Romuald Szeremietiew: Nie ma ani konfliktu, ani sporu?
24.10.2017 13:36

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Najpierw dowiedzieliśmy się, że minister obrony mianował dowódcą natowskiej Wielonarodowej Dywizji Północ-Wschód w Elblągu generała brygady Krzysztofa Motackiego. Następnie w mediach pojawiły się doniesienia, że w PRL generał jako młody oficer przeszedł w ZSRR kurs rozpoznania wojskowego. Pojawiły się natychmiast głosy, że był to kurs nadzorowanym przez sowiecki wywiad wojskowy GRU. A skoro Gławnoje Razwiedywatielnoje Uprawlenije, zajmuje się wywiadem, to w mediach uznano, że Motacki jest co najmniej jakimś sowieckim szpiegiem. Generał tłumaczył, że kurs miał charakter „ogólnowojskowy”, dotyczył rozpoznania wojskowego, które nie ma nic wspólnego ze szpiegostwem.
Rzeczywiście Motacki zaczynał swoją służbę wojskową w jednostkach rozpoznania; był w batalionie rozpoznawczym kolejno dowódcą plutonu, kompanii, zastępcą dowódcy batalionu, a od 1991 r. kierownikiem sekcji szkoleniowej i następnie zastępcą komendanta Ośrodka Szkolenia Specjalistów Rozpoznania Ogólnowojskowego. Późniejsza służba Motackiego to udział w misjach na odpowiedzialnych stanowiskach dowódczych, m.in. w Iraku i Afganistanie. Także dowodzenie 2. brygadą zmechanizowaną, był też zastępcą dowódcy 12 dywizji zmechanizowanej i szefem zarządu w Sztabie Generalnym. Ma ukończone kilka uczelni w tym NATO Defense College, doktorat, biegle posługuje się językiem angielskim. W wojsku służy 34 lata. W czasie służby nie pojawił się cień śladu, aby zaliczony kiedyś kurs w ZSRR pozostawił jakieś skutki pozwalające wątpić w jego lojalność żołnierza i dowódcy Wojska Polskiego.
Tłumacząc się nie wiadomo dlaczego z tej nominacji Macierewicz w rozmowie opublikowanej na jednym z portali zapewnił, że "dokumenty pana generała zostały bardzo dokładnie sprawdzone". I następnie, ni z tego ni z owego, minister walnął, że generała poddano badaniom na wariografie. Do tego wiceminister Dworczyk wyjaśniał, że wojskowi, którzy przeszli jakieś kursy w Moskwie muszą zostać weryfikowani nie tylko za pomocą procedur kontrwywiadowczych, ale również przy użyciu dodatkowych środków, a takim środkiem jest wariograf. Przyznaję, że mnie to zaskoczyło i zdziwiło.
Wysoki rangą dowódca Wojska Polskiego niczym jakiś agent tajnych służb podejrzewany, że pracuje dla wrogiego wywiadu, jest badany wykrywaczem kłamstw. A do tego - jak powiedział Macierewicz - doszło na prośbę samego generała? Jednak skoro już tak się stało, to czy minister obrony musiał o tym wszystkim opowiadać? Czy nie wystarczyło stwierdzenie, że ma pełne zaufanie do generała i na tym sprawę zakończyć?
Sytuacja generała Motackiego jako dowódcy stała się paskudna bowiem minister ujawnił, że ugodzono w honor generała. Do tego wojskowy miał być awansowany na wniosek Macierewicza na stopień generała dywizji. Po wybuchu "afery" BBN zwróciło się do MON "o przedstawienie pełnej informacji dotyczącej przebiegu służby wojskowej generała". Jest oczywiste, że skoro wcześniej z MON wychodziły ataki na oficerów w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, to teraz z BBN pojawią się zarzuty, że MON promuje wojskowych, których przeszłość jest podejrzana. Można założyć, że na tym nie skończy się iskrzenie na linii prezydent - minister obrony.
Coraz trudniej będzie wierzyć zapewnieniom Macierewicza, że; "Nie ma ani konfliktu, ani sporu z panem prezydentem".
Romuald Szeremietiew
Tłumacząc się nie wiadomo dlaczego z tej nominacji Macierewicz w rozmowie opublikowanej na jednym z portali zapewnił, że "dokumenty pana generała zostały bardzo dokładnie sprawdzone". I następnie, ni z tego ni z owego, minister walnął, że generała poddano badaniom na wariografie. Do tego wiceminister Dworczyk wyjaśniał, że wojskowi, którzy przeszli jakieś kursy w Moskwie muszą zostać weryfikowani nie tylko za pomocą procedur kontrwywiadowczych, ale również przy użyciu dodatkowych środków, a takim środkiem jest wariograf. Przyznaję, że mnie to zaskoczyło i zdziwiło.
Wysoki rangą dowódca Wojska Polskiego niczym jakiś agent tajnych służb podejrzewany, że pracuje dla wrogiego wywiadu, jest badany wykrywaczem kłamstw. A do tego - jak powiedział Macierewicz - doszło na prośbę samego generała? Jednak skoro już tak się stało, to czy minister obrony musiał o tym wszystkim opowiadać? Czy nie wystarczyło stwierdzenie, że ma pełne zaufanie do generała i na tym sprawę zakończyć?
Sytuacja generała Motackiego jako dowódcy stała się paskudna bowiem minister ujawnił, że ugodzono w honor generała. Do tego wojskowy miał być awansowany na wniosek Macierewicza na stopień generała dywizji. Po wybuchu "afery" BBN zwróciło się do MON "o przedstawienie pełnej informacji dotyczącej przebiegu służby wojskowej generała". Jest oczywiste, że skoro wcześniej z MON wychodziły ataki na oficerów w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, to teraz z BBN pojawią się zarzuty, że MON promuje wojskowych, których przeszłość jest podejrzana. Można założyć, że na tym nie skończy się iskrzenie na linii prezydent - minister obrony.
Coraz trudniej będzie wierzyć zapewnieniom Macierewicza, że; "Nie ma ani konfliktu, ani sporu z panem prezydentem".
Romuald Szeremietiew

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 24.10.2017 13:36
Prof. Romuald Szeremietiew: LWP, którego nie było
19.04.2020 19:50

Komentarzy: 0
Zabieram czasem głos w dyskusjach na tematy wojskowe. Wspomniałem kiedyś, że jako zdeklarowany przeciwnik komunistów nie mogłem w PRL zostać oficerem. Jeden z dyskutantów warknął, że „obrażam” służących wtedy żołnierzy zawodowych. „Z tego wniosek, że wszyscy, którzy zostali podówczas oficerami to komuchy, no bo nie mogli być antykomunistami, bo nie dostaliby gwiazdek.” I na koniec mój oponent wypalił: „Co to jest LWP? Bo o ile wiem, to czegoś takiego raczej nie było.”
Czytaj więcej
Prof. Szeremietiew o głosach polityków opozycji wzywających do buntu wobec państwa polskiego: To strach?
15.04.2020 13:07
Prof. Romuald Szeremietiew: "Wierni swoim poglądom..."
26.01.2020 19:00

Komentarzy: 0
„Nikt nie da nam niepodległości w prezencie. Musimy realizować ten cel licząc przede wszystkim na własne siły. Musimy je organizować do skutecznego działania. Aby to osiągnąć potrzebny jest wysiłek i ofiarność wszystkich tych, dla których idea Polski Niepodległej jest nadrzędna […]. Naszymi sojusznikami są Ci wszyscy, którzy sprawę niepodległości uważają za cel nadrzędny.”\nAkt Założycielski Polskiej Partii Niepodległościowej („Polska Niepodległa” 1985, nr 1, s. 13.)
Czytaj więcej
Prof. Romuald Szeremietiew: GG versus PRL?
19.01.2020 19:00

Komentarzy: 0
Wschodnia granica Polski, według opinii Zachodu, wyrażonej zarówno w 1920 roku (Linia Curzona) jak i w czasie II wojny światowej (konferencje w Teheranie i Jałcie) w zasadzie ma przebiegać na rzece Bug. Zasadniczym jednak - jak można sądzić – były nie tyle zgody USA i Wielkiej Brytanii na wytyczenie wschodniej granicy Polski przez Sowiety, ale ustalenie przez Hitlera i Salina linii rozgraniczenia interesów Niemiec i Rosji w Europie Środkowej, zapisane w pakcie Ribbentrop-Mołotow w sierpniu 1939 r. i skorygowane zgodnie z ustaleniami sowiecko-niemieckiego układu „o przyjaźni i granicy” z 28 września 1939 roku.
Czytaj więcej
Prof. Romuald Szeremietiew: Moskiewska farsa?
12.01.2020 19:00

Komentarzy: 0
Ataki propagandowe czasem są przygrywką do napaści zbrojnej. Propaganda ma wcześniej przekonać opinię i polityków innych krajów, że ofiara agresji na to zasługuje. Obserwując poczynania propagandystów Kremla, w czym uczestniczy także prezydent Federacji Rosyjskiej przypomnijmy, co przed 1939 rokiem robili niemieccy fachowcy od propagandy. Otóż podjęli oni ogromne starania, aby przekonać światową opinię publiczną o słuszności praw Rzeszy do polskiego Pomorza, Śląska i Wielkopolski. Wtedy, tak jak teraz w Rosji, organizatorami wrogich Polsce akcji propagandowych były osoby i urzędy państwowe, ministerstwa, wojsko (Reichswehra), a całością przedsięwzięć kierowały wyspecjalizowane komórki ministerstwa spraw zagranicznych (Auswärtiges Amt). W tym ważną rolę odgrywały placówki dyplomatyczne Niemiec wspomagające działalność propagandową prowadzoną na terenie innych państw.
Czytaj więcej
