Smartfon zabija patriarchat

Przemoc i seks
Wypada zacząć od uświadomienia sobie, że najbardziej niebezpieczną grupą - stale, zawsze, w każdym społeczeństwie - są młodzi mężczyźni. Tacy od 16-17 lat do - obecnie - mniej więcej 30 lat.
Dwa dążenia dominują ich działania, dwie sprawy im w głowie: seks i przemoc, jako metoda na zdobywanie pozycji w grupie samców. Krzywdy jakie powodują, to nie tylko pobicia a czasem nawet morderstwa, złe traktowanie siebie nawzajem, ale także skutki kopulacji, czyli zapładniania na lewo i prawo oraz natychmiastowego uciekania od odpowiedzialności za zapłodnienie. Ich żywiołem jest walka i seks. Powiedzmy sobie szczerze: z punktu widzenia społeczeństwa są to potwory. Ich wyczyny wręcz bliźniaczo przypominają zachowanie innych, bliskich im ssaków naczelnych, czyli szympansów, z którymi homo sapiens ma wspólne 98.7% genów. Naukowcy z University of Minnesota, badający tych najbliższych krewnych człowieka, odkryli, że samce, zwłaszcza młode, organizują się w grupy i prowadzą celowe wojny z szympansami z sąsiednich plemion. Zupełnie jak młodzi mężczyźni na ulicach wielkich miast. Co zaskakujące, celem tych szympansich wojen wcale nie jest zdobycie pokarmu. Celem jest pokonanie przeciwnika lub zemsta za poprzednie porażki. Podobnie u człowieka pierwotnego, rozpatrywanego jako grupa. Zresztą potwierdzają to badania ostatnich na Ziemi enklaw pierwotnych kultur. Np. Indian Yanomami. "Obowiązująca zasada zemsty rodowej i walka o kobiety powoduje, że w zasadzie Indianie Yanomami nie dożywają starości” – odnotował neurobiolog, prof. Jerzy Vetulani.
Kultura przeciw naturze
Działaniem młodych mężczyzn kieruje instynkt. Instynkt może być opanowany wyłącznie przez zakazy i nakazy kulturowe, które są skuteczniejsze niż byłby postawiony przy każdym osobniku strażnik. Jednym z podstawowych i najważniejszych zadań kultury jest przecież poskromienie naturalnych instynktów. To sedno konfliktu "natura kontra kultura". Najistotniejszą sprawą jest zmuszenie młodych mężczyzn do stabilizacji i odpowiedzialności za potomstwo. Nic nie jest ważniejsze.
Każda społeczność, żeby się rozwijać, musiała stworzyć kulturowy przymus, skutecznie dający sobie radę z problemem przemocy i konsekwencji przypadkowego seksu, charakterystycznego dla młodych mężczyzn. Trzy i pół tysiąca lat temu na Bliskim Wschodzie, w pierwotnym judaizmie, narodziła się idea poskromienia tych potworów, która odniosła gigantyczny sukces. Po raz pierwszy w znanej nam historii ludzkości wprowadzono religijny, z Boskiego nadania, zakaz jakiejkolwiek aktywności seksualnej poza małżeństwem. Zasada była prosta: żadnych kobiet z rodziny (sióstr, kuzynek, ciotek itp), wykluczony zostaje homoseksualizm i zoofilia - jedyne dopuszczalne rozładowanie popędu seksualnego to seks w małżeństwie. Rezultatem jest nie tylko ujarzmienie instynktu, ale wykorzystanie go do rozwoju gatunku, bo poprzednio, gdy horda młodych mężczyzn zapładniała kobiety, nie uczestniczyła w dbaniu o potomstwo, co powodowało ogromną śmiertelność wśród dzieci. Od czasu, gdy udział mężczyzn w zapewnieniu potomstwu środków do życia stał się oczywistym i powszechnym zjawiskiem, nastąpiła eksplozja demograficzna.
Małżeństwo istniało, rzecz jasna, już wcześniej w wielu innych kulturach, ale zdecydowanie nie miało charakteru religijnego. Natomiast we wzorcu biblijnym stało się religijną powinnością, a w chrześcijaństwie czymś jeszcze ważniejszym, bo aż sakramentem. Z oczywistym haczykiem: bo obwarowane obowiązkami - utrzymaniem dzieci i żony. Czyli wymogiem stała się praca. I żadnych skoków w bok (nawet gdy bywają, to nie są one dozwolone). To było wielkie osiągnięcie cywilizacyjne: zamknięcie popędu seksualnego w klatce z napisem "małżeństwo-rodzina". Sam judaizm, rzecz jasna, jako niszowa religia, niewiele by zdziałał w uniwersalnym wymiarze, ale podchwyciło to chrześcijaństwo i zaostrzyło prawa (wprowadzając monogamię, za którą judaizm podążył dopiero w średniowieczu).
Transakcja wymienna: przymus małżeństwa za korzyści z patriarchatu
Jednak - i tu jest sedno tego, o czym piszę - żaden mężczyzna by na to nie poszedł, gdyby nie dostał czegoś ważnego w zamian. Tym czymś stało się zapewnienie mu poczucia "wyższości" nad kobietami. Coś za coś! Więc jest taka umowa: uwięzimy twój popęd seksualny w instytucji małżeństwa, spowodujemy tym samym, że przestaniesz być jednym z męskiej, młodocianej hordy, ale w zamian za to tylko tobie zezwolimy na bycie wodzem, mędrcem, władcą, sędzią i kapłanem. Będziesz żył w patriarchalnym społeczeństwie, w którym najważniejszy jest ojciec, więc sam będziesz chciał zostać ojcem, bo kultura postawi go na piedestale. To kluczowe, bo naturalnym instynktem mężczyzny nie jest wcale chęć bycia ojcem. Ojciec to pomysł i projekt kulturowy. Od zapłodnienia mija aż 9 miesięcy. Jaki mężczyzna wie lub pamięta przez te miesiące, że będzie ojcem? Macierzyństwo to całkiem inna sytuacja - ono jest w gestii natury, bo wyrasta z wielomiesięcznej ciąży.
Ojcostwo to był podstęp, fortel, jakaś forma wymiany, utargowania: będziesz aktywny seksualnie - oficjalnie, z Bożym błogosławieństwem - ale tylko z żoną i będziesz pracował, a nie znikniesz z bandą kumpli, aby zapłodnić następną. A za to dostaniesz poczucie niepodważalnej ważności. Będziesz głową rodziny. Do dziś, najwyższa dzietność jest cechą charakterystyczną społeczności religijnych.
To była dobra transakcja!
Na wiele tysięcy lat. Status kobiety uległ dzięki temu radykalnej zmianie: z "maszynki do rodzenia" stała się jedynym legalnym, religijnie usankcjonowanym partnerem mężczyzny. Młodzi mężczyźni wiedzieli, że muszą zrezygnować z życia w hordach jak młode szympansy. Mimo, że nadal nakazuje im to instynkt, co w naszej współczesności powoduje stanie się np. jednym z grupy kibiców drużyny piłkarskiej.
Osiągnięciem było zmuszenie mężczyzn do przyjęcia odpowiedzialności za partnerkę i potomstwo. Była to trudna transakcja, czego dowodem jest fakt, że konieczne były kompromisy z poligamiczną naturą mężczyzny. Najważniejszym kompromisem wobec mężczyzn w wielu kulturach (judaizm i islam) była akceptacja wielożeństwa. Chrześcijaństwo wprowadziło sztywne normy: nakazało monogamię i dodatkowo zakazało rozwodów. Nie oznacza to oczywiście, że nie istniało i nie istnieje nadal ciągle odstępstwo od wyznaczonych religijnie i kulturowo wymogów. Jednak seks pozamałżeński, prostytucja, gwałt - te wszystkie przejawy buntu przeciw zasadom były i są naruszeniem norm, a nie powszechnie akceptowaną normą.
Patriarchat się kończy
Tak było do wczoraj. Dziś zmiany są kolosalne. W krajach rozwiniętych przyrost naturalny spada dramatycznie i zawierane jest coraz mniej małżeństw. Przyczyn jest wiele. Jedną z najpoważniejszych - obok laicyzacji - jest powszechność dostępu do pornografii, dzięki Internetowi. W ostatnich dekadach XX wieku w kwestii seksu krajobraz zmieniła tabletka antykoncepcyjna. W XXI wieku wybuchła - jako rezultat wynalazku laptopa i przede wszystkim smartfona - atomowa bomba pornografii. Pornografia stanowi dla młodych mężczyzn narkotyk, który odbiera im potrzebę poszukiwania realnego seksu. I nie imponuje już im ani bycie młodym szympansem w grupie, ani ojcem rodziny. Realne kontakty seksualne przerażają ich, bo są kłopotliwe. Internet niczego nie wymaga. Wkrótce będzie doskonalił metody sieciowego zaspokajania popędu seksualnego. Zbiega się to z feministycznym atakiem na patriarchat. W efekcie, miliony młodych mężczyzn-inceli siedzą - samotnie - wpatrzone w smartfony, wręcz zahipnotyzowane. Regularny kontakt z pornografią ma ok. 47% mężczyzn. Sam Pornhub notuje ponad 100 milionów wizyt dziennie. Ten sterylny świat seksu 24/7 stwarza na naszych oczach "nowego człowieka", który skazuje się na wymarcie. Po prostu się nie rozmnoży. Bo po co mu potomstwo? Po co mu nawet seks z realną kobietą? W konsekwencji, po co mu patriarchat?
Czy i kto tego człowieka zastąpi? Ludzie z Chin? Indii? Afryki? Smartfony nie dyskryminują i w równym stopniu zniewalają wszystkich.
Komentarze
Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją






