Szukaj
Konto

[recenzja] Czy da się uciec od popularności i pić kawę w "Café Belga"?

24.08.2018 17:22
[recenzja] Czy da się uciec od popularności i pić kawę w "Café Belga"?
Źródło: Materiały prasowe
Komentarzy: 0
To nie będzie zwykła recenzja. Nie będę rozpływał się nad popularnością Taco, bo to jest oczywista oczywistość. Nie porównam poprzednich dokonań Filipa, a chociaż powinienem. Nie pójdę śladami mojego doświadczonego kolegi z branży –piszącego dłużej o muzyce niż ja żyję – który wytknął raperowi, że spotyka się z córką Kingi Rusin i Tomasza Lisa. Skupię się wyłącznie na „Café Belga”, bo chyba o to w tym wszystkim chodzi. Muzyka ponad wszystko. Jedziemy
"Cafe Belga" muzycznie jest bardzo spójna. Bity nie przeszkadzają i nie dominują nad wersami Filipa. Ukłony dla Rumaka I Borucci, którzy z każdym kawałkiem na płycie udowadniają, że mniej znaczy więcej. Mamy cytaty z filmów przeplatane wywiadem z Taco, który nie udziela wywiadów. Takie detale potrafią zrobić różnicę w produkcji i na "Café Belga" robią.

Czym jest Café Belga? Kawiarnią? Na pewno. Ale nie tylko. Miejscem w którym raper może uciec od popularności. Taco porusza wiele wątków mówiących o samotności oraz od ucieczki od sławy i blasku fleszy. Jeżeli to nie jest na niby - jak Filip rapuje w jednym z utworów na "Café Belga" -to Taco chciałby znowu jeździć komunikacją miejską. Jakby już wrócił do ZTM, to mógłby być świadkiem wielu sytuacji, które mógłby opisać na kolejnych krążkach.

Filip podkreśla, że sukces potrafi przytłoczyć i skutkuje różnymi koszmarami. Okazuje się, że nie dla każdego sława. Pieniądze, popularność z dodatkowym bólem głowy. Chcecie?

Przekaz Taco nie trafi do każdego. Raper jest artystą wielkomiejskim. Mieszkańcy małych miast i wsi raczej nie kupią płyty Hemingwaya.
W kawałku "Wszystko na niby" obala stereotypy związane z branżą. Wielu słuchaczy zachwyca się raperami z USA, nie wiedząc o tym, że nad jednym kawałkiem artysty ze Stanów potrafi pracować kilkanaście osób, w tym kilku ghostwirterów. Taco zaznacza, żeby nie brać za pewnika tekstów raperów znad Wisły.

Na krążku znajdziemy też kilka chwytliwych kawałków, które spodobają się nie tylko fanom rapu. Może warto, żeby wokaliści pop zwracali się do Filipa z prośbą o napisanie słów. Byłaby to obopólna korzyść.

Ciekawym smaczkiem na płycie jest anglojęzyczny utwór "4 AM in Girona". Taco udowadnia, że z angielskim równie dobrze radzi sobie jak z polskim. Może wróci do korzeni i znowu nagra płytę anglojęzyczną, która nie tylko będzie grała w Café Belga.

Bartosz Boruciak
Komentarzy: 0
Data publikacji: 24.08.2018 17:22