Szukaj
Konto

Jesteśmy traktowani jak niedźwiedź w Zakopanem - rozmowa z Jaokiem z Pyta.pl

01.04.2026 17:32
Jesteśmy traktowani jak niedźwiedź w Zakopanem - rozmowa z Jaokiem z Pyta.pl
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Krzysztof Karnkowski | Licencja: Tygodnik Solidarność | Mikołaj Janusz, flagi, demonstracja
Komentarzy: 0
– Pomysł na demonstrację wziął się z tego, że szukaliśmy czegoś ciekawego do nagrania. Wiedziałem już, że nagrywanie czegokolwiek wymaga przygotowań, budżetu, strojów, stylizacji. A Parada Równości to było wydarzenie, gdzie ludzie przychodzą już przygotowani, z rekwizytami i przebraniami. Wszystko jest gotowe – wystarczy przyjść i z nimi rozmawiać – mówi Mikołaj Janusz „Jaok” w rozmowie z Krzysztofem Karnkowskim.
Co musisz wiedzieć:
  • Rozmówca opowiada, że pomysł nagrywania demonstracji przez Pyta.pl wynikał z chęci tworzenia taniego, gotowego wizualnie materiału, który nie wymagał produkcyjnych przygotowań.
  • Styl Pyta.pl ukształtował się wokół zadawania prostych, prowokujących pytań oraz wykorzystania negatywnej reakcji.
  • Zdaniem rozmówcy, współczesne demonstracje są mniej fizycznie niebezpieczne niż kiedyś, ale bardziej emocjonalne, szczególnie wśród starszych uczestników.

Krzysztof Karnkowski (Tygodnik Solidarność): Kiedy uznałeś, że chodzenie na demonstracje jest ciekawe? I czy pamiętasz pierwszą z nich?

Mikołaj Janusz "Jaok" (Pyta.pl): Pierwszą demonstracją, na którą poszliśmy, była Parada Równości, chyba w 2006 roku. Zaczęło się od tego, że umówiliśmy się na nią przez forum dyskusyjne Suchar.net. Wtedy fora były bardzo popularne. Tam działał Koza, który był operatorem i miał dostęp do kamery – co nie było wtedy oczywiste. Pracował w sklepie ze sprzętem i mógł ją wypożyczać bez płacenia. Kamera stanowiła wtedy duży wydatek, nie było tanich alternatyw.

Moje wcześniejsze doświadczenia to nagrywanie z kolegami z liceum różnych absurdalnych rzeczy. Inspirowaliśmy się Zespołem Filmowym Skurcz [niezależna grupa filmowa, z której wywodzi się m. in. Bartosz Walaszek, autor wielu kultowych filmów i animacji, takich jak „Kapitan Bomba”, „Blok Ekipa” czy produkowany dla Netfliksa „Egzorcysta” – przyp. K.K.] – oni parodiowali filmy sztuk walki, robili teledyski dla Kazika, byli znani. Byli trochę starsi, z tego samego osiedla, więc patrzyliśmy na nich z zachwytem i próbowaliśmy robić coś podobnego.

Pomysł na demonstrację wziął się z tego, że szukaliśmy czegoś ciekawego do nagrania. Wiedziałem już, że nagrywanie czegokolwiek wymaga przygotowań, budżetu, strojów, stylizacji. A Parada Równości to było wydarzenie, gdzie ludzie przychodzą już przygotowani, z rekwizytami i przebraniami. Wszystko jest gotowe – wystarczy przyjść i z nimi rozmawiać. Koza inspirował się amerykańskim formatem Jocko the Clown i chciał, żebyśmy bardziej obrażali ludzi. Ja miałem inną koncepcję. Ponieważ byłem przed mikrofonem, to ona się przebiła – żeby zadawać proste pytania, niekoniecznie poważne, ale takie, które coś uruchamiają. Czasami najprostsze pytanie działa jak trigger. Jeśli zapytasz o coś, co dla kogoś jest oczywiste, to ta osoba może to odebrać jako obraźliwe. Na przykład pytanie, od kiedy ktoś manifestuje swoją tożsamość – ktoś może uznać, że powinieneś zakładać, że to całe życie, a każde inne założenie jest nie na miejscu.

Tak to się zaczęło. Poszliśmy na jedną, potem drugą demonstrację i wrzucaliśmy materiały na forum – raczej dla zabawy, dla znajomych. Po jednej z demonstracji środowisk lewicowych pojawił się artykuł w ich piśmie internetowym zatytułowany „Faszystowska bojówka Pyta.pl”. Do dziś pamiętam, że pisano tam o „krótko ostrzyżonych wyrostkach, najprawdopodobniej z bogatych domów, wyposażonych w kamerę cyfrową”. Nie wiedzieli, że kamera była pożyczona bez wiedzy właściciela.
Ten tekst w pewnym sensie nas zdefiniował. Nam się to bardzo spodobało – ktoś nas zauważył. Co prawda krytycznie, ale to był impuls, żeby iść dalej. Zobaczyliśmy, że możemy wywoływać emocje.

Sama nazwa powstała przypadkiem – była promocja, że za złotówkę można wykupić domenę. Koza nie miał pomysłu i wybrał „Pyta”, bo jego ojciec często cytował piosenkę „To ostatni mazur dzisiaj” ze słowami „czy pozwoli panna Krysia, młody ułan pyta…”. I tak zostało. Ten czarny PR sprawił, że uznaliśmy, że skoro ktoś odbiera nas poważnie, a my jesteśmy tylko młodymi ludźmi, którzy chcą coś nagrać i się pośmiać, to warto iść za ciosem. Wtedy zaczęła się kształtować tożsamość Pyty.

 

Demonstracje dziś

– Jak przez te lata zmienił się profil demonstranta? Czy ludzie zachowują się inaczej?

– Wydaje mi się, że dziś jest znacznie mniej agresywnie, jeśli chodzi o realne zagrożenie. Kiedy zaczynaliśmy, często obecna na lewicowych protestach Antifa kojarzyła się z ludźmi dość niebezpiecznymi, często uzbrojonymi. Nie stronili od walk. Inne środowiska lewicowe też bywały przygotowane do starć. Punki biły się ze skinami, dochodziło do regularnych bójek.
Były fora jak Red Watch (strona związana z polskim odłamem nazistowskiej organizacji Blood & Honour), gdzie publikowano zdjęcia lewicowych działaczy z opisami, jak się biją i jak do nich podejść. To były środowiska nastawione na fizyczną konfrontację. Wtedy podchodzenie i zadawanie pytań mogło być niebezpieczne. Nie było monitoringu, telefonów nagrywających wszystko. Nasza kamera była często jedyną na miejscu, więc ludzie czuli się bezkarni. Dziś młodzież związana z takimi ruchami to raczej ludzie od symboli i internetu – lajkują, identyfikują się, ale nie są tak konfrontacyjni. Jest spokojniej. Za to starsi uczestnicy są bardziej emocjonalni. Kiedyś trudno było wywołać taką reakcję u starszych osób, dziś to się zdarza częściej.

Na przykład na zgromadzeniach związanych z Radiem Maryja można było wywołać emocje, jeśli ktoś przytaknął na sugestię, że jest z grupy, której oni się obawiają. Mogło się to skończyć otoczeniem i wyzwiskami, ale to było coś zupełnie innego niż dawne starcia młodzieżowe. Podsumowując: młodsi są dziś mniej niebezpieczni, a starsi – bardziej emocjonalni.

 

– Tu chciałbym nawiązać do ostatniej demonstracji pod Pałacem Prezydenckim. Opowiedz o tym.

– To był protest przeciwko wetu prezydenta „Chcemy być safe”. W pewnym momencie starsi uczestnicy zaczęli na nas napierać. Zaczął Piotr Łopaciuk z Latających Brygad Opozycji zobaczył nas i krzyknął, że jesteśmy ruskimi agentami.
To wywołało agresję – werbalną i niewerbalną. Zaczęli nas przepychać, szarpać. Pojawił się ktoś, kto wyglądał na tajniaka i odciągnął najbardziej agresywną osobę, więc sytuacja się uspokoiła. Potem zmieniliśmy miejsce i zaczęliśmy ich lekko trollować – mówiąc do kamery rzeczy, których nie chcieli słyszeć. To wywołało kolejną reakcję. Dwóch starszych panów próbowało wyrwać kamerę operatorowi, szarpali ją. Na szczęście się nie udało. To wyglądało groźnie, ale nie czuliśmy realnego zagrożenia – byliśmy w centrum, obok była policja, monitoring.

 

– Zostaliście przez tych ludzi oskarżeni o faszyzm.

– To jest taka kalka: jeśli ktoś nie jest po naszej stronie, to automatycznie staje się faszystą, bo przecież „my jesteśmy ci dobrzy”, a atakują nas faszyści. Ja bym powiedział, że to jest wprost nawiązanie do retoryki Putina. Tam też funkcjonuje dokładnie ten sam schemat: my bronimy świata, bronimy Rosji przed faszyzmem. Mam wrażenie, że część środowisk to przejęła – że one również „bronią świata przed faszyzmem”. W efekcie każdy, kto nie jest po ich stronie albo kto robi sobie z nich żarty, zostaje od razu nazwany faszystą. Tylko trudno wskazać, co konkretnie miałoby być w tym faszystowskiego czy nazistowskiego. Ja chętnie bym wdał się w taką rozmowę i to rozróżnił, ale nie było to możliwe. A to przecież nie jest to samo – co innego faszyzm, co innego nazizm. Natomiast jedno i drugie, z polskiej i szerzej europejskiej perspektywy, ma jednoznacznie negatywne znaczenie. To są po prostu synonimy zła. Dlatego nie bardzo wiem, skąd im się to bierze. A jeśli mieliby to wyciągać z moich materiałów, to raczej byłoby to trudne do uzasadnienia. Wygląda to po prostu na schemat: kto nie z nami, ten faszysta.

 

– A jak oceniasz frekwencję i średni wiek uczestników?

– To była niewielka grupa osób w porównaniu z czasami, kiedy protestowano za Andrzeja Dudy, kiedy ten „kocioł” był największy. Frekwencja? Na oko jakieś dwa tysiące osób, może dwa i pół. Trudno to dokładnie oszacować, więc uczciwie powiedziałbym: 2–2,5 tysiąca. Młodych było bardzo mało. Natomiast wykształciło się coś takiego jak „młodzież KOD-u”. I ci młodzi przemawiali, byli bardzo dobrze przyjmowani – właśnie dlatego, że są młodzi. To dodawało otuchy zebranym. Całość była bardzo emocjonalna. Skrajne nastroje. Z jednej strony Donald Tusk jako najlepszy, najwspanialszy przywódca, który – jak tylko się odezwie – to „sypie się złoto”. Z drugiej strony Karol Nawrocki jako najgorszy chuligan, patologia, która biega po Pałacu Prezydenckim z całą rodziną i go demoluje za publiczne pieniądze. Pojawia się też nadzieja, że może tego „nie udźwignie” i zrezygnuje z prezydentury. To jest taka awangarda skrajnych emocji w polskim dyskursie politycznym. I w takim klimacie nawet zadanie prostego pytania potrafi natychmiast wywołać bardzo silną reakcję.

 

– Czy dorobiliście się stałych „znajomych” na demonstracjach?

– Tak. Są ludzie, którzy chętnie z nami rozmawiają, są tacy, którzy nas kojarzą. Czasem ktoś pojawia się regularnie przez rok czy dwa, potem znika. Mamy też swoje „postacie” – z ksywkami typu „Hipopotam LGBT”, „Ile panu płacą”, „Pan Przyczajka”, „Pan Boczek z Pressu”. Wchodzą do naszego „uniwersum”. Kiedy widzą, że pojawiają się w materiałach i są oceniani przez widzów, zaczynają się inaczej zachowywać – spokojniej, z większą klasą. To jest pewna forma oswajania.

 

– Czyli jakaś funkcja wychowawcza?

– Tak. Jeśli ktoś próbuje cię publicznie zaatakować, możesz to wykorzystać – zrobić z niego mem, piosenkę, materiał parodystyczny. To działa i jako obrona, i jako forma „wychowania”. Przykładem jest Afroman. Policja weszła do jego domu na podstawie fałszywych zarzutów, zniszczyła mu mieszkanie, nic nie znalazła. On wykorzystał nagrania z kamer i zrobił z tego utwory. Sprawa stała się głośna, wygrał proces i jeszcze na tym zarobił.

 

Zmiana pokoleniowa

– Współpracowałeś z wieloma tradycyjnymi mediami. Czy to zmieniało Twoją pracę podczas demonstracji?

– Nie. Zawsze robiłem wszystko po swojemu. Czasem coś było wycinane na etapie produkcji, ale to normalne. Zmieniało się raczej to, jak byłem odbierany. Gdy pracowałem dla Superstacji, część środowisk była zaskoczona, że nie traktuję ich poważnie. Gdy byłem kojarzony z mediami bardziej konserwatywnymi, pojawiała się większa niechęć. Ale mój sposób pracy się nie zmienił.

 

– Wiem, że do niektórych demonstracji jest ci politycznie bliżej, do innych dalej. Czy umiesz zachować taki sam dystans wobec „swoich”?

– Czasami jest to praktycznie niewykonalne. I to nie wynika tylko z tego, że poglądy są w jakimś stopniu zbieżne. Na przykład na Marszu Niepodległości większość ludzi kojarzy już naszą formułę – że jest lekko ironiczna, prześmiewcza – i sami chętnie w nią wchodzą. Wykazują sporą dozę autoironii. W takiej sytuacji trudniej utrzymać ten sam poziom dystansu. Staram się, ale pewnie to i tak wpływa na przekaz. Bo jeśli trafiasz w dwa miejsca – w jednym cię witają, gratulują, pozdrawiają, a w drugim chcą cię rozszarpać – to siłą rzeczy materiał z tego drugiego będzie bardziej wyrazisty. A jednocześnie naturalnie pojawia się większa sympatia wobec tych, którzy są wobec ciebie życzliwi. To się udziela. Dlatego trudno ten czynnik całkowicie wyeliminować, choć oczywiście się staramy.

 

– Jak wygląda dziś Wasza ekipa?

– Przez lata przewinęło się u nas sporo osób. Dla wielu Pyta była pierwszym miejscem pracy. Dziś mamy Ksenię, operatora Grzesia, osoby wspierające nas koncepcyjnie i organizacyjnie, producenta Andrzeja Gozdka, Michała Migałę jako „lustrzany” punkt widzenia. W sumie około sześciu osób, a na demonstracje jeździmy zwykle w dwie–trzy. Jest też kolega Mikołaj, który streamował na TikToku i pewnie do tego wróci, bo młodsze pokolenie bardzo to lubi.

 

– Czy nowe pokolenie demonstrantów, wychowane już na internecie i – nie bójmy się tego powiedzieć – na Pycie, różni się od starszych uczestników różnych ulicznych protestów?

– Tak, widać zmianę. Coraz częściej trafiamy na ludzi, którzy są przygotowani, chcą się wypowiedzieć, formułują poglądy świadomie. Wiedzą, że spokojna wypowiedź działa na ich korzyść. To pokazuje, że rozumieją mechanizmy internetu. Z drugiej strony, na niektórych wydarzeniach jesteśmy traktowani bardziej jak atrakcja – trochę jak niedźwiedź w Zakopanem.

 

BIO:
Mikołaj Janusz „Jaok” jest jedną z ciekawszych postaci polskiego internetu i mediów. Od 20 lat wraz ze swoimi współpracownikami nagrywa zadziorne, prowokacyjne relacje z rozmaitych demonstracji. W międzyczasie współpracował z licznymi mediami tradycyjnymi kojarzonymi z różnymi stronami polskich sporów politycznych. Pracował w stacjach radiowych związanych z Agorą, Telewizją Polską, TV Republiką, wpolsce24, a ostatnio współpracuje z kanałem „TAK”. Jednak najmocniej kojarzony jest z autorskim kanałem pyta.pl, na którym w miarę regularnie publikuje nagrania z ulicznych protestów.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 01.04.2026 17:32
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 13/2026, oprac. Ludwik Pęzioł