Szukaj
Konto

Dostają alerty RCB, ale nie wiedzą, co robić. „Nie mamy tu żadnych schronów”

alert rcb telefon, tablice z nazwami województw
Źródło: chat GPT | Autor: chat GPT | Licencja: chat GPT | Alert RCB zdj. ilustr.
Alerty RCB dotyczące zagrożenia z powietrza stały się częścią codzienności mieszkańców wschodniej Lubelszczyzny. Jak wynika z ustaleń Zero.pl, problemem nie jest jednak tylko samo zagrożenie. Mieszkańcy zwracają uwagę, że po otrzymaniu ostrzeżenia nie wiedzą, gdzie powinni się udać i jak konkretnie się zachować.
Co musisz wiedzieć:
  • Zero.pl rozmawiało z mieszkańcami wschodniej Lubelszczyzny.
  • Rozmówcy wskazują na brak schronów i jasnych informacji.
  • Częste alerty RCB mają wywoływać coraz większą irytację.

„Absolutnie nie wiemy, co robić”

Zero.pl opisuje sytuację mieszkańców wschodniej Lubelszczyzny, którzy regularnie otrzymują alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa dotyczące zagrożenia z powietrza. Z relacji rozmówców portalu wynika, że ostrzeżeniom towarzyszy przede wszystkim pytanie: co właściwie zrobić po otrzymaniu takiej wiadomości?

– Absolutnie nie wiemy co robić – przyznał w rozmowie z Zero.pl przedsiębiorca ze wschodniej Lubelszczyzny. Mężczyzna prowadzi sklep w niewielkiej miejscowości na granicy województw lubelskiego i podkarpackiego. Jak tłumaczył, podobne wątpliwości mają jego sąsiedzi i znajomi.

– Tak samo jak rozmawiam ze znajomymi, z sąsiadami, no nikt po prostu nic nie wie, nie mamy tu żadnych schronów. Wiemy jedynie, żeby po prostu odejść od okien, jeśli ewentualnie jakaś sytuacja się wydarzy – powiedział rozmówca portalu. Jak dodał, „kto ma piwnicę, to się schowa do piwnicy”.

 

Alert przychodzi. „Nie ma jasnej, klarownej informacji”

Rozmówca Zero.pl zwrócił uwagę również na sposób informowania mieszkańców o zagrożeniu. Jego zdaniem same ostrzeżenia nie rozwiązują problemu, ponieważ ludzie nadal nie wiedzą, jak powinni zareagować. – Przyszedł straszak, były syreny i to w sumie tyle. Równie dobrze mogłoby tego nie być i przynajmniej ludzie nie budziliby się o 5 rano z szokiem – ocenił przedsiębiorca w rozmowie z Zero.pl.

Jak podkreślił, brakuje również przygotowania mieszkańców na takie sytuacje: – Nie wiadomo, co robić, nie ma jasnej, klarownej informacji i nie jesteśmy przygotowani, nie ma żadnych szkoleń itd. Przychodzi taki SMS, to po prostu ludzie się bardziej boją, a i tak nie mamy się gdzie schować, bo nie ma schronów – powiedział.

 

„Bardziej są wkurzeni, niż się boją”

Regularnie pojawiające się ostrzeżenia mają wpływać także na podejście mieszkańców do kolejnych komunikatów. Według rozmówcy Zero.pl okoliczni mieszkańcy „chyba bardziej są wkurzeni, niż się boją”. – Niektórzy ludzie już sobie blokują te alerty, bo po co mają przychodzić – dodał.

Mężczyzna przekonywał również, że zagrożenie dronami zaczyna być w okolicy traktowane jak element codzienności.

 

„Nas państwo nie uchroni”

Podobne odczucia przedstawił Zero.pl właściciel sklepu w niewielkiej miejscowości na granicy Lubelszczyzny i Podkarpacia. – Nas państwo nie uchroni – ocenił rozmówca portalu.

Największym problemem pozostaje według niego brak miejsca, do którego można byłoby udać się w razie rzeczywistego niebezpieczeństwa. – Proszę pana, gdzie my mamy się schować, gdy nie mamy się gdzie schować? Ja na przykład nie mam, musiałbym do sąsiada uciekać, chociaż sąsiad mój też nie ma – powiedział w rozmowie z Zero.pl.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 15.09.2026 08:46
Źródło: zero.pl