Warszawa jako zwornik łuku odporności NATO

Winni wojny na Ukrainie są Niemcy. Warto tę oczywistą prawdę wypowiadać głośno dziś, gdy szykujemy się do nowego wymiaru rosyjskiej agresji wobec Europy, który ma się rozpocząć od jesieni tego roku. Gdyby nie niemiecka chciwość i deptanie solidarności europejskiej, czyli budowa Nord Stream 1 i 2 – nie byłoby dziś wojny. Rosja nie zaatakowałaby Ukrainy, gdyby była ona jedyną drogą tranzytu gazu do Niemiec. Ale Niemcy stawiały korzyści ekonomiczne dla siebie ponad interesami bezpieczeństwa Europy Środkowej. Warto dla porządku przypomnieć, że preferencyjne ceny zakupu gazu od Putina dla Niemiec były zaprzeczeniem najgłębszego fundamentu integracji europejskiej, czyli Wspólnot Węgla i Stali, których istotą był właśnie równy dostęp wszystkich państw do surowców strategicznych. No cóż: Niemcy wybrali preferencyjny dostęp dla siebie i rozbijali ten fundament, zresztą robili to w tym samym czasie, w którym pouczali nas o praworządności. Ich przemysł odebrał już częściowo karę za uzależnienie swojej konkurencyjności od kaprysów Putina, jednak nie oznacza to, że powinniśmy zapomnieć o tej gotowości Niemiec do rozbijania jedności Europy za korzyści od Rosji.
Drogi czytelniku
Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.




