Szukaj
Konto

Dramat w Szpitalu Południowym. Ciężarna z krwotokiem czekała 3 godziny na SOR

korytarz szpitalny
Źródło: pexels | Autor: Serena Koi | Licencja: pexels | szpital zdj. ilustr.
Ponad 40 szwów, 17-centymetrowa blizna i około trzech litrów utraconej krwi - tak zakończył się dla ciężarnej pobyt w Szpitalu Południowym w Warszawie, który opisuje Onet. Kobieta trafiła na SOR w 22. tygodniu ciąży, jednak na badanie przez ginekologa czekała ponad trzy godziny. Jej córki Michalinki, mimo dwugodzinnej reanimacji, nie udało się uratować.
Co musisz wiedzieć:
  • Ciężarna trafiła na SOR o godz. 14:23.
  • Ginekolog pojawił się dopiero o godz. 17:45.
  • Córka kobiety Michalinka zmarła.

Ponad trzy godziny oczekiwania na ginekologa

Jak podaje Onet, do zdarzenia doszło 21 czerwca, tuż po wybuchu afery związanej z koordynatorem SOR Szpitala Południowego Dawidem Kacprzykiem.

Kobieta, będąca w 22. tygodniu ciąży, wezwała karetkę i o godz. 14:23 trafiła na SOR Szpitala Południowego w Warszawie. Miała zostać zapewniona, że ginekolog zbada ją niezwłocznie. Według relacji Onetu lekarka pojawiła się jednak dopiero o godz. 17:45, przynosząc przenośny aparat USG. Doszło do tego po ponownym telefonie pielęgniarki na oddział ginekologii.

"Czekałam z umierającym dzieckiem w brzuchu kompletnie sama. Gdy mówiłam, że boli mnie przeraźliwie, nikt nie reagował" - relacjonuje kobieta w rozmowie z Onetem. Jak opisuje, mniej więcej co pół godziny przywoływała gestem kogoś z personelu i pytała o lekarza. Miała wówczas słyszeć, że personel czeka na wyniki badań krwi.

 

Stan pacjentki opisano jako "dobry"

Kobiecie nie podłączono KTG ani nie wykonano USG. Jak podaje Onet, w dokumentacji medycznej SOR-u jej stan został określony jako "dobry". Później okazało się, że pacjentka miała krwotok wewnętrzny. Z powodu krwi zbierającej się w otrzewnej nie była w stanie samodzielnie dojść do gabinetu USG.

Kobieta straciła około trzech litrów krwi, a w jej jamie otrzewnej zebrało się ponad dwa litry. Operacja ratująca jej życie zakończyła się założeniem ponad 40 szwów. Pozostała po niej 17-centymetrowa blizna.

 

Podejrzenie pęknięcia macicy. Zapadła decyzja o operacji

Ginekolog podczas badania USG stwierdził niskie tętno płodu - 90 zamiast prawidłowych około 140-150 - oraz obecność krwi w brzuchu pacjentki. Podejrzewał pęknięcie macicy. Decyzja o konieczności natychmiastowej operacji zapadła błyskawicznie. Wezwany chirurg potwierdził diagnozę i zlecił przeprowadzenie pilnego zabiegu.

"Gdzie byliście przez te trzy godziny?" - zapytała kobieta personel, gdy wokół niej rozpoczęły się przygotowania do ratowania jej życia. Jak relacjonuje, nie otrzymała odpowiedzi.

 

Dwugodzinna walka o życie Michalinki

Córkę pacjentki, Michalinkę, wyciągnięto z worka owodniowego, który przez pęknięcie macicy przemieścił się do jamy otrzewnej. Zespół reanimacyjny przez dwie godziny walczył o życie dziewczynki. Dziecko raz podjęło samodzielną próbę oddychania, jednak otrzymało 0 punktów w skali Apgar. Dziewczynka była niedotleniona i sina. Nie przeżyła.

 

Kobieta zapowiada skargę

Pacjentka zamierza złożyć skargę do Rzecznika Praw Pacjenta. Konsultuje również możliwość zgłoszenia sprawy do prokuratury. "Mam niezgodę na to, jak traktowane są kobiety ciężarne w szpitalach" - podkreśla kobieta.

W przedstawionym materiale nie podano stanowiska Szpitala Południowego w tej sprawie.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 17.09.2026 11:34
Źródło: onet