Szukaj
Konto

Można deptać Sorosa. Nie jest wykluczone, że Trump ma do Polski jakiś interes

21.07.2017 15:00
T. Gutry
Źródło: Tygodnik Solidarność
Komentarzy: 0
Media amerykańskie pokazywały i komentowały od rana do wieczora wystąpienie publiczne prezydenta USA na Placu Krasińskich w Warszawie, w pełnym świetle pogodnego, letniego dnia. Kamery również utrwaliły gorący aplauz tłumnie zgromadzonych słuchaczy. Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że przed przylotem do Warszawy prezydent USA studiował pielgrzymki papieża Jana Pawła II pod względem PR.

Halina Kaczmarczyk

W czasie pobytu prezydenta USA w Warszawie, amerykański prawicowy Fox News Channel promował Polskę niemal w euforycznym nastroju, a CNN cedziła jadowite komentarze. Zresztą, można się było tego spodziewać. Polski dzień Nie trzeba zaraz uważać, że prezydent Trump ozłoci kraj nad Wisłą, nagrodzi krzywdy polityczne, pogłaszcze i obieca, że teraz będzie zupełnie inaczej. Nie o to chodzi, choć taką postawę wmawia się zwolennikom prezydenta USA. Jednak nawet najwięksi sceptycy nie są w stanie zmienić tego, że przez kilkanaście godzin media światowe należały do Polski i przykro przypominać, że katastrofa smoleńska dostała jakieś 5 minut na antenie CNN i może kilka minut w komentarzach dnia.

Nie książęcy Obama wzbudził zachwyt Polaków - i chyba mu nawet na tym nie zależało, ale Trump, niekonwencjonalny prezydent, który mówił do rzeczy o naszej trudnej historii. Jest w związku z tym niewykluczone, że ma do Polski jakiś interes. Trzeba dopilnować, aby załatwił go z nami, a nie, jak to zwykle odbywa się w polityce światowej - ponad nami. Jeśli wykorzystamy szansę, może uda nam się w końcu zaistnieć jako polityczny podmiot, a nie jako przedmiot przesuwany w zależności od widzimisię sąsiadów. Hamburg Z Polski, gdzie podobno trwa stan zagrożenia praworządności, a ludzie wiwatowali na cześć Donalda Trumpa, nasz gość udał się do Hamburga na spotkanie G20 i został powitany przez kwitnącą demokrację unijną spowitą w dymy wznieconych przez buntowników pożarów. Po ulicach niemieckiego miasta portowego snuł się również zapach gazów łzawiących, wymieszanych z żrącym swądem palonych opon. "Welcome to Hell" (Witamy w piekle) brzmiało powitanie obywateli UE i przedstawicieli 20 największych gospodarek świata. Czy Bruksela nie powinna się zmartwić jakością demokracji we wzorcowych Niemczech?

Cały artykuł w najnowszym numerze "TS" (29/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 21.07.2017 15:00