Szukaj
Konto

Marcin Bąk: Załamanie morale

Marcin Bąk: Załamanie morale
Źródło: PAP | Autor: Marcin Obara | Licencja: Archiwum fotoPAP | Premier Donald Tusk
Nawet najsilniejsza armia broni swoich pozycji lub atakuje przeciwnika, tylko wtedy gdy posiada odpowiedni poziom morale. Moment załamania działa paraliżującą. To samo dotyczy walki politycznej. Jaka odległość dzieli Koalicję Trzynastego Grudnia od momentu załamania – trudno powiedzieć, ale zbliżamy się doń z każdym dniem.

Wybitny pruski generał i teoretyk wojskowości, Carl von Clausewitz, przywiązywał ogromną wagę do kwestii wysokiego morale armii. Rozumiał on pod tym pojęciem trochę co innego, niż przyjęło się rozumieć w Polsce. Dla nas morale jest wynikiem wewnętrznych cnót żołnierza, wypływa z tego jak został ukształtowany i czy zdolny jest do poświęcenia na polu bitwy. Pruski geniusz myśli wojennej postrzegał morale jako czynnik występujący w doskonale zorganizowanej, hierarchicznej strukturze – państwie czy armii. Organizacja posiada wysokie morale, gdy każdy z jej elementów skutecznie wykonuje powierzone mu zadania, nieważne czy będzie to prowadzenie do ataku szwadronu huzarów, gotowanie gulaszu czy grabienie liści. Nad tym wszystkim ma czuwać geniusz wodza. Dla Clausewitza jednym z najważniejszych celów podczas prowadzenia wojny było doprowadzenie przeciwnika do załamania jego morale. Warto przy tym pamiętać, że generał ten traktował politykę i wojnę w sposób jednakowy, wojna to kontynuacja polityki, tylko prowadzoną innymi środkami.

W demokracji jak na wojnie

Jest wiele podobieństw między wojną a polityką, szczególnie w ustroju zwanym demokracją przedstawicielską. Właściwie cały czas trwają działania wrogie, wymierzone w politycznego przeciwnika, w osłabianie jego szeregów, granie na odwrócenie sojuszy i skłócenie wewnętrzne. Rola silnego przywódcy dostrzegalna jest gołym okiem. Zgodnie z koncepcją Carla von Clausewitza kwestia morale odgrywa w tych zmaganiach niebagatelną rolę. Czy przywódca jest prawdziwym liderem czy tylko marionetką? Czy ufają mu działacze niższego szczebla, czy są w stanie wykonywać sprawnie i z zaangażowaniem polecenia? Czy w końcu wyborcy, czyli ta armia szeregowych w demokratycznej batalii, rozumie komunikaty i z poświeceniem angażuje się w najważniejsze starcia, jakimi są wybory?

W walce demokratycznej można od czasu do czasu zaobserwować sytuacje, gdy dochodzi do załamania morale. Niby wszystko jeszcze jest przed nami, wybory jeszcze się nie rozstrzygnęły, jest szansa na pozyskanie jakiś nowych głosów, przeciągnięcie ich do swego obozu ale jedna strona wyścigu wyborczego traci wiarę do samej siebie. Dość dobrze pamiętam to zjawisko z czasów rządu AWS, gdy w połowie mniej więcej kadencji sejmu koalicja rządząca wtedy Polską zaczęła wyraźnie, w oczach tracić wiarę co do swoich możliwości. Ten proces, początkowo prawie niedostrzegalny, zaczął nabierać rozpędu i nie tylko kosztował AWS utratę władzy ale doprowadził do zniknięcia w niebycie tej formacji politycznej. W bliższych nam czasach wyścig wyborczy do fotela prezydenckiego w roku 2025 również miał taką fazę, w której dało się dostrzec moment załamania morale. W moim odczuciu doszło do tego w wyniku pamiętnej debaty w Końskich, która miała mieć zupełnie inny przebieg. Sztab wyborczy Rafała Trzaskowskiego zlekceważył początkowo mało znanego kandydata prawicowego Karola Nawrockiego, któremu pierwsze sondaże dawały niewielki poparcie i zabierał się do pracy z energią rozleniwionych kotów. Potem, gdy poparcie dla kandydata prawicy zaczęło piąć się w górę, wśród współpracowników prezydenta Warszawy pojawiły się nerwowe ruchy. Nadal jednak można było dostrzec pewien rozpisany na kolejne posunięcia plan działania, w którym każdy kolejny krok miał swój czas – i kawalerka i kwestie Grand Hotelu i zmasowany atak medialny. Wszystko to uległo wykolejeniu podczas debaty w Końskich, sporo namieszała moja macierzysta stacja, Telewizja Republika, która organizując własną debatę, rozbiła plan sztabowców Rafała Trzaskowskiego. I wtedy moim zdaniem doszło do załamania morale. Tłustym kotom, przygotowanym na wygodny spacerek do pałacu prezydenckiego, ktoś pomieszał szyki. Działania przygotowane na drugą turę wyborów zostały na łeb, na szyję odpalone jeszcze przed pierwszą. Tak bowiem zachowują się ludzie w panice a nie ludzie idący po zwycięstwo. Załamaniu morale poddał się ostatecznie sam premier Donald Tusk i wykonał kuriozalny ruch z Postacią Znaną w Telewizji Polsat. Potem, w towarzystwie okrzyków „Gosia, Gosia!” chyłkiem opuścił wieczór wyborczy. 

 

Czy to już teraz?

To co dzieje się od miesięcy z Koalicją Trzynastego Grudnia zmierza być może z nieubłaganą konsekwencją do tego punktu, w którym nastąpi załamanie morale. Żadna ze spraw, jakie wydarzyły się do tej pory nie zatopiła pojedynczo tego rządu i żadna nie ma takiej mocy ale milion gwoździ wbijanych w milion desek daje rezultaty po czasie. Przedterminowe wybory na prezydenta Krakowa i fatalny wynik kandydatki Koalicji Obywatelskiej, Moniki Piątkowskiej,  mogą być kolejnym symptomem załamującego się morale w tym ugrupowaniu. Seria groteskowych działań podjętych przez premiera, z próbą wywołania paniki i ogłaszaniem próby zamachu na siebie zdaje się pasować do tej układanki. Na razie również działania wokół Trybunału Konstytucyjnego wyglądają jak szamotanie się a nie spójny plan. Jak jest w istocie – tego nie wiem, wiem jednak, że nadchodzące miesiące, pogarszająca się sytuacja finansowa państwa, poczucie zawodu u części elektoratu, nie będą wpływać budująco na morale Koalicji Trzynastego Grudnia.   

Komentarzy: 0
Data publikacji: 17.10.2026 21:29
Źródło: tysol.pl