Karuzela z Blogerami. Rosemann: Błogosławiony Włodzimierz Leś

Ich bohaterstwo bowiem "w jawny sposób zafałszowuje prawdziwy stosunek do Żydów i ich prześladowań". Męczeństwo rodziny Ulmów - zamordowanej wraz z ukrywanymi przez nich żydowskimi sąsiadami - nijak nie chce się wpisać w obraz od lat skwapliwie malowany przez Jana Grabowskiego i jemu podobnych. Tu warto wspomnieć, że reakcją wspomnianego "badacza zagłady" na uroczystości w Markowej było nie nawiązanie do ofiary, a tylko wspomnienie, że za progiem domu Ulmów "tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu - aż do przyjścia Rosjan - miejscowi wyłapywali Żydów i skazywali ich na śmierć". To powtórzenie tez, z którymi rozprawił się kilka lat wcześniej dr Tadeusz Szpytma.
Denuncjator bohaterem?
Z wielu komentarzy w dyskusji o Ulmach i ich ofierze można wyciągnąć dość daleko idący wniosek, że dla wielu prawdziwym bohaterem wydarzeń z 1944 roku był Włodzimierz Leś, "granatowy" policjant, któremu przypisuje się winę za denuncjację ukrywanych przez Ulmów Żydów i który został zlikwidowany z wyroku Państwa Podziemnego. Gdyby nie jego postępek, trudno byłoby znaleźć przeciwwagę dla bohaterstwa Józefa i Wiktorii. Jeśli napisze się gdzieś komentarz podnoszący wielkość ofiary Ulmów, można mieć pewność, że pod nim ktoś dopisze: "zadenuncjowanych przez Polaka Włodzimierza Lesia". Pomijając kwestię, czy był on Polakiem, czy nim nie był, nie da się ukryć, że przy okazji beatyfikacji rodziny Ulmów i on w pewnych środowiskach doczekał się wyniesienia na "ołtarze". Bez niego i bez jemu podobnych ludzie pokroju Grabowskiego czy Engelking nie mieliby czym uderzać w nasze poczucie, że jako naród czas największej próby przeszliśmy z godnością.
Sprawa haniebnego stosunku "badaczy zagłady" do Polaków, którzy ratowali w czasie niemieckiej okupacji ukrywających się Żydów, najjaskrawiej ujawniła się gdy pojawiła się propozycja wystawienia im przy muzeum POLIN pomnika. Pomysł nie wyszedł od Polaków, lecz od jednego z ocalałych, a pierwsza reakcja sprzeciwu wobec tego pomysłu to list Barbary Engelking twierdzącej, że "Postawienie pomnika Sprawiedliwych na miejscu przesiąkniętym żydowskim cierpieniem może być odczytane - zapewne wbrew intencjom pomysłodawców - jako przejaw próżności i strachu oraz pychy, która wymaga, by «nasze» było na wierzchu". Potem był wspólny list Engelking, Grabowskiego i Leociaka, czyli tych, którzy i dzisiaj mają najwięcej uwag do pamięci o Ulmach.
Gdyby jakiś obłąkaniec wpadł kiedyś na pomysł uhonorowania Włodzimierza Lesia, niech nie zapomni zaprosić do komitetu wspomnianych badaczy. Tam będą na swoim miejscu.
[Tylko u nas] Aleksandra Jakubiak OV: Wybór zawsze niesie koszt
Trwa Święto Rodziny Ulmów w Markowej

Papież o Rodzinie Ulmów: zjednoczeni w miłości i w męczeństwie

"Apostołowie amnezji dotarli tutaj". Karol Nawrocki broni Muzeum "Pamięć i Tożsamość"

Książka o rodzinie Ulmów otrzymała prestiżową nagrodę dziennikarzy

