W okolicach Hamburga powstaje wieś dla "uchodźców". Za 23 miliony euro.
Wioska składa się z 25 budynków mieszkalnych, z których każdy składa się z czterech jednakowych mieszkań. Każde ma trzy pokoje z kuchnią i łazienką oraz łączny metraż 73 m2, z potrzebnym wyposażeniem meblowym, takim jak łóżka, krzesła a nawet zasłony.
Wśród mieszkańców, jacy już tam mieszkają, znajdują się Syryjczycy, Afgańczycy i azylanci z Erytrei. Dwa ostatnie kraje nie są objęte wojną. "W obozach dla uchodźców uciekinierzy nie muszą nic robić samemu; tutaj będą zmuszeni do stopniowego przejmowania odpowiedzialności" - powiedział odpowiedzialny za projekt Michael Wedler. Koliduje to z faktem, iż w osiedlu zatrudnionych jest 8 pracowników socjalnych, 4 woźnych i nocą 2 pracowników ochrony, którzy pilnują bramy wjazdowej. Sugeruje to otoczenie osiedla płotem, o czym już Wedler nie wspomina.
Projekt sprawia wrażenie eksperymentu społecznego i izoluje "uciekinierów" od niemieckiego społeczeństwa, co jest zaprzeczeniem deklaracji rządu kanclerz Merkel o dążeniu do szybkiej integracji azylantów. Jak moża zintegrować kogoś, kto jest pozbawiony "normalnego" otoczenia, kontaktu z Niemcami, z niemiecką kulturą i tradycją? Tym bardziej, iż państwo niemieckie nie może się poszczycić sukcesami w intergracji muzułmanów żyjących tam od dekad. Słusznie krytykuje się powstanie "światów paralelnych", tworzenie się ośrodków miejskich z przewagą ludności muzułmańskiej. A przybyli w latach 70ych Turcy mieli dużo łatwiejszy start - dorośli dostali pracę, dzieci posłano do niemieckich szkół. Jeżeli więc w przypadku bardziej umiarkowanych Turków do tej pory nie pokonano barier kulturowych, to niełatwo przewidzieć, iż kompletna izolacja muzułmańskich azylantów np. z Afganistanu lub Syrii tylko pogłębi proces gettoizacji. Za to Niemcy będą mieli, chociaż częściowo, spokój. Taka to ich ta "Willkomenskultur". Byle daleko i za płotem. Co trąci szowinizmem.
http://m.abendblatt.de/hamburg/harburg/article209192441/Ein-neues-Dorf-fuer-700-Menschen-in-Fischbek.html
