Szukaj
Konto

[Tylko u nas] Łysa Góra dla Tysol.pl: " Nie ma wyścigu szczurów wśród folkowych zespołów"

29.05.2019 18:00
[Tylko u nas] Łysa Góra dla Tysol.pl: " Nie ma wyścigu szczurów wśród folkowych zespołów"
Źródło: Materiały prasowe
Komentarzy: 0
Chcemy się podpisywać własnym nazwiskiem pod tym, co robimy. Nie chcemy na siłę być sławni, ale też nie chcemy być anonimowi muzykami będącymi ciągle za „gwiazdą” – mówią Sylwia Biernat i Paweł Piotrowicz, członkowie zespołu Łysa Góra w rozmowie z Bartoszem Boruciakiem.
- Jesteście muzykami z wieloletnim doświadczeniem dlaczego zdecydowaliście się na Łysą Górę?

Sylwia Biernat i Paweł Piotrowicz: Łysa Góra to jest to co kochamy i lubimy robić.

- Utrzymujecie się z Łysej Góry?

SB.: Jakoś żyję (śmiech).

PP.: Większość z nas żyje z muzyki a Łysa Góra zarabia już na siebie.

- Gratuluję.

SB.: Zespół utrzymuje się ze swojej twórczości.

PP.: To jest dobry rezultat, zważywszy, że nie jesteśmy mainstreamowym zespołem.

- Ile gracie koncertów rocznie?

SB.: Parędziesiąt rocznie. Zawsze podchodzimy profesjonalnie do koncertów.

PP.: Występujemy w dwóch odsłonach. Nasza trzecia płyta jest naszą folkową i ludową odsłoną. Dwie poprzednie płyty, to była muzyka heavyfolkowa albo metalfolkowa. Różnie to nazywają.

- Co się stało, że straciliście przedrostek heavy i metal?

PP.: Na trzeciej płycie jest to, co nam w duszy zagrało. Sięgnęliśmy po instrumenty tradycyjne: saz i fidel płocką.

- Co to jest saz i fidel płocka?

PP.: O fideli płockiej więcej powie Sylwia. Saz na którym gra nasz kolega Krzysiek jest instrumentem siedmiostrunowym, szarpanym. To wygląda jak mandolina. Tradycyjne instrumenty dodają naszej płycie mocno folkowego klimatu.

SB.: Jest to sześciostrunowy instrument smyczkowy. Trochę większy od skrzypiec.

- Zagralibyście na weselu?

SB. i PP.: Mieliśmy takie propozycje.

- Jaka jest kondycja polskiej sceny folkowej, jeżeli w ogóle możemy mówić o polskiej scenie folkowej?

SB.: Możemy mówić, możemy. Kondycja polskiej sceny folkowej jest całkiem niezła. Nie ma wyścigu szczurów wśród folkowych zespołów.

PP.: Nie zazdrościliśmy np. Tulii, kiedy brała udział w Eurowizji. Trzymaliśmy kciuki za dziewczyny. Szkoda, że nie udało im się dostać do finału. Zabrakło im dwóch punktów. Wracając do środowiska, to dużo rzeczy się dzieje. Są festiwale, są koncerty i są przede wszystkim słuchacze.

- Płyta "Oj dolo" mogłaby być ilustracją muzyczną do serialu czy do filmu?

SB.: Myśleliśmy o tym. Pojawiają się takie propozycje. Nie tylko od środowiska filmowego, ale także od teatrów.

- Wybraliście dość trudną drogę muzyczną. Jesteś utalentowani, wykształceni. Nie mieliście myśli, żeby rzucić folk i zacząć grać z kimś znanym dla statystycznych Kowalskich?

SB.: Chcemy się podpisywać własnym nazwiskiem pod tym, co robimy. Nie chcemy na siłę być sławni, ale też nie chcemy być anonimowi muzykami będącymi ciągle za "gwiazdą".

- Pawle wciąż udzielasz korepetycji?

PP.: Jeszcze tak, w mało popularnych godzinach (śmiech). Gram też w innych zespołach. Daję radę. W Łysej Górze jestem m. in. "szuflabasistą". Autorem tego instrumentu jest Brunon Niewiński. Zrobił instrument, ale nie wymyślił nazwy. Ochrzciliśmy go i został "szuflabasem".

Rozmawiał: Bartosz Boruciak




Komentarzy: 0
Data publikacji: 29.05.2019 18:00