapem z krwi i kości. To jest kawał historii. Wielu raperów - jak już rap wskoczył na odpowiednie tory - udawało, że nas nie ma i nie było. O okresie w rapie, w którym byliśmy na topie, można już zapomnieć. Bolał ich inny przekaz, chociaż oni nawijali cały kawałek o przekazie, o którym nikt nie miał zielonego pojęcia. Jak Mezo nawijał o tym, że kobieta jest jak anioł, to śpiewał dla dziewczyny i jest przekaz.

Krytyka obecnej sceny polskiego rapu

- Kiedyś było nie do pomyślenia, żeby raperzy śpiewali. A teraz? Śpiewają nawet uliczni raperzy.

Daj spokój. Jeden z największych hitów polskiego rapu ma wysamplowany fragment piosenki Czesława Niemena "Sen o Warszawie". Wiele największych hitów w amerykańskim rapie ma śpiewane fragmenty

- To skąd ta krytyka?

- Bo nie potrafili zrobić tego, co my robiliśmy. To była zazdrość. Znałem raperów, którzy nagrywali zwrotkę przez trzy godziny.

- Mocno dostałeś po czterech literach w trakcie pandemii?

- Zdecydowanie tak. Tuż przed pandemią miałem bardzo dużo zarezerwowanych terminów na koncerty juwenaliowe i klubowe, które potem się nie odbyły.

Nowator - spełniony twórca

- Kim jest dziś Nowator?

Jestem spełnionym twórcą. Chociaż nie postawiłem jeszcze kropki nad i. Chcę się cały czas rozwijać. Wiem, co chcę robić i jaki rodzaj muzyki tworzyć. Reprezentuje koktajl muzyczny od rap przez muzykę jamajską do latino

- Tańczysz?

- Tańczyłem jako dziecko taniec towarzyski.

- Ekipa "Tańca z Gwiazdami" jeszcze do Ciebie nie dzwoniła?

- Nie dzwoniła. Chociaż jak umiesz tańczyć, to po co masz tam iść [śmiech].

- Wracając - ten muzyczny koktajl to jest Twój styl?

- Zdecydowanie tak. Dorzuciłbym do tego jeszcze muzykę klubową.

- Jak się ludzie bawią na Twoich koncertach?

- Na moim koncercie możesz się spodziewać dobrej wibracji i muzyki, która Cię poniesie. Jest dużo mocy i zabawy. Można usłyszeć moje utwory i taneczne szlagiery.

"Niech mnie nazywają jak chcą"

- Obrażasz się za łatkę discopolowca?

- Nie. Niech nazywają mnie, jak chcą. Młody słuchacz ma to gdzieś i słucha takiej muzyki, jaka mu się podoba.

- Sobota podąża podobną drogą co Ty.

- Nagrywa z ciekawymi wykonawcami. Może stwierdził, że ma zajawkę na inną muzykę i ją robi.

- Wyjście z rapu na rzecz muzyki tanecznej jest dojrzewaniem z godnością, jak się posiada młodzieńczą energię?

- Oczywiście, że tak.

- Twój największy hit "Moja panienka" w tym roku skończy 20 lat.

- Są propozycje, żeby zrobić nową wersję przeboju. Nie chcę tego odświeżać na siłę. Ten numer wszedł do klasyki muzyki rozrywkowej. Myślałem o tym, żeby kilku wykonawców dograło po 8 wersów. Zobaczymy, w którą stronę to pójdzie. Trzeba stwarzać odpowiedni aranż.

- Mógłbyś żyć wyłącznie z jednego przeboju?

- Wiele osób myśli, że taki utwór zarabia kokosy. Nie jestem Lady Pank czy Perfect, gdzie utwory do tej pory grane są w największych rozgłośniach radiowych. A co do "Panienki", to musiałbym grać jeszcze koncerty.

- Kto jest Twoim statystycznym fanem?

- Nie ma kogoś takiego. Słuchają mnie zarówno dzieci, jak i osoby starsze.

- Widzę, że świetnie odnajdujesz się we współczesnych czasach, nie narzekasz i nie mówisz non stop "Kiedyś to było...".

- Żyję z muzyki i to daje mi radość. Kocham to! Chociaż zdarzają się momenty, że ktoś mi podcina skrzydła, rzuca kłody pod nogi. Denerwuję się, dlaczego jakiś typ jest w tym miejscu, w którym ja powinienem być, ale się nie poddaję.

- Mam podobnie. Witam w klubie!

- Takie są czasy i dziękuję Ci za zaproszenie do tego klubu [śmiech].

Komentarzy: 0
Data publikacji: 20.04.2025 13:32
Źródło: Tygodnik Solidarność 15/2025