Witold Gadowski: Nagrania Falenty mogą mieć również Rosjanie. Polska nie wzbudza respektu

I tu następuje najbardziej bolesna część naszej opowieści. Dwaj kelnerzy oszukali nasze służby w dziecinnie łatwy sposób. Kiedy funkcjonariusze BOR badali pomieszczenia (w których zamierzali ucztować oficjele), to oczywiście nie wykryto w nich żadnego podsłuchu (bo go tam nie było). Urządzenia nagrywające każdorazowo wnoszone były - przez kelnerów - w koszach, pojemnikach na pieczywo. Wtedy też politycy byli nagrywani, po czym urządzenia były bezczelnie zabierane i nagrania przegrywano na komputer. Nikomu z funkcjonariuszy ochrony nie przyszło do głowy, aby sprawdzić kursujących tam i z powrotem kelnerów.
(...)
Cała "afera taśmowa" sprowokowana została chęcią zysku, handlarz węglem Marek Falenta postanowił wzbogacić się na nagraniu znanych osób i postawieniu ich w sytuacji mocno niezręcznej. Cała jego akcja - niejako wbrew jego woli - wstrząsnęła całym państwem. Nasze państwo bowiem ciągle nie jest przygotowane na takie zagrożenia.
(...)
Nasza Polska nie wzbudza dziś w nikim respektu, a my tak pochłonięci jesteśmy wewnętrznymi rozgrywkami, że w ogóle tego nie zauważamy. Aż zdarza się taka sytuacja jak z "europejskich tournée" Ljudmiły Kozlovskiej. Bezczelnie - pomimo zgłoszenia jej przez polskie służby do europejskiego systemu SIS - jeździ sobie do Berlina, Strasbourga, Londynu i Brukseli i pluje na nasz kraj. Nic nie robi sobie z zastrzeżeń polskich władz, a wspiera ją w tym mąż - było nie było - polski obywatel.
- pisze Witold Gadowski
Całość felietonu TUTAJ

"Gdy wojowałem z koncernem Springera mądrale z rządu wzruszali ramionami". Gorzki wpis Gadowskiego




