Szukaj
Konto

Dlaczego Słowacja jest inna?

Dlaczego Słowacja jest inna?
Źródło: pexels.com | Autor: Milos | Licencja: Pexels License | Zamek, góra
O Słowacji mówi się turystycznie, w kontekście Janosika, źle, ogólnie albo wcale. Najczęściej nie mówi się wcale. Kraj miewa swoje pięć minut w polskiej publicystyce, nierzadko przedrukowującej teksty nadesłane do zagranicznych, liberalnych redakcji – głównie gdy chodzi o ataki na premiera Roberta Ficę, kwestie energetyczne, zamach na wyżej wymienionego premiera w 2024 roku bądź postawę wobec Rosji. Słowacja jest jednak inna. I to nie tylko pod względem bieżącej polityki czy geopolitycznych trendów.
Co musisz wiedzieć:
  • Słowacja ma za sobą długą i trudną drogę do własnej państwowości.
  • Powrót Roberta Ficy do władzy w 2023 roku pokazał siłę słowackiego elektoratu antyliberalnego.
  • Słowacka odmienność polityczna i geopolityczna może być dla Polski ostrzeżeniem.

Długa droga narodu słowackiego

Dalsza część artykułu przeznaczona jest dla osób z subskrypcją premium

Warto zastanowić się, skąd się wzięli Słowacy. Jeszcze sto pięćdziesiąt lat temu nazywano ich „tótami” bądź „tóthami” – pogardliwym określeniem węgierskim używanym wobec słowiańskich mniejszości w Królestwie Węgier. Była nawet taka rymowanka „Kása nem étel, tót nem ember”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza: „Kasza nie jedzenie, słowacki wieśniak nie człowiek”. Słowacy jeszcze dwieście lat temu nie mieli silnej tożsamości narodowej. Pewną rewolucją okazała się działalność Ľudovíta Štúra, językoznawcy i poety, który jeżdżąc po słowackich wioskach, kodyfikował język przyszłego narodu. Prowadząc działania w przededniu i w czasie Wiosny Ludów, nie spotkał się jednak z poparciem wśród węgierskich powstańców – sprawę słowacką przyćmiły dążenia niepodległościowe przeszłego i przyszłego zaborcy, który od wieków pozostawał na ziemiach Korony Świętego Stefana, czyli również na przyszłym terytorium Słowacji zwanym wówczas „Felvidék” (Górna Prowincja, Górne Węgry). Co ciekawe, sprawa słowacka i rusińska znajdowała za to względny posłuch wśród części rosyjskiej inteligencji, która upatrywała w maltretowaniu narodu krzywdy „słowiańskich braci”.

Do czasów I wojny światowej Słowacy byli poddawani agresywnej madziaryzacji, dochodziło nawet do zamieszek. z których najsłynniejsza była w okolicach Rużomberoka, gdzie administracja próbowała odsunąć słowackiego proboszcza. Po okrojeniu Węgier ziemie słowackie weszły w skład niepodległej Czechosłowacji. Własny kraj? Nie do końca. Słowacy zaczęli spotykać się z dyskryminacją we własnym państwie. Napisy w kinach? Czeskie, „inni zrozumieją”. Czesi, wchodząc na ziemie słowackie pod koniec drugiej dekady XX wieku, rozwścieczyli ludność lokalną niszczeniem kapliczek maryjnych przy akompaniamencie okrzyków: „Precz z Rzymem!”. W całej armii czechosłowackiej znalazł się tylko jeden słowacki generał, a wśród posłów na 270-osobowy sejm było jedynie czternastu Słowaków.

Marzenia o niepodległym państwie czy nawet zwiększeniu autonomii Słowaków, jeśli były wypowiadane zbyt głośno, mogły spotkać się z represjami. Po rozbiorze Czechosłowacji naród miał doczekać się własnej republiki, lecz doczekał się marionetkowego państwa w pełni uzależnionego od Trzeciej Rzeszy. Z nazistowskiego terroru Słowakom udało się wyzwolić dopiero pod koniec II wojny światowej – wcześniej przeprowadzili nieudane powstanie narodowe. I znowu trafili do jednego państwa z Czechami. Inaczej się jednak toczyły ich losy – czego najdobitniejszym przykładem jest praska wiosna, która na Słowacji jest oceniana dużo bardziej ambiwalentnie. Ale to paradoksalnie w czasach komunistycznych Słowacy byli reprezentowani politycznie – Słowakami byli wszak Alexander Dubček i Gustáv Husák. Do tego kraj zindustrializował się, nie będąc traktowany w kategoriach peryferyjnych. Możemy sobie w tym momencie wyobrazić, jak wielkim przeżyciem był dla całego pokolenia obywateli upadek komunizmu w Czechosłowacji i jej rozpad.

 

Niepodległej Słowacji krajobraz społeczno-polityczny

Słowacja uzyskuje niepodległość 1 stycznia 1993 roku. Niektórzy obywatele mogą wybrać, czy wolą być Czechami, czy Słowakami – część wybiera Słowację. Ta, mniejsza od Czech i mniej zaludniona, zdaje się być terra incognita dla Europy. Pierwszym premierem zostaje Vladimír Mečiar, prawnik z robotniczej rodziny wydalony za reformatorskie pomysły z partii komunistycznej po Praskiej Wiośnie, następnie uczestnik aksamitnej rewolucji, który pokłóciwszy się z liberałami, utworzył własną partię – Ruch na rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS).

Jego rządy można opisać jako pragmatyczny populizm trudnych czasów, który jednak z czasem, podobnie jak w wielu innych przypadkach, się zdeprawował. Od nazwiska premiera powstała nawet nazwa ideologii – meciaryzm. Rządy Mečiara charakteryzowały się próbą podtrzymania słowackiej suwerenności i przeprowadzenia kraju przez reformy. Krzewienie wspólnej tożsamości młodego państwa nie było łatwe. Słowacja jest państwem wielonarodowym – pomimo powojennych dekretów Benesza, które wysiedliły Węgrów zamieszkujących południowe obszary kraju, część przedstawicieli mniejszości narodowej pozostała w granicach państwa i obecnie stanowi około 8% obywateli; liczną mniejszością są również Romowie.

Sami Słowacy musieli także odnaleźć się w nowej rzeczywistości – nie tylko pod kątem tożsamości narodowej, lecz również przez wzgląd na kwestie gospodarcze. Chociaż populiści zatrzymali zastosowaną przez Václava Klausa terapię szokową, jej skutki już zdążyły dotknąć społeczeństwo. Likwidacja przemysłu zbrojeniowego wywołała bezrobocie, przyszły również cięcia. Słowacja mimo wszystko zachowała sporą część przemysłu, zwłaszcza motoryzacyjnego, lecz to, co już zostało zaimplementowane, dotknęło naród na lata. Dosyć szybko zaczęła pojawiać się oligarchia, na granicy z Ukrainą kwitł z kolei przemyt. Sam premier starał się balansować nie tylko w kwestiach gospodarczych, lecz również geopolitycznych.

Zaniżane sondaże

Lata dziewięćdziesiąte upłynęły pod znakiem konfliktu z Węgrami. W następstwie uzależnienia się od „sprawdzonych dostarczycieli taniej energii ze wschodu”, czyli jelcynowskiej Rosji, Słowacja została pominięta w planach rozszerzenia NATO w 1997 roku, w efekcie czego wstąpiła w struktury sojuszu dopiero w 2004. W tym samym roku dołączyła do Unii Europejskiej. Udało się to dopiero po odejściu Mečiara, który w ostatnich latach rządów był uczestnikiem skandali związanych z nadużyciem władzy. Co istotne, mimo sytuacji z oskarżeniami (między innymi o inwigilowanie opozycji) część obywateli pozostała wierna HZDS-owi. W badaniach exit poll niektórzy Słowacy odmawiali odpowiedzi na pytania ankieterów, bojąc się oceny liberalnych sondaży. Wynik exit poll okazał się znacząco zaniżony, a sami wyborcy otrzymali miano „ukrytego elektoratu Mečiara”. Mechanizm niejawnych zwolenników populizmu ukazał się po raz kolejny w 2023 roku.

 

Powrót Ficy

Jest rok 2023, ciepły koniec września. Po serii rządów technicznych, kryzysów politycznych i bardzo burzliwej kampanii ukazuje się exit poll słowackich wyborów parlamentarnych. Początkowo myślimy, że zwycięży Progresywna Słowacja – ugrupowanie Zuzany Čaputovej, ówczesnej liberalnej prezydent kraju. Poranek pierwszego dnia października pokazuje jednak co innego – na prowadzenie wyłania się SMER, partia lewicowego nacjonalisty Roberta Ficy, byłego premiera. Badania exit poll pomyliły się o pięć punktów procentowych. Kosmiczny, niczym lot słowackiego astronauty Ivana Belli w 1999 roku, błąd. SMER wchodzi w koalicję z lewicowym Hlasem oraz narodową partią SNS. W liberalnych mediach, w tym krajowych, wybucha panika. Wszak do zwycięstwa populisty nie mógł się przyczynić fakt, że poseł Juraj Krúpa powiązany z centroliberalną partią OL’aNO niegdyś nazwał elektorat SMER-u „świniami” i „śmierdzącymi fekaliami”.

Sam Fico oskarżany bywa o populizm (czego się nie wypiera), autorytaryzm (objawiający się w złych relacjach z liberalnymi mediami), korupcję (tu zarzut nie jest do końca chybiony) i prorosyjskość. Ten ostatni zarzut zasługuje na uwagę, ponieważ premier rzeczywiście jest bardziej zachowawczy w kwestii Ukrainy od polityków z Polski czy Czech. Należy jednak wspomnieć, że Słowacy są narodem mniej antyrosyjskim od naszego (dlatego też sprawdza się tam znana z Węgier retoryka o „staniu po stronie pokoju”), a samo w sobie państwo jest uzależnione energetycznie od Rosji. Faktem jest, że zgodnie z obietnicami wyborczymi Fico nie wysyła Ukrainie bezpłatnej pomocy wojskowej, ale nie zaprzestał wysyłania pomocy humanitarnej. I niezależnie od tego, jak daleko może być człowiekowi od poglądów rządu, czy to społecznych, czy geopolitycznych, trudno usprawiedliwić próbę zabójstwa premiera. A tej właśnie dokonał liberalny poeta 15 maja 2024 roku.

Kiedy Juraj Cintula postrzelił Roberta Ficę w miejscowości Handlová, nie wiadomo było w ogóle, czy premier przeżyje. Głosy atakujące ofiarę (!) dobiegały nie tylko ze strony krajowych, liberalnych mediów, lecz także z zagranicznego salonu. Na polskim podwórku usłyszeć można było chociażby Ziemowita Szczerka czy Weronikę Gogolę, liberalną pisarkę i dziennikarkę, która twierdziła, że zamach stanie się orężem walki z opozycją, a nienawiść do mediów osiąga apogeum. Oczywiście wbrew zapowiedziom salonu żadne większe dzienniki liberalne nie zostały zdelegalizowane.

 

Jak Słowacja

Nie wiemy, jak się potoczą wybory na Słowacji w 2027 roku, kiedy nasi południowi sąsiedzi ponownie udadzą się do urn i wybiorą skład parlamentu. Liberałowie mają szansę powrócić do władzy ze względu na posiadanie konglomeratu medialnego i fakt, iż są opozycją. Rządy SMER-u minęły de facto pod znakiem długiego marszu przeciw – sprzeciwie wobec transkrypcji małżeństw jednopłciowych narzuconej przez UE, sprzeciwie wobec bratysławskiej kawiarni, której mianem określa się salon, i przeciwnościach losu, które napotykały samą w sobie egzotyczną koalicję rządzącą, która mimo wszystko zdołała utrzymać premiera u władzy.

Programem pozytywnym był w zasadzie projekt dofinansowania do remontu gospodarstw domowych w kraju koszyckim i obniżenie stawki VAT na najbardziej podstawowe produkty spożywcze. Obecnie nad Słowacją wisi pewne widmo, niezależne nawet od profilu ideologicznego rządu – mając na uwadze rozwój chińskiej motoryzacji, gospodarka kraju, w którym sporo osób znajduje zatrudnienie w przemyśle motoryzacyjnym, może dosyć mocno ucierpieć, nie wspominając nawet o tym, co może czekać obywateli zatrudnionych w tym sektorze, którym grozi bezrobocie.

Do tego trudno, by czyjąkolwiek sympatię zaskarbiła polityka zagraniczna na cztery strony świata, gdzie nie jest łatwo czegokolwiek spodziewać się po premierze, który odwiedza Pekin, Moskwę, Erywań, ukraiński Użhorod, Wietnam, a następnie opowiada o swoim sprzeciwie wobec centralizacji Unii Europejskiej, który choć rzeczywisty, nijak się ma do zdjęć z Donaldem Tuskiem i Péterem Magyarem, który wygrał z jego niegdysiejszym sojusznikiem na arenie UE Viktorem Orbánem (i do którego Fico dzisiaj się już nie odwołuje). Notabene należy dodać, że obecnie Węgry mogą po raz kolejny wejść w pewien konflikt ze Słowacją ze względu na podjęcie kwestii dekretów Benesza przez Budapeszt (a ich krytyka jest na Słowacji zakazana).

 

Niebezpieczny spór

Nie to jest jednak z naszej perspektywy najciekawsze. Nie trzeba ocenić rządów SMER-u pozytywnie lub negatywnie, by zobaczyć pewną inność Słowacji, nie tylko w znaczeniu geopolitycznym, ponieważ podejście Słowaków do polityki zagranicznej jest efektem dwustu lat dziejów tego narodu. Inność, która mogłaby w nas sprowokować kasandryczne wizje. Środowiska antyliberalne często wspominają, że to właśnie spór populistów z liberałami będzie wyznacznikiem polityki w najbliższych latach. Dzieje się to już na Słowacji, gdzie buty populistów założyły nieliberalna lewica oraz narodowcy.

Nie chcąc w żaden sposób idealizować tego sojuszu, widzimy jednak, jak niebezpieczny jest ten spór – ponieważ sam fakt zamachu na premiera oraz lat pogardy sączącej się ze strony liberalnych mediów w stronę nie tylko polityków, lecz również wyborców, jest nie do zaakceptowania. W Polsce już mamy ten problem; nie trzeba tu przywoływać cytatów dotyczących wyborców prezydenta Karola Nawrockiego czy całych materiałów produkowanych seryjnie w latach 2015–2023 w kontekście elektoratu szeroko pojętej prawicy.

Z południa docierają do nas wieści, do czego ta sytuacja może prowadzić. Polaryzacja, konflikt już nie tylko polityczny, ale też klasowy w znaczeniu pogardy do mniej zamożnych rodaków i tych „z prowincji” oraz wpływ autorytetów medialnych na rzeczywistość mogą mieć opłakane skutki. I to, jak inna jest Słowacja, może być przestrogą. Niestety również dla nas.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 15.09.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność 37/2026, oprac. Ludwik Pęzioł