Szukaj
Konto

Waldemar Bartosz: Schodzimy do poziomu mało refleksyjnych konsumentów podtykanej papki

24.10.2016 10:58
T. Gutry
Źródło: Tygodnik Solidarność
Komentarzy: 0
Nie tak dawno użalaliśmy się na tych łamach na spłycenie debaty publicznej. Chodzi o to, że w tej, tak szumnie nazwanej, debacie publicznej nie używa się argumentów lecz socjotechniczne tricki. Przykładów można mnożyć, wystarczy otworzyć pierwszą lepszą stację telewizyjną i obejrzeć przeciętną gazetę. Niestety zeszliśmy jako zbiorowość do poziomu tabloidu. Nota bene początkowo termin tabloid oznaczał skondensowaną tabletkę.

Dzisiaj tą tabletką jest czasopismo z minimalną ilością łatwego tekstu i całym arsenałem kolorowych fotek. Ta moda, albo lepiej powiedzieć - mentalność dotarła już do pism nazywanych opiniotwórczymi. Już samo określenie czasopisma jako opiniotwórczego podkreśla jego kreację opinii publicznej. Znowu nie argument, nie dyskusja lecz wpływanie na opinię jest tutaj najważniejsze. Kiedyś do snobizmu należało czytanie krakowskiego "Przekroju", w którym pisali autorzy - tuzy: Ludwik Jerzy Kern, Zbigniew Lengren, Jerzy Waldorff, Lucjan Kydryński, itp. Dzisiaj również to pismo straciło swój charakter i stanęło w jednym szeregu z tzw. tygodnikami opiniotwórczymi, jak na przykład: Wprost, Polityka, Newsweek czy też Do Rzeczy lub W Sieci.

Odnotowując tę zmianę nie tyle rynku wydawniczego lecz raczej mentalności czy szerzej ujmując - kultury, trzeba też zauważyć prawie całkowity uwiąd czasopism określanych z rosyjska: "tołstyje żurnały". W czasach słusznie minionych nakłady takich miesięczników jak Znak czy Więź i starego Tygodnika Powszechnego, nie mówiąc już o Tygodniku Solidarność ograniczona była reglamentacją papieru. Papier zresztą był artykułem sensu stricte politycznym. Nakłady przywołanych pism sięgały kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy. Dzisiaj, kiedy nikt nie reglamentuje papieru, w stopkach miesięczników (kwartalników) widnieje nakład: 1600 lub 2000 egzemplarzy. Znakomity miesięcznik Odra może po dłuższej przerwie wychodzić tylko dlatego, że wspiera go instytucja dolnośląskiego urzędu marszałkowskiego. Z rynku zniknęły praktycznie wszystkie tygodniki społeczno - kulturalne. A przez poprzednie lata przewijały się rozmaite tytuły: warszawska Kultura, Literatura, Życie Literackie, Kierunki, itp.

Te przypomnienia nie mają na celu podtrzymywania straconego czasu. To ma uzmysłowić, że schodzimy do poziomu mało refleksyjnych konsumentów podtykanej papki, zarówno informacyjnej jak: szerzej mówiąc - kulturalnej.

Co prawda niezapomniany Kisiel czyli Stefan Kisielewski twierdził, że raptem 1 procent Polaków czyta poważne gazety i toczone tam debaty, a więc nie mają one szerszego znaczenia, to jednak nie oddaje to prawdy.

Przecież 1 procent dobrze poinformowanych i zorientowanych obywateli, z racji posiadania tej wiedzy i umiejętności, wnosi do tkanki społecznej ożywcze natchnienia. Bez tego staniemy się anonimowymi konsumentami, żującymi te pokarmy, które ktoś inny nam podsunie.

www.solidarnosc-swietokrzyska.pl
Komentarzy: 0
Data publikacji: 24.10.2016 10:58