Marcin Bąk: Szkoła , owszem ale jaka?

Dzień Edukacji Narodowej, który obchodzony jest u nas 14 października, to czas gdy uczniowie mają w szkole nieco lżej, nauczycielom składa się życzenia, dostają oni kwiaty i różne upominki. Jest to także dobra okazja, by zastanowić się nad tym, w jakim miejscu znajduje się obecnie instytucja szkoły, jaką role pełni w naszym życiu a jaką może pełnić w nadchodzących latach.
Najprościej rzecz ujmując, szkoła znalazła się w potężnym kryzysie. Nie mam tutaj na myśli spraw związanych z ideologicznym kierownictwem Ministerstwa Edukacji Narodowej, czy problemami o których od lat się mówi w kontekście niskich zarobków nauczycieli i ich niedowartościowania. Chodzi o sprawy daleko poważniejsze, związane ze zmianami jakie zachodzą w błyskawicznym tempie na naszych oczach w całym otaczającym nas świecie. Chodzi o dostęp do wiedzy.
Skarbnica wiedzy
Zacznijmy od tego, że przez całe wieki, tak daleko jak tylko możemy sięgnąć wstecz w dzieje naszej cywilizacji, wiedza była towarem deficytowym. Nie zdobywano jej łatwo i tylko nieliczni posiadali ją w ilościach wystarczających by dzielić się z innymi. Dlatego tak ważną rolę w strukturach społecznych przez wieki i tysiąclecia pełnili ci, którzy posiadali wiedzę ponadprzeciętną, bo nie było ich zbyt wielu. Należeli do tej kategorii plemienni szamani, kapłani wielkich religii, filozofowie antycznego świata. W średniowiecznej Europie, w czasach rozkwitu instytucji Uniwersytetu, powstała ciekawa klasa zwana klasa klerków – ludzi wymykających się feudalnym kategoriom stanowym, w dużej mierze niezależna, poruszającą swobodnie po całej Europie i porozumiewającą się wspólnym językiem – łaciną. Cechą wyróżniającą studentów absolwentów uniwersytetów była posiadana przez nich wiedza. By ją zdobyć, niemałym trudem i niemałym kosztem – musieli wcześniej udać się do szkół, jak to wtedy mówiono. Od czasów starożytnych w całym procesie dydaktycznym funkcjonował schemat mistrz i uczeń. Mistrz był tym, który posiada wiedzę a uczeń tym, który się po wiedzę do niego udaje. Wiedza bywała reglamentowana, część jej utrzymywana w sekrecie. Arystoteles wspomina, że w akademii Platona funkcjonowało nauczanie nocne, ze mistrz uczył wybranych uczniów tego, co nie znalazło się ostatecznie w żadnym z jego pisanych dzieł. Później, w kolejnych epokach, tworzono sekretne księgi, pisane tajnym alfabetem, co dawało pożywkę dla legend o tajemniczej, okultystycznej wiedzy znanej nielicznym wybranym.
Rewolucja technologiczna
Zmiany zaczęły zachodzić wraz z procesem industrializacji. Rozpowszechnienie się druku i wprowadzenie powszechnej edukacji uczyniło wiedzę bardziej dostępną. Coraz częściej mieliśmy do czynienia z przykładami osób postępujących ścieżką samoedukacji. Takim dobrym przykładem jest chociażby Wincenty Witos, który po zdobyciu podstawowej wiedzy w szkole wiejskiej kontynuował edukacje w systemie samokształcenia. Wciąż jednak aktualny pozostawał schemat mistrz – uczeń, wciąż szkoła, czy to podstawowa czy uniwersytet pozostawały miejscami, do których szło się po wiedzę. Wywrócił to do góry nogami wiek XXI pierwszy i rewolucja w zakresie internetu oraz sztucznej inteligencji. Trzy dekady temu internet uczynił dostęp do źródeł zdecydowanie łatwiejszym. Pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych padały z hukiem uznane autorytety w dziedzinie historii wojskowości, gdy studenci pierwszego roku „zaginali” nobliwych profesorów na zajęciach powołując się na źródła. Źródła w postaci chociażby średniowiecznych traktatów szermierczych, które leżały gdzieś w odległych bibliotekach a teraz zostały zdigitalizowane i udostępnione bez ograniczeń całemu światu. To był pierwszy sygnał, że nadchodzi zmiana o skali nie mającej precedensu w dziejach. Kolejnym etapem tej zmiany staje się na naszych oczach rozpowszechnienie sztucznej inteligencji. Dzisiaj wiedza za sprawą tych błyskawicznie zachodzących na naszych oczach zmian, stała się niemalże z dnia na dzień ogólnodostępna. Przestała być towarem deficytowym. Odpowiedź na każde pytanie znajduje się w noszonym stale przy sobie przez młodych ludzi telefonie, wystarczy wykonać kilka ruchów palcem, by poradzić sobie z każdym pytaniem. Widać wyraźnie, że wiedza przestała być zatem obiektem pożądania. Gdyby alejki w parkach wysypane były złotem zamiast żwiru, ludzie nie schylali by się po to by je zbierać, tak jak nie schylają się po żwir. Bo nie posiada on wielkiej wartości. To samo stało się z wiedzą.
Co dalej?
Nauczyciele i ludzie odpowiedzialni za kształt instytucji szkoły stoją teraz przed nie lada problemem. Wiele metod edukacyjnych straciło lub traci sens, bo szkoła przestała być miejscem, gdzie zdobywa się trudno dostępny towar, czyli wiedzę. Pod znakiem zapytania stają sprawy nauczania uczniów wielkich partii materiału, bo uczniowie nie widzą za bardzo sensu w takich działaniach. Podobnie kwestia pisania prac staje się coraz bardziej niejasna, skoro i tak nawet profesorowie korzystają coraz powszechniej z chata... Co zatem powinna czynić szkoła, jak zmienić się i dostosować do nowych czasów? Być może odpowiedzi należy szukać w filozofii. Zamiast wtłaczania uczniom do głów ogromnych partii książkowej wiedzy, kłaść większy nacisk na rozwijanie narzędzi krytycznych, do badania źródeł tej wiedzy. Może rozwijać w większym stopniu umiejętności praktyczne.
Ja nie znam odpowiedzi na te otwarte pytania. Są na szczęście ludzie, także w środowisku nauczycielskim, którzy rozumieją dobrze problem i starają się wychodzić mu naprzeciw. Na początku niniejszego tekstu napisałem, że szkoła znajduje się w największym od swego powstania kryzysie. Pamiętajmy jednak, że termin kryzys oznacza zmianę a zmian może być szansą na zupełnie nowe otwarcie.
Komentarze
Nieudany eksperyment przed lekcją chemii. Nauczycielka w szpitalu

Piotr Duda odwiedził prowadzących głodówkę Jana Karandzieja i Stanisława Oronia

OpenAI ogłasza przełom w matematyce. Sukces AI czy jednak człowieka?

Trwa protest głodowy w obronie polskich dzieci przed demoralizacją i wynarodowieniem

Wystarczyły dwa dni i zabrali dzieci ze szkoły. Nagła decyzja Harry'ego i Meghan







