[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Nowy Rok, wielkie mi mecyje
03.01.2019 21:06
![[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Nowy Rok, wielkie mi mecyje](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/efc7683b-5c8d-4d47-9986-e9bf08a0ca6a/27777.jpg?p=article_hero_mobile)
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Jakoś nigdy nie byłem zwolennikiem balów. Moje wrodzone prostactwo sprawia, że w bankietowych klimatach nigdy nie mogłem się odnaleźć. Byłem owszem na kilku, najczęściej po to, żeby zadośćuczynić potrzebom tej czy innej kobiety, jednak jedyne bale, przy okazji których się dobrze bawiłem, to chyba bale, które organizowaliśmy z kolegami w knajpie studenckiej białostockiej polibudy „Gwint”. A znacznie lepiej bawiłem się przy organizacji niż przy późniejszym balowaniu.
I wcale nie tylko dlatego, że nie umiem tańczyć. A nie umiem. To znaczy po to, żeby nawiązywać kontakty z płcią piękną, nauczyłem się przestępować z nogi na nogę, markując tzw. tańce wolne, wszystko jednak ponad to wydaje mi się od zawsze czarną magią. Nigdy nie potrafiłem pojąć, jak ludzie zmuszają kilka kończyn jednocześnie, żeby drgały z jakimś sensem - mnie się to zdecydowanie nie udaje.
Również dlatego, że na takim balu czuję się zmuszony do tego, żeby się dobrze bawić, ponieważ najczęściej albo trzeba za taki bal zapłacić, albo włożyć w niego tyle różnego rodzaju wysiłków, że źle się bawić po prostu się nie opłaca. No i tak, pomimo tego, że wydaje mi się, że dobrze się bawić potrafię, to jednak nie wtedy, kiedy czuję się do tego zobowiązany. Tak czy siak zwykle klops.
Oczywiście bale noworoczne nie są tu żadnym wyjątkiem, a wręcz sztandarowym przykładem. Marynarka nie pasuje, bo żadne marynarki na mnie nie pasują, krawat źle dobrany, bo nie umiem dobrać krawata. No i ta presja, żeby tańczyć, tak jakby nie można było posiedzieć i pogadać. A w najlepszym razie pośpiewać. A nie można, bo zwykle jest głośno.
Dlatego cieszę się, że Sylwestra mogłem spędzić z Rodziną. Tą bliższą i tą dalszą. Zdecydowanie zbyt mało mamy okazji, żeby spędzić ze sobą czas. Presji żadnych nie ma, można pogadać, co najwyżej dzieciaki zaczną marudzić po 22.00, ale potem pójdą spać i znów można gadać, nie przejmując się krawatami i garniturami. Jeść, byczyć się, cieszyć się sobą. I wystarczy.
Bo uczciwie Wam przyznam, nigdy do końca nie rozumiałem tej całej afery z Nowym Rokiem. No nowy rok, nowy kalendarz. Tak się wszyscy cieszą, że nowe lata, kolejne urodziny i tak dalej, tak się nie mogą doczekać, że potem są zdziwieni, że już są starzy. Nowy Rok. Jeszcze takich może ze trzydzieści, trzydzieści urodzin, trzydzieści imienin, z piętnaście par nowych butów (o ile będą dobrej jakości), z piętnaście nowych telefonów od operatora telefonii komórkowej, z siedem cykli wyborczych, siedem mundiali. Jeszcze tam czegoś. I finito.
Oczywiście fajnie jest podjąć kolejne zobowiązania, obiecać sobie to i tamto, nawet przez jakiś czas wierzyć w to, że się ich dotrzyma, fajnie jest obserwować, jak rozwijają się dzieci, fajnie jest mieć pretekst, żeby się spotkać, pogadać, ale z tym fetowaniem upływu czasu to bym nie przesadzał.
Cezary Krysztopa
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (01/2019) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
Również dlatego, że na takim balu czuję się zmuszony do tego, żeby się dobrze bawić, ponieważ najczęściej albo trzeba za taki bal zapłacić, albo włożyć w niego tyle różnego rodzaju wysiłków, że źle się bawić po prostu się nie opłaca. No i tak, pomimo tego, że wydaje mi się, że dobrze się bawić potrafię, to jednak nie wtedy, kiedy czuję się do tego zobowiązany. Tak czy siak zwykle klops.
Oczywiście bale noworoczne nie są tu żadnym wyjątkiem, a wręcz sztandarowym przykładem. Marynarka nie pasuje, bo żadne marynarki na mnie nie pasują, krawat źle dobrany, bo nie umiem dobrać krawata. No i ta presja, żeby tańczyć, tak jakby nie można było posiedzieć i pogadać. A w najlepszym razie pośpiewać. A nie można, bo zwykle jest głośno.
Dlatego cieszę się, że Sylwestra mogłem spędzić z Rodziną. Tą bliższą i tą dalszą. Zdecydowanie zbyt mało mamy okazji, żeby spędzić ze sobą czas. Presji żadnych nie ma, można pogadać, co najwyżej dzieciaki zaczną marudzić po 22.00, ale potem pójdą spać i znów można gadać, nie przejmując się krawatami i garniturami. Jeść, byczyć się, cieszyć się sobą. I wystarczy.
Bo uczciwie Wam przyznam, nigdy do końca nie rozumiałem tej całej afery z Nowym Rokiem. No nowy rok, nowy kalendarz. Tak się wszyscy cieszą, że nowe lata, kolejne urodziny i tak dalej, tak się nie mogą doczekać, że potem są zdziwieni, że już są starzy. Nowy Rok. Jeszcze takich może ze trzydzieści, trzydzieści urodzin, trzydzieści imienin, z piętnaście par nowych butów (o ile będą dobrej jakości), z piętnaście nowych telefonów od operatora telefonii komórkowej, z siedem cykli wyborczych, siedem mundiali. Jeszcze tam czegoś. I finito.
Oczywiście fajnie jest podjąć kolejne zobowiązania, obiecać sobie to i tamto, nawet przez jakiś czas wierzyć w to, że się ich dotrzyma, fajnie jest obserwować, jak rozwijają się dzieci, fajnie jest mieć pretekst, żeby się spotkać, pogadać, ale z tym fetowaniem upływu czasu to bym nie przesadzał.
Cezary Krysztopa
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (01/2019) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 03.01.2019 21:06
Idziemy PO was oszuści! - nowy numer "Tygodnika Solidarność"
09.03.2026 19:00

Komentarzy: 0
Mobilizacja środowisk społecznych i patriotycznych wokół Solidarności, spór o przyszłość Polski oraz konsekwencje decyzji obecnej władzy – to główne tematy najnowszego numeru „Tygodnika Solidarność” nr 10/2026. Wydanie koncentruje się na spotkaniu w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej, gdzie przedstawiciele wielu organizacji społecznych dyskutowali o wyzwaniach stojących dziś przed państwem i społeczeństwem.
Czytaj więcej
Dobry ETS to martwy ETS. Najnowszy numer "Tygodnika Solidarność"
02.03.2026 19:00
Michał Ossowski: Dziękuję za wspólną drogę z "Tygodnikiem Solidarność"
25.02.2026 15:35

Komentarzy: 0
Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy i Przyjaciele „Tygodnika Solidarność”,
są takie momenty w życiu człowieka, kiedy warto na chwilę zatrzymać się w biegu codzienności i spojrzeć na drogę, którą przeszło się razem z innymi. Dla mnie takim momentem jest ten tekst. Szczególny także dlatego, że w tym roku „Tygodnik Solidarność” obchodzi swoje 45-lecie. To piękny jubileusz pisma, które od samego początku było czymś więcej niż tylko gazetą: było głosem wolności, ludzi pracy, godności i wspólnoty. I dziś, po tylu latach, widać wyraźnie, że ta tradycja nie jest zamkniętym rozdziałem, lecz zobowiązaniem, by solidarnościowe media dalej się rozwijały i odpowiadały na wyzwania współczesności.
Czytaj więcej
Rafał Woś nowym redaktorem naczelnym „Tygodnika Solidarność”
25.02.2026 15:05
Prawie milion bezrobotnych! „Tygodnik Solidarność” o fali zwolnień i polityce bierności rządu
23.02.2026 19:01

Komentarzy: 0
Rząd Donalda Tuska ogłosił rok 2026 „rokiem przyspieszenia”, jednak najnowsze dane gospodarcze pokazują, że jedyne, co gwałtownie przyspiesza, to wzrost bezrobocia. Liczba Polaków bez pracy niebezpiecznie zbliża się do miliona, a fala zwolnień grupowych przetacza się przez kolejne branże. Najnowszy „Tygodnik Solidarność” (08/2026) szczegółowo analizuje przyczyny tego alarmującego zjawiska, wskazując na bierność rządu i destrukcyjne skutki unijnej polityki klimatycznej.
Czytaj więcej

