Szukaj
Konto

Kryzys postaw etycznych w środowiskach  dziennikarskich. Czy cel uświęca środki?

22.10.2021 11:33
Komentarzy: 0
Erozja norm moralnych dotyka nie tylko polityków, biznes, ale niestety uderza też w środowiska, które do tej pory cieszyły się relatywnie dużym kapitałem zaufania społecznego. Ten felieton opisuje przypadek, który zdarzył się w środowisku dziennikarzy...

Kryzys postaw etycznych w środowiskach dziennikarskich. Czy cel uświęca środki?

16-17 października odbył się zjazd jednej z bardziej zasłużonych organizacji dziennikarskich w Polsce.

Prezesem zarządu został sprawujący już od niemal 10 lat tą funkcję Krzysztof S.

Obrady zdominował konflikt między częścią zarządu ( sekretarz generalną i skarbnik a stronnikami prezesa.

Czego dotyczył spór wśród ludzi do tej pory zgodnie współpracujących?

Krzysztof S. znakomity radiowiec zaangażowany w wiele projektów społecznych od pewnego czasu zaczął występować w wielorakiej roli: dziennikarza, businessmana, a także reprezentanta środowisk dziennikarskich.

Nie byłoby problemu gdyby te wszystkie funkcje potrafił łączyć kierując się zasadami etyki i godząc interesy swoje z licznymi swoimi interesariuszami.

Być może to wielość zadań była przyczyną zezwalania na proceder noszący znamiona działań na szkodę stowarzyszenia i instytucji finansujących organizacje społeczne,

A może to przykład upadku obyczaju, przenoszenie nie dobrej praktyki znanej biznesowi do organizacji pozarządowej tj.priorytetu optymalizacji korzyści własnych nad kosztem pozostałych interesariuszy?

No to po kolei.

W stowarzyszeniu pojawiła się para której przynajmniej jedna połowa związana była kiedyś z dużym biznesem. Pani W. dyrektor biura stowarzyszenia uczyła się biznesu od najlepszych była zastępcą kierownika biura rządu u prezesa Konrada J.

Konrad J. to człowiek związany z sektorem petrochemicznym, były prezes zarządu Polimex-Mostostal SĄ,, zastępca dyrektora generalnego Grupy Lotos, Pierwszego Narodowego Funduszu Inwestycyjnego SA i Multimedia Polska SA, przewodniczący Rady Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych, przewodniczący Rady Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, członek zarządu Polskiego Forum Akademicko-Gospodarczego, członek Rady Business Centre Club. Przewodniczący Społecznej Rady Gospodarczej przy Prezydencie Miasta Płocka. wiceprezes stowarzyszenia Synagoga Płocka, które odpowiada za budowę Muzeum Żydów Mazowieckich i i innych przedsięwzięć. Naturalnie utrzymywał dobre stosunki z przedstawicielami dawnych służb PRL dziś na emeryturze.

Mąż pani W. prowadzi fundację nazwaną imieniem sławnego polskiego kompozytora i twórcy opery narodowej i firmę PRowo - eventową.

Na razie nic w tym zdrożnego.

Prezes Krzysztof S. podpisuje umowę o pracę z panią W. a także umowę na pozyskiwanie klientów i działania marketingowe z firmą męża pani W.

Firma pana W. wykorzystując zaufanie prezesa zamiast promować Centrum Prasowe, markę należącą do stowarzyszenia i znaną na rynku od wielu lat podstawiła ( za zgodą i przy czynnej zapewne współpracy informatyka A. zatrudnionego w stowarzyszeniu i wykonującego także usługi dla spółek prezesa Krzysztofa S.). swoją stronę do podstrony z ofertą Centrum Prasowego.

Skutek był taki ze to Centrum prasowa promowało usługi firmy pana W. a nie odwrotnie. Promowało i jeszcze firmie płaciło.

Płaciło dobrze, bo stałą okrągłą sumę bez względu na efekt.

Interwencja skarbnika i sekretarza generalnego ukróciły ten proceder.

No wydawało się, że prezes w pełni poprze zwolnienie mało godnej zaufania pary.

Nic takiego nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie. Prezes całym sercem stanął w obronie zaangażowanej i profesjonalnej pani dyrektor oraz firmy jej męża.

Kolejna pokusa pojawiła się gdy stowarzyszenie uzyskało bezzwrotny grant na doposażenie swojej sali konferencyjnej.

Faktury firmy powiązanej z informatykiem A opiewały na ponad 150 tys złotych. No i okazało się, że informatyk A. zaoferował wyposażenie zawyżając faktury o 50-100% od cen ofertowych proponowanych przez sklepy detaliczne ( wiadomo, że konkretnym klientom oferuje się od tych cen rabaty zarobek pana A. mógł być zatem wyższy ).

Oferta została przyjęta bez zanalizowania propozycji podmiotów funkcjonujących od lat na rynku.

No informatyk A. musiał swoje zarobić, Krzysztof S. pewnie się zrewanżował za jego usługi na rzecz podmiotów pana prezesa..

Pani skarbnik szybko ustaliła, że ktoś ze stowarzyszenia działając na szkodę płatnika grantu chciał sobie trochę więcej zarobić.

No, wiadomo pieniądz państwowy to pieniądz jakby niczyj, co to szkodzi po niego sięgnąć?

Kolejny zdobyty grant ze środków tym razem Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Paderewskiego był przeznaczony na kolejne inwestycje.

Firmą wyłonioną bez konkursu ofert, która miała doposażyć stowarzyszenie w sprzęt był podmiot współpracujący z firmą pana W.

W tym przypadku prezes o dobrym sercu Krzysztof S. dal zarobić zaufanej parze W.

Postępowanie biznesmena Krzysztofa S. także może rodzić wątpliwości moralne.

Aby znaleźć kapitał na swój projekt mediów

celowanych w rynek prawicowych odbiorców wystąpił z ideą założenia spółdzielni.

Prawicowcy choć biedni to nadal ofiarni, gremialnie zasilali konto spółdzielni kupując udziały.

Jakież było ich zdziwienie, kiedy po dojściu prawicy do władzy spółdzielnia stała się wydmuszką, bo wszelkie aktywa ( w tym koncesje na nadawanie radiowe) znalazły się w prywatnych spółkach kontrolowanych przez Krzysztofa S.

Cóż gdyby Krzysztof S. założył fundację i zbierał datki na media byłoby uczciwiej niż robienie w wała 600 spółdzielców.

Takie tam drobne wątpliwości jednak nie przeszkodziły większości delegatów środowisk dziennikarskich wybrać kolejny już raz na fotel prezesa Krzysztofa S.

Dlaczego? Bowiem zapewne większość akceptuje drobne cwaniactwo i nie widzi już nim nic złego dopóki nie uderza bezpośrednio w ich kieszenie.

Tyle, że kapitały stowarzyszenia już nie tylko zaufania społecznego ale te namacalne materialne topnieją.

To, że prezes Krzysztof S. chciał zbudować swoje media dla prawicowych odbiorców treści można zrozumieć, nie wolno jednak stosować zasady "cel uświęca środki", bo znajdziemy się po tej samej stronie co bolszewicy.

Nic dziwnego, że coraz więcej dziennikarzy przy tak niskim morale zbiorowym staje się za pieniądze znów "inżynierami umysłów", wspierającymi projekty socjotechniczne.

Nie pełnią już misji wobec społeczeństwa, ale pracują dla właścicieli korporacji i związanymi z nimi politykami. Odbiorcy treści przestali być podmiotem a stali się przedmiotem działań mediów i pracujących w nich dziennikarzy.

Nadzieją jest nadal istniejący rynek mediów, i konkurencja grup kapitałowych a przede wszystkim zdrowy rozsądek zwykłych ludzi.

Stowarzyszenia dziennikarzy jeśli nie oczyszczą się z amatorów chodzenia na skróty, nie przywrócą wysokich standardów zachowań etycznych w swoim gronie to trudno będzie przekonać społeczeństwo o pełnieniu jakieś szczególnej misji publicznej.

Post scriptum

Są tacy medioznawcy a zarazem zawodowi politycy co to zaatakowali dziennikarkę z 25 letnim stażem, że zechciała kandydować na członka 13 osobowego zarządu, bo czasowo pracuje jako rzecznik w jednym z ministerstw.

Ona w przeciwieństwie do różnych krytyków nie sprzeniewierzyła się służbie prawdzie.

Nie została złapana na kłamstwach i przekrętach. Informuje społeczeństwo jak informowała.

I jeszcze jedna uwaga, niezależnie jaki zawód się wykonuje można stać po stronie piękna prawdy dobra a można wykonywać zawód zaufania publicznego i być złodziejem publicznych pieniędzy, działać na szkodę społeczeństwa.

Autor: Kazimierz Grabowski

Komentarzy: 0
Data publikacji: 22.10.2021 11:33