Jakub Zgierski („Młot na marksizm”): „Gazeta Wyborcza” składa samokrytykę

Być może wiele osób to zdziwi, ale "Gazeta Wyborcza", która przoduje w propagowaniu rewolucyjnych treści w przestrzeni publicznej, zaliczyła ostatnio poważną wpadkę. Mówiąc precyzyjnie, doszło do wypaczeń i błędów. Nie bez przyczyny używam określeń, które kojarzą się nam jednoznacznie z komunistyczną nomenklaturą. Tak się składa, że i współcześni marksiści zażarcie ze sobą walczą, tropiąc we własnych szeregach przejawy odejścia od ortodoksji. Słuszna linia jest jedna, a ci, którzy z niej zbaczają, muszą ponieść konsekwencje.
W tym przypadku redaktorka "Gazety Wyborczej" dopuściła się "zbrodni", publikując na portalu list od zaniepokojonej czytelniczki. Autorka będąca matką i wychowująca córkę opisała niepokojący trend wśród współczesnej młodzieży, która w imię tolerancji i równości wyklucza wszystkich nieprawomyślnych. Konkretnie chodzi o osoby cierpiące na "transfobię" oraz tzw. terfizm (od TERF - trans-exclusionary radical feminist/feminism). Drugie ze wspomnianych zjawisk polega na popieraniu feminizmu bez uznawania transkobiet za kobiety (czyli mężczyzn myślących, że są kobietami). Innymi słowy, "terfki" to feministki, które walczą o prawa kobiet i nie uważają, żeby ich kobiece postulaty dotyczyły mężczyzn. Logiczne, prawda? No właśnie dla lewicy nie.
Mimowolnie przychodzi mi na myśl historyczny przykład. W ramach Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji zwolennicy Lenina będący w mniejszości nazwali się bolszewikami, czyli większością, a opozycjonistów, którzy mieli nad nimi przewagę, określili mienszewikami - mniejszością. Tutaj jest bardzo podobnie. Otóż w istocie radykalne feministki uważające mężczyzn za kobiety zarzucają radykalizm w miarę umiarkowanym feministkom, które nie widzą sensu w tym, aby do kategorii "kobiety" zaliczać również mężczyzn. Z boku wygląda to na absurd, jednak w rzeczywistości mamy tu do czynienia z odpowiednim operowaniem słowami, które posiadają ogromną moc oddziaływania. Propaganda par excellence.
Jak zakończyła się nasza historia? Na "Wyborczą" posypały się gromy, a liczni komentatorzy i publicyści zarzucili redakcji rozmaite "izmy", czyli klasyczne błędy i wypaczenia względem ortodoksji. Obecna mądrość etapu przewiduje, że promujemy feminizm w zestawie z genderem, i kropka. List, który - tak między nami mówiąc - przedstawia garść rozsądnych uwag doświadczonej kobiety, mógł wzbudzić u niektórych czytelników rzadki odruch refleksji. Z tego względu publikacja została szybciutko cofnięta.
Na tym się jednak nie skończyło. "Wyborcza" złożyła samokrytykę i obiecała poprawę. Zgodnie z zapowiedzią redaktorzy zostaną niedługo przeszkoleni przez pion ideologiczny... znaczy się - fundację pozarządową, która specjalizuje się w działaniu na rzecz osób transpłciowych. Podobno pomoże im to uzyskać odpowiednią "wrażliwość".

Decyzja zapadła. Agora zwolni niemal 50 pracowników

Zwolnienia grupowe w "Gazecie Wyborczej". Pracę straci prawie 10% zatrudnionych

Wicenaczelna "GW": Nawrocki wygrał wybory. Giertych to troll

Michnik namawia do głosowania na Trzaskowskiego: "Świnie źle kończą"

Ks. Jarosław Wąsowicz odpowiada ''GW'': Tak, przyjaźnię się z Karolem Nawrockim i jest to dla mnie zaszczyt
