[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Nie rozumiem fascynacji kebabem
![[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Nie rozumiem fascynacji kebabem](https://tysol.pl/storage/files/2026/2/28/621a898d-2a34-46ef-b2a9-95fd5757de24/Krysz30.jpg?p=article_hero_mobile)
Naprawdę nie chodzi o to, że mam jakieś specjalnie delikatne podniebienie. Meandry mojej kawalerki prowadzały mnie po różnych kulinarnych zakrętach i zakamarkach. Pamiętam na przykład jakieś skrzydełka zakupione nad ranem w przejściu podziemnym w centrum Warszawy. Nie wiem, na ile miało to związek z moim ówczesnym mocno rozrywkowym stanem, ale dalibóg miałem wrażenie, że mają zamiar odlecieć. I być może odleciałyby, gdybym ich nie zjadł. A się zjadło.
Choć miałem też przyjemność jeść kiedyś kebab w tureckiej restauracji. O, ten był świetny. Kupa doskonale przyprawionego mięcha. Ze wszystkimi koniecznymi dodatkami, ale przede wszystkim kupa mięcha. A jak wiecie, Krysztopa mięso lubi, szczególnie dobre mięso. Ten kebab wspominam bardzo dobrze. A z turecką kawą to już w ogóle.
Dlatego, kiedy piszę, że nie rozumiem fascynacji kebabem, chodzi mi o kebab "z budki". Ja wiem, że są różne, z różnymi dodatkami, z różnymi sosami. Ale buły mają te same. I przede wszystkim w każdym siedzi to samo mięso. A raczej "mięso". Trzy rodzaje do wyboru. Kurczak, który naprawdę za kawalerki przedawkowałem i nie mogę teraz na niego patrzeć, "wołowina" i "baranina", na które ze względu na nietolerancję na kurczaka jestem skazany.
Te dwa ostatnie "rodzaje mięsa" w zasadzie różnią się tylko kolorem. Obydwa przypominają coś w rodzaju nieudanego pieczonego "pasztetu". Choć nie, proszę nawet nieudane "pasztety" o wybaczenie. To coś w rodzaju takiego brązowego amalgamatu z bąbelkami. Nabrać się na to, że to "mięso", można tylko dlatego, że jest pocięte na drobne płatki. Ma to niby zapach jakiegoś mięsa, ale tak jak znam zapachy wołowiny i baraniny, to doprawdy nie wiem jakiego. A żeby nikt się w tym nie połapał, zasypane są jakimiś surówkami i zalane również niekoniecznie rzucającymi na kolana sosami. I to jest wszystko, czym różnią się kebaby w różnych kebabowniach. Różnią się dodatkami. Mięso sprawia wrażenie, jakby w całej Polsce pochodziło z jednej hurtowni, a może z jednej kolekcji wypchanych krów i wypchanych owiec. Trudno to sobie inaczej wytłumaczyć.
No ale czasem szwagier przyniesie kebaba. No to przecież przy chłopie, który się postarał, nie będę kręcił nosem. Jemu smakuje, to i mnie smakuje. Przynajmniej ten jeden wyjątkowy raz. Zjem, poklepię się po brzuchu i powiem, że ten był nawet lepszy od poprzedniego.
Tylko tutaj, co sobie pomarudzę, to moje.
Komentarze
"Dziękuję tym, którzy wierzyli". Filip Chajzer przekazał radosne wieści

Dramat podczas konkursu jedzenia naleśników. Nie żyje 37-latka

Polskie bezpieczeństwo żywnościowe coraz bardziej kruche

Bitwa z kebabem w tle - Turcy chwycili za noże w centrum Warszawy
Pilne ostrzeżenie GIS. Na ten produkt trzeba uważać


