Czy pod hasłem ochrony klimatu czekają nas kolejne podatki? „Europa ociepla się dwa razy szybciej”

- Europa ociepla się dwa razy szybciej niż średnia światowa. Ursula von der Leyen zapowiedziała nową unijną strategię odporności klimatycznej, która ma przygotować państwa UE na powodzie, susze, pożary i ekstremalne temperatury. Szacowany koszt niezbędnych inwestycji wynosi około 70 miliardów euro rocznie.
- Komisja Europejska proponuje nowe źródła dochodów – nawet 58,2 miliarda euro rocznie. Wśród propozycji znajdują się wpływy z ETS i CBAM, składki związane z niezbieranymi elektroodpadami, akcyzą tytoniową oraz obciążenia dużych przedsiębiorstw. Propozycje te nie oznaczają jednak automatycznego wprowadzenia nowych podatków dla obywateli.
- Koszty unijnej polityki klimatycznej mogą wpłynąć na portfele Polaków. Rozszerzanie systemów opłat za emisję CO₂ oraz nowe wymagania inwestycyjne mogą zwiększać ceny ogrzewania, paliw, produktów i usług. Sama nowa strategia nie wprowadza dodatkowego podatku klimatycznego, ale nadal nie rozstrzygnięto, kto i w jakim stopniu sfinansuje planowane inwestycje.
Europa ociepla się w tempie dwukrotnie szybszym niż średnia światowa. Aby stać się naprawdę odpornym na zmiany klimatyczne, musimy dostosowywać się i uczyć w trakcie. Nasza Europejska Rama Odporności na Zmiany Klimatyczne pomoże nam przewidywać, przygotować się i zarządzać ryzykiem klimatycznym poprzez włączenie odporności klimatycznej do polityk w całej Unii, wspieranie inwestycji, innowacji i długoterminowego wzrostu
- napisała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen na platformie X.
Brzmi jak kolejny program mający zapewnić bezpieczeństwo obywatelom. Problem polega na tym, że za ambitnymi deklaracjami stoją konkretne koszty, a Unia Europejska dysponuje już rozbudowanym systemem opłat związanych z emisją dwutlenku węgla.
Czy nowa strategia oznacza przygotowanie gruntu pod następne obciążenia finansowe?
Naukowy fakt czy polityczne uzasadnienie?
Stwierdzenie von der Leyen o szybszym ocieplaniu się Europy ma podstawy naukowe.
Dane europejskiego programu Copernicus oraz Światowej Organizacji Meteorologicznej wskazują, że od lat 80. XX wieku Europa ociepla się mniej więcej dwa razy szybciej niż wynosi średnia globalna.
Wynika to między innymi z faktu, że lądy nagrzewają się szybciej niż oceany, a północna część kontynentu pozostaje pod wpływem szczególnie szybkiego ocieplania Arktyki.
Jednak naukowe potwierdzenie zmian klimatycznych nie oznacza automatycznie, że każda proponowana w Brukseli regulacja jest skuteczna, sprawiedliwa i ekonomicznie uzasadniona.
To dwa odrębne zagadnienia, które w debacie publicznej bywają ze sobą łączone.
70 miliardów euro rocznie. Kto za to zapłaci?
Według szacunków przywoływanych przez Komisję Europejską przystosowanie europejskiej infrastruktury i gospodarki do skutków zmian klimatycznych może wymagać inwestycji na poziomie około 70 miliardów euro rocznie. Środki te miałyby służyć między innymi ograniczaniu skutków powodzi, susz, pożarów oraz ekstremalnych temperatur.
Komisja argumentuje, że odpowiednio zaplanowane inwestycje mogą zmniejszyć przyszłe straty gospodarcze wynikające z ekstremalnych zjawisk pogodowych. Kluczowe pozostaje jednak pytanie, z jakich źródeł będą finansowane te działania i jaka część kosztów przypadnie państwom członkowskim, przedsiębiorstwom oraz obywatelom.
Równolegle Komisja Europejska zaproponowała reformę systemu dochodów własnych UE. W projekcie COM(2025) 574 z 16 lipca 2025 r. przedstawiono rozwiązania mające wspierać finansowanie szerszych priorytetów budżetowych Unii. Cały pakiet zmian ma według przedstawionych szacunków zapewnić około 58,2 mld euro dodatkowych wpływów rocznie.
Nie oznacza to jednak, że kwota ta została przeznaczona na realizację nowej strategii odporności klimatycznej. Propozycje budżetowe obejmują szersze potrzeby finansowe UE, a dokładny podział kosztów inwestycji adaptacyjnych wymaga dalszych ustaleń.
Czy Polacy zapłacą nowy podatek klimatyczny?
Sama zapowiedziana strategia odporności klimatycznej nie wprowadza nowego podatku dla polskich obywateli. Dotyczy przede wszystkim przygotowania państw, infrastruktury i gospodarki na skutki zmian klimatycznych.
Nie oznacza to jednak, że realizacja unijnych celów pozostanie bez kosztów. Inwestycje adaptacyjne będą wymagały finansowania, a niektóre istniejące lub planowane mechanizmy unijne mogą pośrednio wpływać na wydatki gospodarstw domowych.
Przykładem jest ETS2, który obejmuje emisje związane z paliwami wykorzystywanymi w budynkach i transporcie drogowym. Koszty ponoszone przez dostawców paliw mogą zostać częściowo uwzględnione w cenach płaconych przez konsumentów.
Trzeba jednak odróżnić ETS2 od nowej strategii odporności klimatycznej. Są to odrębne inicjatywy, mające inne cele i podstawy regulacyjne.
Ostateczny wpływ unijnych rozwiązań na portfele Polaków będzie zależał od przyjętych przepisów, cen uprawnień do emisji, sytuacji rynkowej i mechanizmów osłonowych. Nie ma obecnie podstaw do podania jednej wiarygodnej kwoty, którą każde polskie gospodarstwo domowe miałoby zapłacić w związku z nową strategią.
Europejczycy już ponoszą koszty polityki klimatycznej
Nowa strategia pojawia się w momencie, gdy Unia Europejska rozwija istniejące mechanizmy wyceny emisji CO₂.
Jednym z najważniejszych jest system ETS, który zobowiązuje objęte nim przedsiębiorstwa do rozliczania emisji gazów cieplarnianych poprzez zakup lub wykorzystanie odpowiednich uprawnień.
Według Komisji Europejskiej od 2013 roku system ETS wygenerował ponad 175 miliardów euro wpływów.
Pieniądze te trafiają przede wszystkim do budżetów państw członkowskich i służą finansowaniu działań związanych z transformacją energetyczną.
Jeszcze większe zainteresowanie obywateli budzi ETS2, czyli system obejmujący emisje związane z paliwami wykorzystywanymi w budynkach i transporcie drogowym.
W praktyce koszty zakupu uprawnień ponoszone przez dostawców paliw mogą zostać przeniesione na konsumentów.
Oznacza to ryzyko wzrostu kosztów ogrzewania oraz tankowania samochodów, choć ostateczna skala zależy od cen uprawnień, rynku paliw i zastosowanych mechanizmów osłonowych.
Równolegle funkcjonuje CBAM, czyli unijny mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO₂. Ma on ograniczać przenoszenie produkcji do państw o mniej rygorystycznych regulacjach klimatycznych, ale może również wpływać na koszty importowanych materiałów i produktów.
Formalnie nie wszystkie te instrumenty są podatkami. Z punktu widzenia przedsiębiorcy czy gospodarstwa domowego istotne jest jednak to, czy powodują dodatkowe wydatki.
Nowe ramy klimatyczne mogą wpłynąć na inwestycje, budownictwo i finanse publiczne
Przedstawiony przez Komisję Europejską projekt zakłada, że ryzyko klimatyczne ma być szerzej uwzględniane w planowaniu publicznym oraz decyzjach gospodarczych i inwestycyjnych.
Komisja proponuje między innymi wspólne podejście do oceny zagrożeń, określenie odpowiedzialności poszczególnych instytucji oraz przygotowywanie krajowych planów strategicznych.
W praktyce może to oznaczać, że przy planowaniu infrastruktury, budynków, sieci energetycznych czy inwestycji samorządowych coraz większe znaczenie będą miały prognozy dotyczące powodzi, susz i ekstremalnych temperatur.
Takie podejście może przynieść wymierne korzyści. Lepsze zabezpieczenie infrastruktury przed powodziami lub wysokimi temperaturami pozwala uniknąć kosztownych awarii i zniszczeń.
Z drugiej strony dostosowywanie inwestycji do dodatkowych wymagań może podnosić ich początkowe koszty.
Dla Polski oznacza to konieczność szczególnie uważnego analizowania wpływu nowych przepisów na budownictwo, przemysł, samorządy oraz finanse publiczne.
Ważne będzie także ustalenie, czy finansowanie inwestycji adaptacyjnych ma pochodzić z istniejących funduszy, budżetów krajowych, środków prywatnych, czy z nowych instrumentów finansowych.
KE planuje dodatkowe 58 miliardów euro rocznie
W kontekście nowej strategii klimatycznej Ursuli von der Leyen nie można pominąć istotnego faktu: Komisja Europejska już wcześniej przedstawiła konkretne propozycje nowych obciążeń finansowych, które mają zasilić unijny budżet.
16 lipca 2025 roku Komisja zaproponowała pięć nowych źródeł dochodów własnych UE na lata 2028–2034. Według oficjalnych szacunków, wraz ze zmianami dotychczasowych zasad finansowania, mają one przynieść około 58,2 miliarda euro dodatkowych wpływów rocznie.
To nie są spekulacje, lecz oficjalne propozycje legislacyjne Komisji Europejskiej, analizowane przez państwa członkowskie. Nie wszystkie zostały jednak przyjęte.
Za co Unia chce pobierać dodatkowe pieniądze?
Pierwszym źródłem mają być wpływy z systemu handlu emisjami ETS. Komisja proponuje przekazywanie części przychodów ze sprzedaży uprawnień do emisji CO₂ bezpośrednio do budżetu Unii. Szacowane wpływy wynoszą około 9,6 miliarda euro rocznie.
Drugim mechanizmem jest CBAM, nazywany potocznie granicznym podatkiem węglowym. Od 1 stycznia 2026 roku obowiązuje jego docelowy system, obejmujący określone towary importowane spoza UE. Importerzy objęci mechanizmem muszą rozliczać emisje związane z produkcją tych towarów i nabywać odpowiednie certyfikaty. Komisja proponuje, aby część wpływów zasilała budżet unijny. Szacowany dochód wynosi około 1,4 miliarda euro rocznie.
Trzecia propozycja dotyczy niezbieranych elektroodpadów. Państwa członkowskie miałyby wnosić składki obliczane na podstawie masy zużytego sprzętu elektronicznego, który nie trafia do odpowiednich systemów zbiórki. Komisja przewiduje z tego tytułu około 15 miliardów euro rocznie. Formalnie byłaby to składka państw, a nie bezpośredni podatek nakładany na każdego konsumenta.
Czwartym źródłem ma być nowy mechanizm dochodów oparty na akcyzie tytoniowej. Przewidywane wpływy do budżetu UE wynoszą około 11,2 miliarda euro rocznie. Niezależnie od tego Komisja zaproponowała podniesienie minimalnych stawek akcyzy na wyroby tytoniowe i objęcie nimi kolejnych produktów nikotynowych.
Piątym instrumentem jest CORE, czyli specjalna roczna składka od dużych przedsiębiorstw prowadzących działalność na rynku unijnym. Ma obejmować firmy osiągające co najmniej 100 milionów euro rocznego obrotu netto, z wyłączeniem małych i średnich przedsiębiorstw. Komisja szacuje wpływy na około 6,8 miliarda euro rocznie.
Skąd dodatkowe 14,2 miliarda euro?
Pięć nowych źródeł dochodów zaproponowanych przez Komisję Europejską ma przynieść łącznie około 44 miliardów euro rocznie. Tymczasem cały pakiet zmian w finansowaniu unijnego budżetu szacowany jest na 58,2 miliarda euro rocznie.
Różnica wynosząca 14,2 miliarda euro wiąże się z proponowaną reformą istniejących zasobów własnych UE. Komisja planuje między innymi ograniczenie części wpływów celnych zatrzymywanych przez państwa członkowskie z 25 do 10 procent, podwyższenie stawki naliczanej od niepoddanych recyklingowi odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych oraz likwidację określonych mechanizmów korekcyjnych zmniejszających składki niektórych państw.
Oznacza to, że kwota 58,2 miliarda euro obejmuje nie tylko pięć nowych instrumentów dochodowych, ale także zmiany w dotychczasowym sposobie finansowania Unii Europejskiej. Nie należy zatem przedstawiać całej tej sumy jako wpływów wyłącznie z pięciu nowych opłat i składek.
Kto ostatecznie poniesie koszty?
Komisja Europejska podkreśla, że proponowane źródła dochodów własnych nie oznaczają wprowadzenia bezpośrednich podatków unijnych dla obywateli. UE nie posiada bowiem ogólnego uprawnienia do samodzielnego nakładania podatków.
Nie oznacza to jednak, że proponowane rozwiązania pozostaną bez wpływu na portfele Europejczyków.
Koszty związane z emisjami CO₂, importem towarów czy dodatkowymi obciążeniami przedsiębiorstw mogą być częściowo przenoszone na ceny produktów i usług. Z kolei nowe składki płacone przez państwa członkowskie mogą zwiększać presję na ich budżety.
W przypadku Polski szczególne znaczenie mają koszty energii, ogrzewania, transportu i produkcji przemysłowej. Dodatkowe obciążenia w tych obszarach mogą wpływać na konkurencyjność przedsiębiorstw oraz wydatki gospodarstw domowych.
Czy nowe dochody UE sfinansują strategię klimatyczną?
W tym kontekście najnowsze zapowiedzi Ursuli von der Leyen nabierają dodatkowego znaczenia.
Komisja Europejska informuje, że przystosowanie europejskiej infrastruktury i gospodarki do zmian klimatycznych będzie wymagało inwestycji rzędu 70 miliardów euro rocznie. Jednocześnie instytucja ta proponuje rozbudowę systemu dochodów własnych, który ma zapewnić dziesiątki miliardów euro dodatkowych wpływów do unijnego budżetu.
Nie oznacza to, że nowe podatki i składki zostały zaprojektowane wyłącznie w celu finansowania Europejskich Ram Odporności Klimatycznej.
Komisja wskazuje również inne potrzeby budżetowe, w tym finansowanie wspólnych priorytetów i spłatę zadłużenia zaciągniętego w ramach NextGenerationEU.
Jednak z perspektywy obywateli zasadnicze pytanie pozostaje aktualne: ile będzie kosztować realizacja kolejnych unijnych strategii i jaka część tych kosztów zostanie ostatecznie przeniesiona na konsumentów, przedsiębiorców oraz podatników?
Bruksela przedstawia nowe rozwiązania jako sposób na zwiększenie bezpieczeństwa, konkurencyjności i odporności europejskiej gospodarki. Ich rzeczywiste skutki będą jednak zależeć od ostatecznego kształtu przepisów, sposobu finansowania oraz reakcji przedsiębiorstw i państw członkowskich.
Dlatego dyskusja o polityce klimatycznej nie powinna kończyć się na stwierdzeniu, że Europa ociepla się dwa razy szybciej niż średnia światowa.
Powinna obejmować również pełny rachunek ekonomiczny: koszty nowych regulacji, ich wpływ na ceny, konkurencyjność europejskiego przemysłu i sytuację finansową obywateli.
Bo czym innym jest konieczność dostosowania Europy do zmian klimatycznych, a czym innym przyznawanie instytucjom unijnym kolejnych źródeł dochodów bez szczegółowej debaty o ich gospodarczych konsekwencjach.
Komentarze
Prawie 50 mld euro wydatków i nikłe efekty. ETO rozlicza Unię Europejską

Duże zmiany dla palaczy e-papierosów. Karol Nawrocki podpisał ustawę

Ukraina i Mołdawia coraz bliżej Unii Europejskiej. Ważna decyzja Brukseli

Von der Leyen przeciwko cięciom w budżecie UE. „Mamy priorytety i ambicje”

Saryusz-Wolski: Nadregulacja unijnej legislacji podtapia polską gospodarkę








