Szukaj
Konto

Jak Berlin i jego służby rozgrywają polsko-ukraiński klincz historyczny

Wołodymyr Zełenski
Źródło: X – Wołodymyr Zełenski | Licencja: X – Wołodymyr Zełenski | Prezydent Ukrainy - Wołodymyr Zełenski
Wielka polityka nie znosi próżni, a emocjonalne sojusze rzadko wytrzymują zderzenie z chłodną, geopolityczną kalkulacją. Kiedy w 2022 roku rodziła się bezprecedensowa współpraca na osi Warszawa–Kijów, w wielu europejskich stolicach – ze szczególnym uwzględnieniem Berlina – wywołało to głęboki niepokój.
Co musisz wiedzieć:
  • Relacje Polski i Ukrainy ponownie pogarszają się przez spory historyczne dotyczące Wołynia, kultu Stepana Bandery i polityki pamięci prowadzonej przez część ukraińskich elit.
  • Autor tekstu sugeruje, że Niemcy mogą wykorzystywać napięcia między Warszawą a Kijowem do wzmacniania własnej pozycji politycznej i strategicznej w Europie.
  • Artykuł opiera się głównie na analizie geopolitycznej i publicystycznych interpretacjach, dlatego część tez wymaga mocniejszego udokumentowania oraz oddzielenia opinii od potwierdzonych faktów.

 

Silny blok środkowoeuropejski, oparty na polskim potencjale logistyczno-wojskowym i ukraińskiej armii, stanowiłby naturalną przeciwwagę dla niemieckiej hegemonii w Unii Europejskiej. Dziś, gdy relacje polsko-ukraińskie ulegają erozji pod ciężarem roszczeniowej dyplomacji Wołodymyra Zełenskiego i nierozwiązanego sporu o kult Stepana Bandery, warto zadać pytanie: czy i jak Niemcy instrumentalizują ten konflikt do wzmocnienia własnej pozycji? Aby zrozumieć tę dynamikę, należy odrzucić spiskowe uproszczenia na rzecz analizy w kategoriach twardej Realpolitik, w której dyplomacja płynnie przenika się z działaniami służb wywiadowczych.

 

Cień Abwehry. Historyczne korzenie instrumentalizacji

Niemiecka polityka wschodnia od dekad charakteryzuje się pragmatycznym, często cynicznym podejściem do ukraińskiego nacjonalizmu. Warto przypomnieć, że mariaż niemieckich służb z formacjami Stepana Bandery nie jest konstruktem publicystycznym, lecz historycznym faktem. W latach 30. i podczas II wojny światowej to niemiecki wywiad wojskowy (Abwehra) aktywnie wspierał, szkolił i finansował ukraińskich nacjonalistów. Pod jej auspicjami powstały m.in. kolaboracyjne bataliony „Nachtigall” i „Roland”, mające realizować niemieckie cele strategiczne na Wschodzie, co dla Bandery i OUN miało być drogą do niepodległości.

Berlin traktował ukraiński radykalizm czysto instrumentalnie – jako narzędzie destabilizacji II Rzeczypospolitej, a później Związku Sowieckiego. Dziś Niemcy nie są oczywiście państwem totalitarnym, a ich oficjalna doktryna stanowczo odcina się od faszyzmu. Jednakże zasada lewarowania własnych interesów poprzez podsycanie napięć między Warszawą a Kijowem za pomocą „karty ukraińskiej” przetrwała w zmodyfikowanej, miękkiej formie.

 

„Efekt Melnyka” – ukraiński nacjonalizm na niemieckich salonach

Współczesny niemiecki establishment dyplomatyczny i wywiadowczy nie musi aktywnie kreować kultu OUN-UPA na Ukrainie – Kijów robi to sam, budując wokół postaci Bandery tożsamość oporu. Rola Niemiec sprowadza się do umiejętnego moderowania tej narracji w europejskiej przestrzeni informacyjnej, tak aby osłabiała ona moralną i polityczną pozycję Polski.

Klasycznym przykładem tej strategii była działalność byłego ambasadora Ukrainy w Niemczech, Andrija Melnyka. To na terytorium Niemiec, w wywiadach dla tamtejszych mediów, ukraiński dyplomata otwarcie relatywizował zbrodnie Bandery. Melnyk przekonywał m.in., że Bandera „nie był masowym mordercą”, a odpowiedzialność za rzezie na Wołyniu rozmywał, fałszywie zrównując działania polskiego podziemia z zaplanowanym ludobójstwem dokonanym przez UPA. Dyplomata stwierdził wręcz, że II RP była dla Ukraińców „takim samym wrogiem, jak nazistowskie Niemcy i ZSRR”.

Z punktu widzenia Berlina, takie incydenty są niezwykle użyteczne. Dając platformę do wypowiedzi ukraińskim rewizjonistom historycznym, Niemcy osiągają dwa cele. Wbijają klin między Warszawę a Kijów, neutralizując zagrożenie powstania trwałego sojuszu polsko-ukraińskiego. Rozmywanie własnej winy poprzez promowanie narracji, w której Polacy są ukazywani nie jako ofiary II wojny światowej, lecz jako imperium uciemiężające Ukraińców (rzekomo równie brutalne jak III Rzesza). To doskonale wpisuje się w długofalową politykę historyczną Niemiec, dążącą do dekonstrukcji unikalności własnych zbrodni w Europie Środkowo-Wschodniej.

 

Gry wywiadowcze BND: Casus Nord Stream

Najbardziej jaskrawym przykładem tego, jak niemieckie elity wywiadowcze rozgrywają polsko-ukraiński konflikt, jest toczące się śledztwo wokół zniszczenia gazociągów Nord Stream i towarzysząca temu kampania informacyjna. Federalna Służba Wywiadowcza (BND) oraz niemiecka prokuratura konsekwentnie budują narrację, w której głównymi winowajcami aktu dywersji na Bałtyku są Ukraina oraz Polska. Głos w tej sprawie zabrał bezpośrednio August Hanning, były wieloletni szef niemieckiego wywiadu BND. W wypowiedzi dla dziennika „Die Welt” wprost oskarżył on ukraińską grupę dywersyjną o zniszczenie rurociągów, kategorycznie zaznaczając, że odbyło się to przy „silnym wsparciu logistycznym z Polski”. Co więcej, Hanning wyartykułował tezę, że akcja ta była wynikiem tajnego porozumienia między najwyższymi władzami obu państw – konkretnie między prezydentami Andrzejem Dudą a Wołodymyrem Zełenskim.

To klasyczna operacja wpływu realizowana rękami weteranów służb. Wypowiedź Hanninga nie jest przypadkowa. Ma celu zrzucenie z Niemiec jakiejkolwiek politycznej odpowiedzialności za wyhodowanie rosyjskiego imperializmu na tanim gazie. A także zasugerowanie niemieckiej i zachodniej opinii publicznej, że Polska i Ukraina to państwa awanturnicze („rogue states”), dopuszczające się państwowego terroryzmu na infrastrukturze krytycznej sojusznika z NATO. I perfidne wywołanie wewnętrznego kryzysu politycznego w Polsce, poprzez sugerowanie tajnych paktów omijających demokratyczną kontrolę nad służbami specjalnymi, oraz pogłębienie polsko-ukraińskiej nieufności w momencie potężnych sporów o tranzyt zboża i przewozy drogowe.

Paradoksalnie, inni weterani niemieckich służb, jak były wiceszef BND Arndt Freytag von Loringhoven, jednocześnie ostrzegają przed rosyjską dezinformacją, której celem są Niemcy. Ten dwugłos pokazuje podwójną grę Berlina: z jednej strony Niemcy kreują się na główną ofiarę hybrydowych ataków Władimira Putina, z drugiej – wykorzystują byłych szefów własnego wywiadu do uderzania w spójność sojuszu polsko-ukraińskiego.

 

Synergia błędów Kijowa i strategii Berlina

Rozwój sytuacji wokół kultu Bandery na Ukrainie oraz agresywna polityka rządu Zełenskiego, czyli przenoszenie sporów rolniczych na forum WTO, antagonizujące wystąpienia w ONZ, to dla niemieckiej dyplomacji wymarzony scenariusz. Berlin nie musi już wywierać twardej presji na Warszawę. Wystarczy, że poczeka, aż asymetria relacji, ukraińska arogancja historyczna i brak rozliczenia Rzezi Wołyńskiej doprowadzą do implozji zaufania na linii Wisła-Dniepr. Niemcy doskonale wiedzą, że polityka zagraniczna Ukrainy w coraz większym stopniu orientuje się na Berlin jako na rzekomo stabilniejszego i bogatszego gwaranta odbudowy i integracji z UE. W tym układzie Kijów traktuje Warszawę jako etap przejściowy, z którym nie trzeba już iść na ustępstwa w kwestiach historycznych (takich jak ekshumacje na Wołyniu).

Odpowiadając na pytanie o rolę Berlina: Niemcy i ich służby nie są głównym kreatorem kultu UPA na Ukrainie, tak jak miało to miejsce w przypadku Abwehry w ubiegłym wieku. Współczesna niemiecka strategia opiera się na zarządzaniu kryzysem i eksploatowaniu ukraińskich błędów do pacyfikacji polskich ambicji. Wykorzystując przestrzeń medialną do promowania narracji relatywizujących historię (casus Melnyka) oraz używając kontrolowanych przecieków z kręgów wywiadowczych do obarczania Warszawy winą za międzynarodowe incydenty (casus Hanninga i Nord Stream), Berlin dąży do marginalizacji Polski.

Wpycha nas z powrotem do roli państwa peryferyjnego, skłóconego ze Wschodem, które musi ostatecznie podporządkować się geopolitycznej woli niemieckiego centrum. To bezwzględna gra o architekturę nowej Europy, w której duma z własnej historii i naiwna wiara w bezwarunkową wdzięczność sojuszników mogą okazać się naszymi największymi słabościami.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 29.05.2026 14:56
Źródło: Tysol.pl