Ryszard Czarnecki: O polityce – grze zespołowej i pszczołach Marka Aureliusza

Zaprawdę, powiadam Wam: polityka to gra zespołowa. Kto tego nie rozumie - nic nie rozumie. Jak pisał Marek Aureliusz: "To, co nie jest dobre dla roju, nie jest też dobre dla pszczoły". Polityczne cmentarze pełne są singli, którzy uważali, że mogą okiwać wszystkich, aż w końcu sami zakiwali się na śmierć. Wiem, co mówię, bom w polityce długie lata. Widziałem masę jegomości, którym wydawało się, że sami z siebie są tak genialni, najmądrzejsi, najlepsi, najsprytniejsi, że mogą wszystko ze wszystkimi. Dawno są już na aucie, mało kto o nich pamięta. Myślałem o tym, gdy zadawano mi pytania dlaczego jestem "dopiero" drugi na liście w PiS do wyborów europejskich w Warszawie i tzw. "warszawskim obwarzanku" (Otwock, Pruszków, Wołomin, Legionowo, Piaseczno, Nowy Dwór Mazowiecki, Grodzisk Mazowiecki oraz powiat Warszawa Zachodnia), a nie "jedynką" w Wielkopolsce, jak w tej kadencji. Piłkarz też gra na pozycji, na jakiej ustawi go trener: czasem na obronie, czasami w pomocy, czasami na skrzydle. U nas "grającym trenerem", by użyć określenia ze świata sportów zespołowych właśnie, jest Jarosław Kaczyński. "Prezes Kaczyński locutus - causa finita". I basta. Ważne jest zwycięstwo drużyny. Biało-Czerwonej drużyny. Koniec, kropka.
Politycy powinni mieć ideały, a jednocześnie muszą być pragmatyczni. W polityce politowanie budzi zasada francuskiego twórcy nowożytnych igrzysk olimpijskich barona Pierre’a de Coubertina, iż "ważny jest udział, a nie zwycięstwo". W polityce trzeba wygrywać. A jeśli nawet się przegrywa, to od razu ma się myśleć o rewanżu. Do polityki świetnie pasuje dewiza Józefa Piłsudskiego, że "zwyciężyć i osiąść na laurach - to porażka". A z kolei: "Być pokonanym, a nie ulec - to zwycięstwo". Bardzo to polskie. Ale bardzo prawdziwe.
Kreślę te słowa wyszarpując czas na pisanie w kampanii wyborczej. Dziś byłem w Otwocku, wczoraj w Pruszkowie, zresztą po raz drugi w ciągu 48 godzin. W ostatnich dniach także w Wołominie, Markach i Kobyłce. Zaraz - po raz kolejny - udaję się do Legionowa. Kampania musi być intensywna, ale jednocześnie należy pamiętać o głębokiej słuszności amerykańskiego politycznego powiedzenia, iż "kampania zaczyna się następnego dnia po wyborach". Gdy pracowało się solidnie, dzień po dniu, przez 4 lata (w przypadku posłów i senatorów) czy 5 lat (w przypadku europosłów, a od tej kadencji także samorządowców), to na finiszu można, owszem, przyspieszyć, ale ze świadomością, że gros wysiłku jest za nami i przeważnie wygrywa ten, kto pracował przez lata, a nie tylko przez ostatnie tygodnie. To tak, jak sportowcy, którzy mają tym silniejszą psychikę i spokojne głowy, im bardziej przepracowali cały długi okres przygotowawczy do startu w zawodach.
Jaka jest recepta na szczęście w polityce? Odpowiedział na to mój bohater z licealnych lat, spędzonych na warszawskich Bielanach (liceum DeWuLotu - to samo, które półtorej dekady przede mną skończył Nasz Prezydent ś. p. Prof. Lech Kaczyński) - Mahatma Mohandas Gandhi. Otóż Gandhi pisał: "Szczęście jest wtedy, gdy to, co myślisz ,mówisz i robisz pozostaje ze sobą w harmonii.".
Otóż to!
*tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej" (13.03.2019)
