Aleksandra Jakubiak OV: Trójca Święta i Kościół, tajemnice figur przestrzennych

Dzisiejsza uroczystość zachęca w pewnością do zadawania sobie pytań o prawdy wiary chrześcijańskiej, z których prawda o Trójcy Świętej należy jednocześnie do najbardziej podstawowych i zarazem najbardziej tajemniczych. To, co teologia mówi o Trójjedynym jest w większości kwestią porównań, metafor, mniej lub bardziej udanych przenośni i zabiegów językowych. Ludzkie kategorie umysłowe i system pojęć nie jest w stanie oddać prawd, które ów umysł niepomiernie przerastają. Pokuszę się o stwierdzenie, że całe szczęście, iż tak jest. Cóż to bowiem byłby za Bóg, którego bylibyśmy w stanie wziąć pod lupę i całkowicie zrozumieć?
Tajemnica
Spośród wszystkich zagadnień, od których można byłoby wyjść w poszukiwaniu drogi do ogarniania istoty Boga i istoty Kościoła na pierwszy plan wysuwa się, w moim odczuciu, pojęcie "tajemnicy". To kwestia i trudna i łatwa zarazem - albo raczej zapraszająca do trudu lub do pójścia na łatwiznę. Mogę bowiem nie słuchać swoistego przyzywania zakrytego do odkrycia i powiedzieć, że skoro coś jest tajemnicą, czyli czymś przede mną zasłoniętym, to nie ma co zawracać sobie tym głowy, jednak w tych misteriach fascynującym jest właśnie to, że pozwalają się one odkrywać i doświadczać, a im dalej się wchodzi, im więcej zaczyna się pojmować, tym głębiej rozumie się, jak nieskończenie wiele pozostaje do okrycia, a nawet więcej - że mimo ciągłego doświadczania i obserwowania, nigdy nie ogarnie się ich w całości. Dla ludzkiego umysłu może być to w jakimś sensie frustrujące, jednak jest również stymulujące, ponieważ daje nadzieję na wieczność bez nudy.
Złożoność natury
Zaraz po kwestii tajemnicy rzuca się w oczy niejednorodny charakter pochodzenia Kościoła w odniesieniu do Trójcy - zamysł i dzieło Ojca, realizacja i odkupienie w Synu, udzielanie się i komunia w Duchu Świętym i jednocześnie wspólnota osób powołanych do życia w łączności z Bogiem, konkretnych, żyjących w czasie ludzkich jednostek, grzesznych i ograniczonych słabością stworzenia, świętych mocą łaski Stworzyciela.
Figury przestrzenne
Jak uchwycić i zdefiniować tę jedność w rozbieżności? Problem wydaje się analogiczny - choć nie identyczny - do unii hipostatycznej w Jezusie Chrystusie lub jedności Osób Trójcy Świętej. Gdy miotałam się kiedyś między zlewaniem Ojca, Syna i Ducha Świętego w jedno, a zbytnim rozgraniczaniem Osób Trójcy - z pomocą przyszedł mi brytyjski filolog i pisarz C. S. Lewis, który w książce zatytułowanej "Chrześcijaństwo po prostu" przywołując nomem omen "prosty", acz w mojej ocenie genialny przykład, powiedział, że w kwestii Trójcy Świętej my jesteśmy jak figury płaskie w stosunku do figur przestrzennych. Sześcian złożony jest z sześciu kwadratów i choć można byłoby go tak opisać, to jednak nikomu nie przyjdzie na myśl, by negować sześcian jako osobną i jedną figurę przestrzenną, inną jakość. Tyle tylko, że kwadratowi ciężko zrozumieć istotę sześcianu, a żyjącemu w czterech wymiarach człowiekowi - Trójjedynego Boga. Analogicznie jest z dwoistością natury Kościoła, to figura przestrzenna, inna niż sześcian, ale przestrzenna. Może nie musimy jej do końca pojmować, przenikać "mędrca szkiełkiem i okiem", może wystarczy sama świadomość i radość nieskończonego odkrywania i pokora wobec faktu, że w całości jej nie obejmiemy?
Czy jestem w stanie wyobrazić sobie bezmiar przestrzeni naszej galaktyki? A wielu galaktyk? A wszechświata? Czy potrafię zrozumieć, "zmierzyć", zdefiniować Kościół? Z jednej strony, to jakby uważać, że ogarniam przestrzeń wszechświata - podczas kiedy w przypływie duchowej niemocy czasem droga do najbliższego kościoła wydaje się bardzo daleka, albo jakby sądzić, że rozumiem Boga, gdy zachowanie znanych mi ludzi tak często wydaje się zagadkowe. Z drugiej jednak strony, popadanie w intelektualny nihilizm nie sprawia wrażenia satysfakcjonującego rozwiązania. Co zatem mogę zrobić? Może po prostu chodzić wokół i oglądać z różnych perspektyw oraz wchodzić do środka i uczyć się z przeżycia i doświadczenia?
Punkt zwrotny
Pytanie postawione przez papieża Pawła VI: "Kościele, co sądzisz o samym sobie?" wydaje się być w historii myśli eklezjalnej punktem zwrotnym. Krok po kroku zaczęto poddawać weryfikacji dominujące wówczas obrazy, niektóre odrzucono. Sobór Watykański II zaczął więc - idąc drogą opisów biblijnych, myśli patrystycznej oraz rozmaitych teologicznych definicji - pracować nad kompleksowym ujęciem rozumienia Kościoła per se.
System dualizmów
Bosko-ludzki charakter istoty Kościoła powoduje, że zmierzyć trzeba się z całym spektrum jego złożoności, zespołem dualizmów, które dodatkowo często wzajemnie się przenikają. Już sama geneza Kościoła, więc analiza na płaszczyźnie historycznej, może nasuwać trudności. Czy mamy bowiem na myśli Kościół w jego formie widzialnej i samookreślającej się czy też całe misterium dzieła Trójcy Świętej? Czy analizując zjawisko Kościoła na płaszczyźnie filozoficznej, patrzymy na niego od strony horyzontalnej - poczynając od człowieka czy też może wertykalnej, akcentując jego duchową, pochodzącą od Boga naturę? Czy opisujemy Kościół niejako od zewnątrz czy od wewnątrz? Czy patrzymy jego formę widzialną czy niewidzialną; instytucję czy wspólnotę, osoby obecnie będące członkami Kościoła na ziemi czy także rzeczywistość obcowania świętych; kata-holos - w całej rozpiętości od preegzystencjij aż po czasy eschatologiczne czy zjawisko zaistniałe w czasie od Wcielenia lub Pięćdziesiątnicy do dziś? Wreszcie ostatnie, ale nie najmniej ważne - czy patrzymy na Kościół jako na narzędzie zbawienia, czyli "coś" czy - idąc za definicją Heriberta Mühlena - na "Kogoś", na "Osobę osób w Duchu Świętym". Wszystkie te aspekty badane w sobie właściwych kontekstach stanowią część prawdy o Kościele i składają się na rzeczywistość nazywaną w eklezjologii una realitas complexa [jedna złożona rzeczywistość].
Cztery obrazy Kościoła
Sobór Watykański II a za nim współczesna teologia, wybiera najczęściej jako drogę definiowania Kościoła tzw. zasadę wielokrotnego "i", posługując się mnogością dopełniających się obrazów biblijnych oraz symboli, w duchu zrozumienia tego, jak bardzo opisywane zjawisko przerasta możliwości opisującego. O Kościele zatem mówi się jako o: "ludzie Bożym", "mistycznym Ciele Chrystusa", "sakramencie zbawienia" oraz "wspólnocie". Przy czym wymienione opisy wzajemnie się dopełniają.
Pierwszy z obrazów - lud Boży - akcentuje ciągłość Kościoła w historii zbawienia, jego dziedzictwo i kontynuację wybrania Izraela. Zwraca on również uwagę na nową jakość jaką ów lud niesie po przyjściu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa oraz Zesłaniu Ducha Świętego. Lud Boży, będący zwieńczeniem realizacji Bożego planu względem człowieka, posłany jest do wszystkich ludzi i narodów, a mając udział w prorockiej, kapłańskiej i królewskiem misji Chrystusa ma nieść światu nadzieję i być narzędziem zbawienia świata.
Kościół w obrazie "mistycznego Ciała Chrystusa" akcentuje głęboki i ścisły związek wiernych z Chrystusem. Nie chodzi tu o fizyczne ciało Jezusa, ale też ikona ta nie jest jedynie metaforyczna, ale wskazuje na jedność Chrystusa i Jego uczniów. Kościół to zatem nie zwykłe zbiorowisko ludzi, a "organizm, w którym życie Chrystusa rozlewa się na wszystkich członków integralnie i organicznie z Nim związanych"*. Ta bytowa jedność nie stanowi jednak opozycji dla oblubieńczej relacji Chrystusa i Kościoła, ani nie przekreśla autonomiczności osobowej członków Kościoła.
Wzorzec "powszechnego sakramentu zbawienia" osadzony jest na Bosko-ludzkiej naturze Kościoła. "Jak bowiem przybrana natura ludzka służy Słowu Bożemu jako żywe narzędzie zbawienia, nierozerwalnie z Nim zjednoczone, podobnie społeczny organizm Kościoła służy ożywiającemu Go Duchowi Chrystusa ku wzrastaniu tego Ciała" (LG 8), choć zaznaczyć tu trzeba, że unia między Duchem Chrystusa a Kościołem jedynie na drodze analogii może być porównywana ze związkiem ludzkiej i Bożej natury Jezusa Chrystusa, a Kościół jest sakramentem w takim znaczeniu, że jego społeczność stanowi widzialny znak mistycznego Ciała Chrystusa, on sam jest zaś narzędziem zjednoczenia człowieka z Bogiem i ludzi między sobą. Sobór Watykański II mówi więc o Kościele jako o "jakby sakramencie".
W ujęciu Kościoła jako "wspólnoty" zarysowuje się autoświadomość komunii zaplanowanej, osadzonej i zmierzającej ku jedności z Bogiem. W pierwszej kolejności ma ona charakter zbawczy i stanowi więź człowieka z Bogiem i ludźmi, jako samo sedno zbawienia. Wspólnota ta stanowi dar Boga, to swoiste zaproszenie do udziału w Jego życiu - możliwość komunii z Ojcem przez bramę, jaką dla człowieka stanowi Syn i w działaniu Ducha Świętego. Wszystko to wydarza się przy udziale i decyzji człowieka, który z własnej woli przyjmuje wiarę, słucha i kieruję się nauką Boga oraz przystępuje do sakramentów. Ważne też, by zaznaczyć, że przyjęcie wiary, choć jest ono darem łaski, dokonuje się we wspólnocie, jako włączenie w jej zastaną rzeczywistość, a wiara jednostki chociaż jest doświadczeniem niezwykle intymnym, jest także wydarzeniem całego Kościoła.
Trwanie pomiędzy
Już krótka refleksja nad ujęciem złożoności niektórych teologicznych prawd pokazuje - z racji swojej zwięzłości jedynie bardzo pobieżnie - z jak wielowymiarowymi i rozbudowanymi znaczeniowo zjawiskami mamy do czynienia. Ich rzeczywistości nie sposób zamknąć nawet w wielopiętrowej formule. Nasz stosunek do tajemnic może jednak oscylować pomiędzy kontemplacją prawd a wewnętrzną zgodą na nasze własne, ludzkie ograniczenia.
Refleksje na kanwie "Traktatu o Kościele" bp. Andrzeja Czai.
* bp A. Czaja "Traktat o Kościele".
Komentarze
[Tylko u nas] Aleksandra Jakubiak OV: Rodzina Trójjedynego

Ewangelia na Uroczystość Najświętszej Trójcy z komentarzem [video]
[video] Ewangelia na Uroczystość Trójcy Przenajświętszej z komentarzem
[video] Ewangelia na Uroczystość Najświętszej Trójcy i kazanie ks. Piotra Pawlukiewicza
Aleksandra Jakubiak OV: „Nędzne by to serce było, co by dziś nie zapłakało”









