Szukaj
Konto

Krzysztof "Toyah" Osiejuk: "Wyborcza" trzyma faszyzm za pysk

19.09.2016 11:50
Krzysztof "Toyah" Osiejuk: "Wyborcza" trzyma faszyzm za pysk
Źródło: grafika modyfikowana
Komentarzy: 0
 W ramach zakrojonej na bardzo szeroką skalę akcji zohydzania Polski, jako kraju antysemitów, faszystów i zwykłego szowinistycznego bydła, „Gazeta Wyborcza” osiągnęła stan, który zmuszony jestem nazwać czystym obłędem.

Zapraszam do czytania mojego najnowszego felietonu dla "Warszawskiej Gazety". Przy okazji z przyjemnością informuję, że od najbliższego numeru "Warszawska" będzie się ukazywała także w pięciu miastach Wschodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych.

W ramach zakrojonej na bardzo szeroką skalę akcji zohydzania Polski, jako kraju antysemitów, faszystów i zwykłego szowinistycznego bydła, "Gazeta Wyborcza" osiągnęła stan, który zmuszony jestem nazwać czystym obłędem. Szczerze staram się zrozumieć, emocje kierujące ludźmi, którzy uważają, że walka o tolerancję i powszechne braterstwo wymaga poświęceń, a nawet pewne drobne, wynikające z niej prowokacje, to co mnie jednak zaskakuje, to wspomniany obłęd. Oto w katowickiej "Gazecie Wyborczej" ukazała się historia 64-letniego Holendra nazwiskiem Tjitse Dondorp, który znalazł się w Polsce i natychmiast został aresztowany. Oto jak on sam relacjonuje swoją sprawę dziennikarce "Wyborczej":

"27 lipca podróżowałem pociągiem na trasie Katowice - Przemyśl. Jechałem do małej miejscowości w okolice Lublina. W pewnym momencie zabrali mnie z pociągu policjanci. Zostałem przewieziony do Krakowa i aresztowany. W celi na Montelupich spędziłem pięć tygodni. Kiedy mnie wypuszczali, dostałem 250 zł, a po rzeczy kazali się zgłosić do prokuratury w Jaworznie".

Jak sugeruje dziennikarz "Wyborczej", postępowanie służb wobec Holendra było daleko nieadekwatne, bo oto, co wedle doniesień policji tak naprawdę się stało:

"W Jaworznie w pociągu wiozącym pielgrzymów na Światowe Dni Młodzieży, wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, poprzez wykrzykiwanie słów ‘Allah akhbar, Turkish Jerusalem, bum bum’, nerwowe gestykulowanie i chodzenie po pociągu, stworzył sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu zagrożenia życia [...], czym wywołał czynności policji, polegające na dokonaniu rozpoznania minersko-pirotechnicznego dwóch składów pociągu, mające na celu uchylenie zagrożenia".

A gdyby ktoś pomyślał, że oto koniec wspomnianego obłędu, dziennikarka "Gazety Wyborczej" - wymieńmy może wreszcie jej nazwisko, Anna Malinowska, zwłaszcza że tworzy wrażenie podobnej fikcji, jak wcześniejsze Tjitse Dondorp - pędzi dalej, oddając najpierw głos owemu Dondorpowi: "W Warszawie przechodziłem przez ulicę. Zatrzymali mnie policjanci. Doszło do sprzeczki", by następnie, w ramach dziennikarskiego śledztwa, poinformować: "W warszawskim sądzie dowiadujemy się, że mężczyzna został ukarany 2 tys. zł grzywny. Za to, że rzucił w policjanta plastikowym kubkiem z jasnoróżową cieczą. Rozumiem, że ten pan jest specyficzny, ale czy za wypowiedziane słowa powinien siedzieć w areszcie pięć tygodni?"

A by nas ostatecznie dobić, pozwala mówić samemu prezesowi miejscowego sądu nazwiskiem Wysocki: "Zapoznałem się z aktami sprawy. Nie mam żadnych wątpliwości, że brak w niej znamion przestępstwa. Podejrzany dużo podróżuje, ponieważ ma rentę, stałe źródło utrzymania, stać go na to. To podróżowanie traktuje jako swoistą misję - ostrzega przed islamskimi terrorystami, cytuje Biblię. W pociągu mówił o tym, że celem ataku będzie Izrael i Turcja. Kobieta, która powiadomiła konduktora, nie zna angielskiego. Nieopatrznie go zrozumiała, słowa zostały wyrwane z kontekstu. W pociągu było mnóstwo obcokrajowców, w których monolog podejrzanego nie wzbudził niepokoju".

I już wiemy, w czym rzecz. Przez to, że polskie chamstwo nie zna języków obcych i nie ma pojęcia, czym jest kontekst, mamy kolejną kompromitację. Szczęśliwie są tacy, co nam to uzmysłowią.

Zachęcam do kupowania moich książek. Wszystkie są do nabycia w księgarni na stronie www.coryllus.pl.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 19.09.2016 11:50