Do tego prowadzi promocja brzydoty

Seria ataków nastoletnich nożowników w szkołach wstrząsnęła Polską. Poruszyła również mnie, ojca trójki uczniów w dość dużym „rozstrzale wiekowym” – od pierwszej klasy szkoły podstawowej do pierwszej klasy szkoły średniej.
Kumulacja tej tragicznej serii nastąpiła w dniu, w którym wracaliśmy z żoną z kilkudniowego wypadu za granicę i nie śledziliśmy wydarzeń nad Wisłą ze standardową uwagą. Po powrocie do domu byliśmy w szoku. Nie, nie z powodu pogody – jak wiadomo, ta w październiku bywa kapryśna w różnych częściach Europy. Okazało się, że nasza najstarsza latorośl obawia się pójść następnego dnia do szkoły. I nie chodziło o wyjątkowy trudny sprawdzian lub inną potencjalną nieprzyjemność – tylko i aż. Chodziło o poczucie bezpieczeństwa, czy raczej jego brak.
Na szkolnym czacie krążyły informacje o zbliżającym się „krwawym piątku”, a liceum dziecka miało być w gronie „wytypowanych” do ataku. Informacje o „krwawym piątku” się nie potwierdziły, najwyraźniej ktoś chciał na tej tragicznej fali wypłynąć, zdobyć popularność i „zasięgi” – co samo w sobie mówi wiele o kondycji współczesnego człowieka (nie piszę „młodzieży”, bo byłoby to uproszczenie zbyt łagodnie traktujące nas, dorosłych).
Cóż, poza uspokojeniem sytuacji, w tak smutnych okolicznościach trzeba było przeprowadzić latorośli własną lekcję z funkcjonowania współczesnych form komunikacji, obiegu informacji, dezinformacji itp. Przy liczbie czatów, forów i różnych grup na popularnych komunikatorach (klasowych, szkolnych itp.) „obsługiwanych” przez młodych ludzi oraz szybkości obiegu informacji w dobie komunikacji typu „podaj dalej” coraz trudniej odróżnić to co jest naprawdę ważne od tego co błahe, to co istotne i prawdziwe od tego, co miało być tylko głupim żartem, a stało się nieodpowiedzialnym rzuceniem kamienia który poruszył lawinę.
Od wrzucenia czegoś „dla żartu” na grupę kolegów rozpoczyna się potok powieleń, komentarzy, uzupełnień, aż w końcu któryś z kolei odbiorca uznaje dany komunikat za ważny i prawdziwy, a przynajmniej prawdopodobny – bo przecież wszyscy o tym mówią, piszą, komentują…
Ćwierć wieku politycznej wojny
Daleki jestem od analizowania całej sprawy w kontekście politycznym (a przynajmniej nie tylko politycznym), chociaż politycy, jak zawsze, już wykorzystują ostatnie wydarzenia do swoich celów. Ale to skutki, a jeśli mówimy o przyczynach, w mojej ocenie są one bardziej społeczne i cywilizacyjne.
Owszem, nie można ignorować faktu, że od ćwierćwiecza (to więcej niż jedno pokolenie!) żyjemy w permanentnym stanie politycznej „wojny polsko-polskiej”. Swego czasu byłem nawet swoistym kronikarzem tej wojny i mam swoje zdanie na jej temat – nie uważam, żeby to był konflikt symetryczny. Strona liberalno-lewicowa ma tu znacznie więcej na sumieniu. Wystarczy wymienić przemysł pogardy skierowany przeciw prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, wyrastający jeszcze z kampanii nienawiści wobec środowiska politycznego Jarosława Kaczyńskiego w latach 90., oraz falę zdziczenia po tragedii smoleńskiej w 2010 roku, gdy nie tylko dehumanizowano konkretne postaci i odzierano z majestatu tajemnicę śmierci, ale również pośrednio pozbawiano godności i autorytetu urzędy i instytucje państwowe, które były reprezentowane przez konkretne osoby. Również przeprowadzone kilka lat temu badania socjologiczne pokazały, że to liberalno-lewicowy elektorat jest dużo bardziej agresywny, zatwardziały i nieskory do kompromisu z „przeciwnikami politycznymi”. Cóż, to co wychodzi w papierze na badaniach, widać gołym okiem chociażby podczas kolejnych miesięcznic smoleńskich.
Ale polityczna atmosfera – chociaż przenika wszystkie sfery życia społecznego, zwłaszcza gdy jest tak agresywna i długotrwała – nie wyjaśnia wszystkiego, szczególnie w stosunku do najmłodszego pokolenia.
Prawda, dobry i piękno czy brzydota i zło?
Papież Solidarności święty Jan Paweł II już po upadku komunizmu przestrzegał przed „cywilizacją śmierci” (firmowaną m.in. przez aborcję, eutanazję, ludobójstwa i karę śmierci). W zamian proponował – nic nowego w Kościele katolickim od dwóch tysięcy lat – „cywilizację życia”. I to jest fundamentalna analiza konfliktu społecznego, którego skutki właśnie po raz kolejny obserwujemy. A jednym z frontów walki „cywilizacji śmierci” z „cywilizacją życia” jest moim zdaniem walka „cywilizacji brzydoty” z „cywilizacją piękna”.
Kościół katolicki niejako inkorporował w swoje nauczanie kanon wartości antycznej Grecji – prawdę, dobro i piękno. Owszem, nie zawsze idą one w parze, czy raczej w tercecie. To co piękne, nie zawsze jest prawdziwe i dobre. Takie naiwne podejście przez wieki wykorzystywali manipulatorzy wszelkiej maści – od politycznej po marketingową.
Ale piękno (estetyka, harmonia), tak jak prawda i dobro, wpływa na duszę, serce i mózg człowieka. Trzeba ich poszukiwać i uczyć tego młode pokolenia. Nieprzypadkowo triada Prawda, Dobro, Piękno była przez wieki elementem klasycznej edukacji (i wychowania!) młodych ludzi.
Obecna kultura (zwłaszcza w wersji pop) oswaja młodych ludzi – i to już od najwcześniejszych lat – z estetyczną brzydotą, która może prowadzić również do pewnej bezduszności, obojętności na zło. Brzydota oswaja ze złem w wymiarze piękna, a stąd prosta droga do podobnego znieczulenia w kolejnych wymiarach. W jaki sposób młody człowiek może właściwie oceniać kwestie moralne, dobra i zła, zadawania cierpienia, bólu i śmierci, jeśli na co dzień w mediach, sklepach i innych miejscach jest wręcz atakowany wizerunkami zła?
Jesteśmy akurat w okresie, w którym zbliża się apogeum tego zjawiska. Mowa oczywiście o Halloween. Od lat to już nie jeden dzień 31 października, ale całe tygodnie marketingowego życia z promocji brzydoty i ślepego podążania konsumentów za modą przez sklepy, restauracje, kluby itp. Pół biedy, gdy ma to formę dyni, pajęczyn i nietoperzy.
Ale jak mamy oczekiwać rozróżniania dobra od zła od dzieci i młodzieży, które od najmłodszych lat w kontekście „zabawy” stykają się z postaciami diabłów, potworów i kościotrupów? Jak mamy oczekiwać wrażliwości na cierpienia innych od dzieci i młodzieży, które z okazji „święta” obdarowujemy słodyczami w kształcie trupich czaszek i wydłubanych oczu, a na twarzach malujemy im spływającą krew i imitacje ran? W ten sposób nie uczymy wrażliwości na prawdę, dobro i piękno, tylko konstruujemy jednostki, dla których nie ma stref tabu i granic nie do przekroczenia – jest tylko „fun” i zabawa w takim czy innym stylu, w zależności od tego, co nam narzucą spece od marketingu.
Już dziś w każdym dyskoncie i supermarkecie z okazji Halloween za grosze można kupić maski z trupią czaszką. Czy potem zobaczymy te maski w kolejnych nagraniach młodych ludzi grożących innym w internecie?
Komentarze
Wybuch paniki na festiwalu Halloween w Seulu. Trwa akcja ratownicza [VIDEO]
O. Leon Knabit o Halloween: Początki tego obyczaju łączą się z kultem szatana
Policja zaniepokojona strojami z serialu "Squid Game" przed Halloween w Niemczech

Niemcy: 13-latek zadźgany na ulicy. Zabójca oddał się w ręce policji

"PiS zakazuje Halloween". Nowa histeria "wiodących mediów"



