Szukaj
Konto

Marcin Królik: Konfederacjo, wyrzuć Korwina i pomiziaj się z PiS

15.10.2019 13:56
Komentarzy: 0
Nie, to nie będzie ciekawy sejm. Wprost przeciwnie – szykuje się kolejna małpiarnia. Pozostaje tylko liczyć, że PiS już zaczęło wyciągać ludzi z Konfederacji.

Pewnie już to gdzieś mówiłem albo pisałem. No nic, powtórzę. Otóż nie lubię demokracji. Może moje uczucia względem niej nie są aż tak skrajnie negatywne jak u Korwina, ale nie są też jakoś przesadnie ciepłe. Nie to żebym miał do zaproponowania sensowną alternatywę. Prawdopodobnie rzeczywiście - póki co - jest ona przysłowiowym najlepszym z najgorszych ustrojów. Nie ciskam się więc i grzecznie głosuję. Moje myślenie w tym zakresie wygląda banalnie prosto: jest zadanie do wykonania, trzeba dobrać odpowiednie narzędzie. Chcesz napisać tekst, to zastanów się, czy lepiej użyć długopisu czy Worda. A może Libre Office?

Z takim nastawieniem chodzę na każde wybory. Z tego względu zarówno w poprzednich, jak również i w obecnych poparłem Prawo i Sprawiedliwość. Choć muszę przyznać, iż w tym roku serce miałem ciut rozdarte między nimi a Konfederacją, ale o tym nieco później. Tak naprawdę chcę jedynie kilku rzeczy - silnego, walczącego o swoją podmiotowość państwa, zabezpieczenia zdroworozsądkowego systemu wartości w taki sposób, by szaleństwa demoliberalizmu nie mogły mu zagrozić, i opieki socjalnej. Czy PiS mi to wszystko zapewnia? Powiedzmy, że w umiarkowanym stopniu, lecz dotychczas w sklepiku z politycznymi aplikacjami nie znalazłem lepszej propozycji.

Jeśli chodzi o kwestie światopoglądowe, to pewnie bliżej mi do Konfederacji niż do PiS. Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego już udowodniło, że w imię politycznej kalkulacji jest w stanie utrącić projekty zwiększające ochronę życia poczętego. Chociaż z drugiej strony - nie wiadomo, jak zachowywałaby się młodociana ekipa Korwina i Brauna, gdyby nagle dostała w ręce stery realnej władzy. Najłatwiej pręży się muskuły i wydaje bojowe okrzyki w bezpiecznej odległości od ministerialnych gabinetów. Jednak o tym, że ostatecznie nie postawiłem iksa przy żadnym nazwisku z ich komitetu, zdecydowały głównie osoby liderów oraz właśnie ich stosunek do spraw socjalnych.

Obecność tam Korwina to jakaś kompletna porażka. Zgadzam się z opiniami - na przykład Wojciecha Sumlińskiego z wyborczego wieczoru w telewizji wRealu24 - że narodowcy powinni się od niego jak najszybciej odciąć i iść własną drogą. Jego prorosyjskie ciągoty, które w ostatnich dniach znów silnie dały o sobie znać, to też kiepska rekomendacja. Tak, tak, wiem, że dla niektórych cała Konfederacja jest przesiąknięta smrodem ruskich onuc, no ale powiedzmy, że wywiady niektórych jej działaczy dla Sputnika są dla mnie mniejszym problemem niż wynurzenia Krula o wycieczkach krajoznawczych po Syberii.

A Braun? No cóż, Braun to w mojej ocenie fantasta - zdecydowanie bardziej artysta czy showman niż materiał na polityka. Zrobił trochę niezłych, prowokacyjnych filmów, jego interpretacja "Gwiezdnych wojen" to dziś absolutny klasyk i, szczerze mówiąc, wolałbym, żeby tak pozostało. Braun nie rozumie, na czym polega rzeczywista polityczna gra, co ponad wszelką wątpliwość udowodnił swoimi tekstami o batożeniu homoseksualistów. Nie mówię, że tacy ludzie nie są w polityce potrzebni, ale raczej może niekoniecznie w sejmie. Chociaż… całkiem zabawnie byłoby usłyszeć, jak swoim gromkim barytonem rzuca z trybuny "Szczęść Boże!".

Natomiast co do reszty… ujmę to tak: nie, nie jestem żadnym dogmatycznym socjalistą. Ba, uważam nawet, że PiS mogłoby niekiedy dwa razy się zastanowić, nim znów coś jakiejś roszczeniowej grupie da. Mało tego - czasami rzeczywiście odnoszę wrażenie, że ich rozdawnictwo przynajmniej po części jest umotywowane chęcią kupowania sobie wyborców. Gdyby było inaczej, nie uchwalaliby 500 plus na każde dziecko i dodatkowo wprowadziliby kryterium dochodowe. Bo najbogatsi nie powinni tego świadczenia otrzymywać. Skoro ktoś był w stanie dojść do pokaźnych pieniędzy, to powinien również poradzić sobie bez państwowych podpórek. Koniec, kropka.

Ale są też wśród nas ludzie, którzy bezwzględnie pomocy potrzebują. Nie zmienią tego żadne zaklęcia o uwalnianiu kreatywności. To naprawdę nie w każdym przypadku działa. Miarą naszego humanizmu jest to, jak potrafimy się opiekować słabszymi - czy to pod względem ekonomicznym, czy pod każdym innym. I mam głęboką nadzieję, że czołowi stratedzy Konfederacji przewartościują swoje założenia w tym aspekcie. Zwłaszcza że przecież podobno są tak bardzo za obroną życia od początku do końca. To dwie strony tej samej monety. Wolny rynek na pewno od tego nie ucierpi, a może nawet zyskać, jeśli będzie się stymulować siłę konsumencką.

Życzyłbym też sobie, żeby Konfederacja spuściła z tonu przy atakowaniu PiS. Ja rozumiem, że chcą się za wszelką cenę wyróżnić, zaznaczyć swoją odrębność, ale licytowanie się z Kaczyńskim na to, kto jest bardziej prawicowy, to według mnie czysta demagogia. Jak najbardziej powinni kopać PiS po kostkach w sprawie ustawy 447 i stawiać je do pionu, gdy niepokojąca skłonność kaczystów do podkładania się Trumpowi zacznie być dla nas groźna. A wyruchanie przez niego Kurdów pokazało, że nie należy tego niestety wykluczyć. Poza tym… kto wie, czy nie będzie potrzebny jakiś taktyczny sojusz w kwestiach zasadniczych.

Czym dotykamy mojej największej bolączki tych wyborów. Z jakichś niewytłumaczalnych powodów pewna część moich rodaków popiera lewicę. Lewicę, która w pakiecie z obietnicami lepszej służby zdrowia i godniejszej pracy przemyca tęczową ideologię, aborcję praktycznie na życzenie, a w dalszej perspektywie licho wie co jeszcze. Okej, trochę się mizdrzę - wiem, że w każdym społeczeństwie musi być pewien margines takich poglądów, ale naprawdę miałem nadzieję, że nie uzyskają aż tak silnego mandatu do parlamentu. I nie mam tutaj na myśli jedynie ludzi wprowadzonych przez Czarzastego, Zandberga i Biedronia.

W związku z tym jestem średnio usatysfakcjonowany. Z każdym kolejnym raportem PKW początkowo gigantyczna przewaga PiS nad resztą towarzystwa topnieje, senat najpewniej stracony, a jeżeli jeszcze okaże się, że Jachira została posłanką, to mój dobry humor do reszty skiśnie. Sporo komentatorów się cieszy, że to niby będzie ciekawy sejm, bo niby taki wreszcie pluralistyczny. Ja mam w nosie pluralizm - chcę, by tryby się sprawnie obracały. Wcale nie raduje mnie też jego potencjalna memogenność, bo mam dość awantur i najróżniejszej maści ekscentrycznych pseudoosobowości. Wiem, wiem, starzeję się.

A tytułem podsumowania podzielę się jeszcze pewną historyjką. Pod koniec sierpnia przysłuchiwałem się dyskusji, w której prof. Adam Leszczyński, jedna z kandydatek startujących w tych wyborach z list lewicy oraz mój znajomy razemita podsumowywali trzydziestolecie polskiej transformacji. W pewnej chwili Leszczyński stwierdził, że tak naprawdę transformacja zakończyła się w 2015 roku, bo właśnie wtedy Polacy, głosując na PiS, odrzucili panujący od 89 roku paradygmat biedniejszych krewniaków zachodniej Europy, aspirujących do tego, by ich chwalono. Lekki niesmak, z jakim to przyznawał, był miodem dla moich uszu.

Wygląda na to, że ten kurs został w niedzielę potwierdzony. Słabiej niż oczekiwałem, ale jednak. A PiS niech lepiej ma na uwadze, że w tym interesie nie chodzi o literki ani o partyjne logotypy. Cztery lata temu drużyna dobrej zmiany nie tyle zapracowała sobie na swój sukces, co po prostu skonsumowała pewne fermentujące od jakiegoś czasu nastroje. Teraz jest w dużej mierze podobnie. Tyle że niestety nastroje trochę jakby przygasły, rozleniwiły się. Nie, to nie będzie ciekawy sejm. Wprost przeciwnie - szykuje się kolejna małpiarnia. Pozostaje tylko liczyć, że PiS już zaczęło wyciągać ludzi z Konfederacji.

Konfederacjo - poddaj się. PiS-ie - olej spiskowe teorie Sakiewicza i zacznij rozpinać sieć dyskretnego kuszenia. Wszystkim nam to wyjdzie na zdrowie.

Marcin Królik
Komentarzy: 0
Data publikacji: 15.10.2019 13:56