Hanna Lis nazwała dziennikarza „bandytą”. Teraz będzie musiała przeprosić

Sprawa dotyczyła wpisu, jaki żona redaktora naczelnego "Newsweeka" opublikowała w mediach społecznościowych. Nazwała ówczesnego dziennikarza "Gazety Polskiej" i "Gazety Polskiej Codziennie" "bandytą" i "specem od brudnej roboty". Maciej Marosz pozwał wtedy Hannę Lis za naruszenie dóbr osobistych.
Początkowo proces toczył się przed Sądem Okręgowym w Warszawie, który w pierwszym wyroku orzekł, że dziennikarz "Gazety Polskiej" ma rację. Decyzją sądu Hanna Lis miała przeprosić dziennikarza. Oddalono jednak roszczenia finansowe. Od tego rozstrzygnięcia obie strony sporu złożyły apelację.
Dziś, jak informuje serwis Niezalezna.pl, w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie zapadł prawomocny wyrok, który jest korzystny dla Macieja Marosza. Adwokat dziennikarza w rozmowie z portalem przekazał, że Sąd oddalił apelację Hanny Lis, a uznał apelację strony powodowej, czyli dziennikarza. - Marosz domagał się 10 tys. zł zadośćuczynienia. Przyznano 5 tys. zł - przekazał.
- Sąd przyjął, że w ramach odpowiedzialności za słowa musi być przyznane zadośćuczynienie choćby w symbolicznym wymiarze - zaznaczył.
Hanna Lis jest zobowiązana do zamieszczenia przeprosin Marosza na swoim profilu na Twitterze. Wpis ma być widoczny przez siedem dni.

Nowak załatwiał deweloperom pozytywne decyzje w gdańskim urzędzie? "GPC" o nowym wątku w sprawie
Hanna Lis porównuje działania PiS do rządów Hitlera. „Zostanie Ministerstwo Propagandy”
"Jest duże prawdopodobieństwo, że nie dożyją." Niesmaczny żart Hanny Lis
"W szoku jestem". Hanna Lis tłumaczy Gduli na czym polegało "wyzwolenie" Warszawy





