Między cierpiętnictwem a „kulturą terapeutyczną”. Cierpienie i terapia w nauczaniu Kościoła

- Duże społeczne poruszenie wywołał felieton ks. Jerzego Szymika w "Gościu Niedzielnym";
- W odpowiedzi na budzące wątpliwości tezy zawarte w felietonie, poniżej można zapoznać się z dokumentami Kościoła i nauczaniem papieży w sprawie cierpienia oraz terapii psychologicznej.
Ciało i emocje
Nie mamy papieskich encyklik ani innych fundamentalnych dokumentów poświęconych w całości zdrowiu psychicznemu i terapii psychologicznej i psychiatrycznej, ale wskazówki na ten temat odnajdziemy wśród ogólnych rad dotyczących zdrowia. Katechizm Kościoła Katolickiego podkreśla, że życie i zdrowie są dobrami powierzonymi człowiekowi przez Boga, o które należy rozsądnie dbać (KKK 2288). Do tej sfery należą uczucia jako „naturalne składniki psychiki ludzkiej”, które „stanowią obszar przejściowy i zapewniają więź między życiem zmysłowym a życiem ducha” (1764).
Badania naukowe stanowią „znaczący wyraz panowania człowieka nad stworzeniem”, a nauka i technika są „cennymi bogactwami, gdyż służą człowiekowi i jego integralnemu rozwojowi” (2293). Katechizm uznaje moralną dopuszczalność stosowania środków łagodzących cierpienie (2279). W rozdziale o pomocy potrzebującym czytamy: „Nędza ludzka pod swymi różnorodnymi postaciami takimi, jak: niedostatek materialny, niesprawiedliwy ucisk, choroby fizyczne i psychiczne, a wreszcie śmierć – jest jawnym znakiem wrodzonej słabości człowieka, w jakiej znajduje się on od grzechu pierworodnego, oraz potrzeby zbawienia”. Przypomina też, że „ci, których przygniata nędza, są przedmiotem szczególnej miłości ze strony Kościoła, który od początku swego istnienia, mimo grzechów wielu swoich członków, nie przestał pracować, by przynieść im ulgę, bronić ich i wyzwalać” (2448).
O. prof. Jacek Salij OP w wywiadzie dla KAI poświęconym cierpieniu, podsumowując katolickie myślenie na ten temat, zauważył, że warto odróżniać ból, który jest naturalną reakcją ciała i psychiki, od cierpienia.
Cierpieniem nazwijmy to wszystko, co w naszym bólu jest niezrozumiałe, co wydaje się wręcz bezsensowne, przytłaczające, niszczące. Oprócz cierpień fizycznych istnieją również cierpienia psychiczne, nieraz bardzo ciężkie, udręki wynikające z samotności, krzywdy, poniżenia
– powiedział.
Łaska i natura
Katolickie myślenie o psychice i jej leczeniu bazuje na nauce św. Tomasza z Akwinu, a zwłaszcza zdaniu: „łaska nie niweczy natury, ale przeciwnie, doskonali ją” (parafrazowanym często jako: „łaska buduje na naturze”). Człowiek jest jednością cielesno-duchową, więc jest wezwany do tego, żeby dobrze wykorzystywać rozum, wolę i naturalne zdolności i dbać o nie. Łaska Boża nie unieważnia natury, a wiara, modlitwa i sakramenty nie wykluczają korzystania z wiedzy medycznej.
O św. Ignacym Loyoli, założycielu jezuitów, mówi się niekiedy jako o prekursorze psychologii. W swoich Ćwiczeniach duchowych sformułował on przełomowe jak na XVI w. rady dotyczące obserwowania własnych uczuć, wewnętrznych konfliktów i mechanizmów podejmowania decyzji. Z kolei w nauce o „rozeznawaniu duchów” sformułował fundamentalną dla współczesnej psychologii tezę, że żadne emocje nie są z natury dobre ani złe, a moralną wartość mają dopiero nasze decyzje i uczynki.
Chorych leczyć
Ewangelie wiele razy pokazują Jezusa, który leczy ludzkie bóle i im przeciwdziała: uzdrawia chorych, karmi głodnych, przywraca wzrok niewidomym, pociesza pogrążonych w żałobie. Chrystus zachęca, a nawet obliguje swoich uczniów do walki z bólem i biedą. Polecenie kochania bliźniego „jak siebie samego” zakłada traktowanie również samego siebie z szacunkiem i dobrocią.
Jan Paweł II w liście apostolskim Salvifici doloris napisał:
Ewangelia jest zaprzeczeniem bierności wobec cierpienia (nr 30).
Przykładem może być tu przywoływany przez Jezusa miłosierny Samarytanin, który nie tłumaczy pobitemu człowiekowi duchowej wartości jego nieszczęścia, tylko opatruje jego rany, zapewnia schronienie i płaci za opiekę nad nim.
Benedykt XVI w encyklice Spe salvi napisał:
Oczywiście należy robić wszystko, co w naszej mocy, aby cierpienie zmniejszyć (nr 36).
Wskazał na obowiązek zapobiegania cierpieniom niewinnych, łagodzenia bólu i przezwyciężania cierpień psychicznych. Nie jest to tylko kwestia dobroczynności, lecz sprawiedliwości i miłości.
Obowiązek niwelowania cierpienia nie ma jednak charakteru bezwzględnego – nie wolno nam walczyć z cierpieniem za cenę przekraczania przykazań Bożych, np. zabić człowieka, który jest „kłopotem” (np. nienarodzonego czy chorego), ani zaniedbywać ważnych obowiązków w sytuacji, gdy powodują one w nas dyskomfort czy nawet cierpienie (np. nawet skrajnie zmęczony rodzic nie może porzucić dziecka bez opieki).
Nie negować siebie
Można się niekiedy spotkać z zarzutem, że Kościół katolicki jest wrogo nastawiony do psychologii i psychoterapii. Czy rzeczywiście?
Papież Pius XII w przemówieniu do uczestników V Międzynarodowego Kongresu Psychoterapii i Psychologii Klinicznej 13 kwietnia 1953 r. w Rzymie powiedział:
Bądźcie pewni, że Kościół śledzi z serdeczną życzliwością i najlepszymi życzeniami Wasze badania i działalność medyczną.
Zwrócił uwagę, że chrześcijańska miłość bliźniego nie wymaga od człowieka zanegowania siebie. Odwołując się do przykazania miłości bliźniego jak siebie samego, uznał, że troska o siebie może być uzasadniona zarówno psychologicznie, jak i moralnie.
W dość długim przemówieniu papież poruszył wtedy m.in. kwestie, które były istotne dla raczkujących wówczas nauk psychologicznych, np. warunkowanie wielu ludzkich dążeń popędem seksualnym czy relacje między świadomością i nieświadomością. Warto zauważyć, że o ile papieskie rady brzmią wciąż aktualnie, to ówczesne spojrzenie na procesy psychiczne wyraźnie się zestarzało. Kiedy oceniamy stosunek Kościoła do psychologii i psychiatrii, warto pamiętać o tym, że są to dość młode nauki, które w dodatku mają wiele nurtów, zwłaszcza ta pierwsza.
Spowiedź a psychoterapia
Jan Paweł II w przemówieniu do Amerykańskiego i Światowego Towarzystwa Psychiatrycznego 4 stycznia 1993 r. wyraził uznanie dla specjalistów zajmujących się zdrowiem psychicznym i leczeniem zaburzeń psychicznych. Podkreślił oczywiście, że terapia musi respektować godność osoby, jej wolność i wymiar moralny.
Ten sam papież w przemówieniach do Penitencjarii Apostolskiej (np. w 1998 r. i 2001 r.) zwracał uwagę, że nie należy mylić spowiedzi z psychoterapią – nie negując wartości tej drugiej. Podkreślał rozróżnienie między spokojem psychicznym i sakramentalnym pojednaniem z Bogiem. Praktyki psychologiczne nie zastępują spowiedzi, a spowiedź nie jest techniką psychoterapeutyczną.
W przesłaniu do papieskiego penitencjarza z 15 marca 2002 r. Jan Paweł II stwierdził, że spowiednicy i kierownicy duchowi, którzy zaobserwują u penitentów problemy natury psychicznej, mogą roztropnie zasugerować im skorzystanie z terapii, ale podkreślił, że nie mogą im tego narzucać.
Jakich terapeutów szukać?
Jeden z najbardziej konkretnych dokumentów kościelnych na temat korzystania z pomocy psychologów i psychoterapeutów to „Wskazania dotyczące wykorzystania nauk psychologicznych w przyjmowaniu i formacji kandydatów do kapłaństwa” Kongregacji Edukacji Katolickiej z 2008 r. Został napisany z myślą o przyszłych księżach i formacji seminaryjnej, ale w wielu punktach może dotyczyć także świeckich:
Wśród kandydatów znajdują się osoby, których szczególne doświadczenia – osobiste, rodzinne, zawodowe, intelektualne czy uczuciowe – pozostawiły w różny sposób niezagojone jeszcze zranienia psychiczne, powodujące zaburzenia. Zranienia te, których rzeczywistych skutków kandydat często nie jest świadomy, bywają przez niego błędnie przypisywane przyczynom zewnętrznym, co pozbawia go możliwości odpowiedniego zmierzenia się z nimi.
Kongregacja uważa, że „jest rzeczą pożyteczną”, aby wychowawcy kleryków mogli korzystać ze współpracy specjalistów w dziedzinie nauk psychologicznych. Zaleca, żeby wybierać fachowców, którzy odznaczają się dojrzałością i profesjonalizmem, ale także żeby „w miarę możliwości” korzystać z usług takich, którzy podzielającą chrześcijańską wizję człowieka. Tutaj także mocno podkreśla się konieczność rozróżniania kompetencji psychologa i kierownika duchowego.
Cierpienie po prostu jest
Jednak mówienie o cierpieniu i terapii w katolickiej teologii Kościoła byłoby ułomne, gdyby nie poruszyć aspektu duchowego, który jest przecież dla Kościoła sednem jego nauczania i misji w świecie.
Benedykt XVI w encyklice Spe salvi, w której tak zdecydowanie zachęcał do walki z cierpieniem, zauważył jednak:
Tak, musimy zrobić wszystko dla pokonania cierpienia, ale całkowite usunięcie go ze świata nie leży w naszych możliwościach – po prostu dlatego, że nie możemy zrzucić z siebie naszej skończoności i dlatego, że nikt z nas nie jest w stanie wyeliminować mocy zła, winy, która – jak to widzimy – nieustannie jest źródłem cierpienia.
Napisał też:
Właśnie tam, gdzie ludzie, usiłując uniknąć wszelkiego cierpienia, starają się uchylić od wszystkiego, co może powodować ból, tam, gdzie chcą zaoszczędzić sobie wysiłku i bólu związanego z prawdą, miłością, dobrem, staczają się w życie puste, w którym być może już prawie nie ma bólu, ale coraz bardziej dominuje mroczne poczucie braku sensu i zagubienia.
To nie unikanie cierpienia ani ucieczka od bólu najbardziej uzdrawia człowieka, ale zaakceptowanie faktu, że ono – przynajmniej w jakimś zakresie – istnieje. Dojrzewanie prowadzi nas do odnalezienia sensu cierpienia przez zjednoczenie z Chrystusem, który cierpiał dla nas powodowany nieskończoną miłością. Benedykt XVI nazywa cierpienie „miejscem uczenia się nadziei” – człowiek odkrywa wówczas, że jego życie nie może opierać się wyłącznie na zdrowiu, sukcesie i dobrym samopoczuciu.
Cierpienie nie uszlachetnia
Nie oznacza to, że cierpienie samo w sobie uszlachetnia. Może ono prowadzić do rozpaczy, zgorzknienia i utraty zaufania. To nie ból jest wartością, ale dobro, którego człowiek nie chce porzucić nawet za cenę bólu.
Jan Paweł II w Salvifici doloris: cierpienie może otwierać człowieka na głębszą więź z Bogiem i innymi ludźmi, ale nie dzieje się to automatycznie. Choroba może rodzić bunt, samotność i rozpacz. Nie wolno zatem mierzyć jakości czyjejś wiary zdolnością do pogodzenia się z cierpieniem. Tym bardziej nie można narzucać cierpiącemu gotowej interpretacji jego losu.
Krzyż
Centralnym punktem chrześcijańskiej odpowiedzi na cierpienie jest krzyż Chrystusa – pisał Jan Paweł II. Nie dlatego, że Bóg potrzebuje ludzkiego bólu, lecz dlatego, że sam wszedł w doświadczenie cierpienia. W Getsemani Jezus przeżywa trwogę, potrzebuje obecności uczniów i prosi Ojca o oddalenie kielicha męki. Lęk przed cierpieniem nie jest więc oznaką słabej wiary. Chrystus przyjmuje krzyż nie z miłości do bólu, ale z miłości. Zbawczy sens Jego męki nie wynika z intensywności cierpienia, lecz z tego, dlaczego je przyjmuje.
Chrześcijaństwo mówi nie tylko o znoszeniu cierpienia, ale również o możliwości zjednoczenia go z cierpieniem Chrystusa. W tym świetle można też odczytać wezwanie Jezusa do zaparcia się siebie i wzięcia krzyża oraz obraz obumierającego ziarna pszenicy. Zaparcie się siebie nie jest pogardą dla własnego życia ani psychiczną autoagresją – jest gotowością, by nie czynić własnej wygody najwyższym kryterium działania i oddać siebie w miłości. Tak rozumiana ofiara nie stoi w sprzeczności z roztropną troską o zdrowie.
W przypadku księży i osób konsekrowanych nabiera to szczególnego znaczenia. Kapłan działa sakramentalnie „in persona Christi Capitis”, w osobie Chrystusa Głowy; jego posługa ma naśladować Dobrego Pasterza, który oddaje życie za owce. W Drugim Liście do Koryntian Paweł łączy apostolski trud z życiem wspólnoty: noszenie w sobie konania Jezusa służy objawieniu Jego życia, a doświadczenie ucisku może służyć pocieszeniu innych. Nie jest to jednak przyzwolenie na nadużycia wobec duchownych ani nakaz ukrywania choroby.
Jan Paweł II w adhortacji Pastores dabo vobis ujmuje istotę tej postawy następująco:
Miłość pasterska jest przede wszystkim darem z siebie, całkowitym darem z siebie dla Kościoła, na obraz daru Chrystusa i we współudziale w nim.
Ten sam dokument podkreśla znaczenie formacji ludzkiej, obok duchowej, intelektualnej i duszpasterskiej. Dojrzałość emocjonalna, umiejętność odpoczynku i korzystania z leczenia mogą właśnie umożliwiać całkowity i wolny dar z siebie.
Pułapki „kultury terapeutycznej”
Wielu autorów zwraca uwagę, że nie każda terapia czy teoria psychologiczna jest neutralna światopoglądowo. Paul C. Vitz w książce „Psychologia jako religia. Kult samego siebie” krytykował te nurty psychologii, które z samorealizacji i autonomii jednostki czynią najwyższy ideał. Vitz, z zawodu psychoterapeuta, nie postuluje odrzucenia badań psychologicznych ani utożsamienia całej psychoterapii z takim światopoglądem. Pytanie brzmi raczej, czy terapia pomaga człowiekowi dojrzale rozpoznawać rzeczywistość, także moralną, czy też traktuje wszelkie wymagania i wyrzeczenia jako przeszkody dla dobrostanu.
Philip Rieff, Christopher Lasch i Frank Furedi, choć z różnych perspektyw, analizowali wpływ języka terapeutycznego na kulturę. W skrócie: problem zaczyna się wtedy, gdy pytanie o dobro, prawdę i powinność zostaje wyparte przez pytanie o komfort psychiczny. Podobne przemiany tożsamości nowoczesnego człowieka opisuje Carl R. Trueman w książce „Rodowód i triumf nowoczesnego ‘ja’”. Oczywiście są to diagnozy kultury, a nie dowód, że każda terapia odrzuca moralność.
Za twórcę terminu „kultura terapeutyczna” uważany jest Philip Rieff, który w 1966 r. (a więc 60 lat temu!) wydał książkę „The Triumph of the Therapeutic” („Triumf terapeutyczności”).
Pelagianizm i gnostycyzm
Takie uwagi znajdziemy również w dokumentach Kościoła. List Kongregacji Nauki Wiary „Placuit Deo” przestrzega przed neopelagianizmem i neognostycyzmem, czyli błędnymi wizjami zbawienia opartymi na samowystarczalności jednostki oraz oderwaniu zbawienia od konkretnej, cielesnej i wspólnotowej rzeczywistości człowieka. Z kolei deklaracja Dignitas infinita mówi:
Godność ludzka nie może jednak opierać się wyłącznie na indywidualnych standardach ani być utożsamiana jedynie z psychofizycznym dobrostanem jednostki.
Dokument poświęcony formacji kandydatów do kapłaństwa „Dar powołania do kapłaństwa. Ratio fundamentalis institutionis sacerdotalis” z 2016 r. ujmuje rozwój ludzki i duchowy jako powiązane wymiary formacji. Pomoc psychologiczna może służyć rozeznaniu i dojrzewaniu, nie zastępuje jednak formacji sumienia, modlitwy i decyzji o bezinteresownym darze z siebie. Autorzy dokumentu zaznaczają jednak, że cierpienia wynikającego z traumy, depresji czy zaburzenia lękowego nie wolno automatycznie nazywać krzyżem duchowym. Także asceza, samotność i trud wyboru moralnego mogą współistnieć z problemami wymagającymi fachowej pomocy.
Przegląd nauczania Kościoła o cierpieniu i niwelowaniu cierpienia (także tego psychicznego) można zamknąć zdaniem św. Tomasza z Akwinu o łasce i naturze, tym razem przytoczonym w całości:
Skoro bowiem łaska nie niweczy natury, ale przeciwnie, doskonali ją, trzeba, by rozum przyrodzony służył wierze, tak jak przyrodzona skłonność woli poddaje się miłości.
Komentarze
Papież przed Dniem Chorego: Patrzmy w oczy tego, kto cierpi, bo stamtąd spogląda na nas Chrystus
[Felieton „TS”] Tomasz P. Terlikowski: Trudno zapomnieć

Łukasz Mejza miał oferować terapię dla nieuleczalnie chorych. Wiceminister zapowiada pozew po tekście WP

62 proc. Włochów uważa, że potrzebuje pomocy psychologa w czasie pandemii

[Tylko u nas] Ks. Janusz Chyła: Cierpienie Boga








