Szukaj
Konto

Monika Kowalczyk: Jestem miłośniczką życia

05.07.2025 09:00
Monika Kowalczyk: Jestem miłośniczką życia
Źródło: fot. Monika Kowalczyk / Facebook
Komentarzy: 0
– Boję się sztucznej inteligencji, bo ma teraz wiele do powiedzenia. Wierzę, że pierwiastek ludzki w muzyce jest nie do podrobienia. Wrażliwość, którą się czuje w piosenkach, pochodzi z człowieka, a nie z algorytmów – mówi Monika Kowalczyk, wokalistka, autorka tekstów, kompozytorka, w rozmowie z Bartoszem Boruciakiem.

- Kim jesteś, Moniko?

- Człowiekiem. Miłośniczką życia.

- Na czym polega Twoja miłość do życia?

- Staram się doceniać wszystko to, co mnie spotyka. Przeżywam każdy dzień na sto procent, choć nie zawsze mi się to udaje. Skupiam się na małych rzeczach, nadaję im wartość i codziennie je doceniam.

- Jakie to są małe rzeczy?

- Uśmiech mojej córeczki albo kawa, którą mogę w spokoju wypić w kawiarni. To są małe szczęścia. Cieszę się, że mogę śpiewać, co bardzo kocham.

- Masz córkę?

- Mam. Mam też męża [śmiech].

- Bardzo młodo wyglądasz.

- Ludzie tak mi mówią. Mam 31 lat.

- Rodzina wspiera Cię w drodze artystycznej?

- Bardzo. Od najmłodszych lat rodzice mnie wspierają. Robią to do teraz, obecnie wspiera mnie też mąż. Mój ukochany pisze piosenki, gra, więc jesteśmy muzyczną rodziną i razem idziemy przez życie.

- Czyli tworzycie razem pod Twoim szyldem. Czy Twój mąż gdzieś jeszcze udziela się muzycznie?

- Ostatnio miałam monopol, chociaż Janek teraz pisze więcej swoich piosenek i skupił się na swojej drodze.

- To zareklamuj Janka.

- Jan Wąsak wcześniej miał zespół Pasażer, który skończył swoją działalność, więc teraz Janek kroczy własną drogą. Niedługo opublikuje singiel pod nazwą "Rzędzian Wąsak".

- Kogo chcesz zabrać do swojej muzycznej podróży?

- Wszystkich, którym się to spodoba, bo profil mojego słuchacza jest różny. Najczęściej słuchają mnie kobiety w moim wieku. Rezonuję z nimi i one pewnie najlepiej wiedzą, o czym śpiewam. Zdarzają się też dzieci i osoby w podeszłym wieku. Jest różnorodnie.

- Niedawno wystąpiłaś na festiwalu w Opolu w konkursie "Debiutów". Jak to wyglądało od zaplecza?

- Najpierw były otwarte zgłoszenia za pośrednictwem strony internetowej. Trzeba było wysłać autorską piosenkę. Potem z tych formularzy komisja z ramienia telewizji wybrała dwudziestu półfinalistów. Byłam w tej dwudziestce i tuż przed Świętami Wielkanocnymi pojechałam do Warszawy do Telewizji Polskiej. Tam na żywo przed komisją za zamkniętymi drzwiami zaśpiewałam mój utwór. W komisji byli m.in. Marek Sierocki i Robert Chojnacki. Śpiewałam do podkładu. Wcześniej musiałam powiedzieć kilka słów o sobie.

- Po jakim czasie dowiedziałaś się, że będziesz w finale?

- Następnego dnia. To był Wielki Czwartek. W południe otrzymałam telefon, że dostałam się do finału. Łezka poleciała mi ze wzruszenia.

- Nagrałaś z tej okazji rolkę na Instagramie?

- Zgadza się [śmiech]. Chciałam się podzielić tym, jak to wyglądało z drugiej strony. W zeszłym roku też zgłaszałam się na konkurs "Debiutów", ale nie przeszłam pierwszego etapu. W tym roku było 210 zgłoszeń. Każdy mógł się zgłosić, kto tylko chciał. A występ był niesamowitą przygodą!

- Jesteś w stanie przyporządkować swoją muzykę do konkretnego gatunku?

- Nazywam to popem.

- Muzyka przynosi Ci radość?

- Zdecydowanie tak, ale też i frustrację.

- Identyfikujesz się z muzyką, którą tworzysz?

- Tak. Tworzę teksty w języku polskim oparte na moich doświadczeniach. W moich piosenkach zostawiam dużo siebie. Melodie, które wymyślam, muszą mi się podobać. A piosenek, co do których mam wątpliwości, nie publikuję.

- Mierzysz się z brakiem informacji zwrotnej w sferze zawodowej?

- Oczywiście, że tak. Na przykład wysyłam 50 e-maili, a otrzymuję dwie odpowiedzi. Jedna będzie na nie, a druga - może na tak. Z drugiej strony pewnie są ludzie, którzy otrzymują mnóstwo wiadomości. Zawsze gdy zostaję polecona przez kogoś, to działa to inaczej. W muzycznym świecie znajomości i kontakty nie mają znaczenia pejoratywnego. To jest nasza waluta.

- Zajmujesz się wyłącznie muzyką?

- Nie do końca. Z muzyki żyję po części. Zajmuję się copywritingiem.

- Nie boisz się, że sztuczna inteligencja Cię wygryzie?

- Ona już mnie wygryza. Natomiast moje artykuły piszę nieszablonowo. Boję się sztucznej inteligencji, bo ma teraz wiele do powiedzenia. Wierzę, że pierwiastek ludzki w muzyce jest nie do podrobienia. Wrażliwość, którą się czuje w piosenkach, pochodzi z człowieka, a nie z algorytmów.

- Kiedy płyta?

- Na razie skupiam się na singlach.

Monika Kowalczyk - wokalistka, autorka tekstów, kompozytorka, gitarzystka. Finalistka tegorocznych "Debiutów" festiwalu w Opolu.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.07.2025 09:00
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 26 / 1 lipca 2025