Daria ze Śląska: Moje teksty są jak reportaże

- Dario, dlaczego rap?
- Uważam, że w rapowych tekstach jest najwięcej prawdy. To są rzeczy, które najbardziej mnie interesują. Staram się opowiadać historie w tych rzeczach, które piszę.
"Najważniejsze jest opowiadanie historii"
- W Twoich utworach występują melorecytacje. Śpiew jest oszczędny.
- Zgadzam się z tym, że śpiew jest oszczędny. Nie była to jakaś moja wielka intencja. To powstało w procesie tworzenia. Po jakimś czasie śpiewania w moich wcześniejszych projektach zdawałam sobie po drodze sprawę z tego, że dla mnie najważniejsze jest opowiadanie historii, więc moje umiejętności wokalne i muzyczne schodziły na dalszy plan. Okazało się, że ten sposób śpiewania jakoś się tak do mnie przykleił i że jest to mój naturalny system. W przeszłości próbowałam podrabiać inne głosy, śpiewać w jakiś sposób.
- Z którym raperem chciałabyś nagrać kawałek?
- Małpa, Kękę, Pezet, Oskar z PRO8L3M-u, Sokół. Oni są najbliżsi mojej wrażliwości. Absolutnie doceniam PRO8L3M za flow, za oryginalność, za to, jakie ma punche. Za każdym razem, gdy słucham na przykład "W domu z betonu", to ten kawałek rozwala mnie na łopatki. Jest w nim dużo retrospekcji z dzieciństwa. Bardzo mnie to też zmotywowało do napisania mojego utworu "Chinatown", który otwiera mój album. I uważam, że dużo inspiracji biorę z rapu. Dużo osób mi mówi, że moje teksty są jak reportaże, że jest tam dużo hiphopowego storytellingu.
- Uprawiasz freestyle?
- Po godzinach, pod prysznicem.
- Wielu raperów boi się rapować, gdy się ich o to poprosi. Jak myślisz, skąd bierze się ten strach?
- Nie wiem, skąd ten strach. U mnie też on jest. Bardzo cenię sobie słowo. Staram się dopracować te słowa jak najlepiej. Poświęcam naprawdę dużo czasu, żeby to zrobić.
- Byłabyś w stanie być ghostwriterką jakiegoś rapera?
- Byłabym w stanie, jednak nie znam tematu, jeśli chodzi o ghostwriting.
- Komponujesz?
- Cała muzyka na mojej płycie jest przeze mnie skomponowana.
- Dlaczego Twoja muzyka jest taka mroczna?
- W życiu dzieją się różne rzeczy. Mi też się przytrafiły różne rzeczy. Te trudne momenty mocno się przyklejają, bardzo mocno zostają w ciele i są bardziej dostępne. Ja lubię rzeczy, które mam przed oczami i o nich piszę.
- Często masz przed oczami takie nostalgiczne obrazy?
- Aktualnie coraz mniej. Teraz mam taki okres przejściowy. W mojej najnowszej płycie "Daria ze Śląska tu była" mówię o moich przeżyciach z dzieciństwa, niespełnionej miłości - klasyka gatunku - nieuporządkowanych relacjach, problemach ze sobą. Myślę, że nie jestem odosobniona w tym temacie.
- Zastosowałaś bardzo nietypowy mechanizm promocyjny. Opublikowałaś płytę na dwie godziny na YouTubie tuż przed premierą.
- To jest pomysł, który funkcjonował przez bardzo długo. Kiedy dowiedziałam się o tym od mojego wydawcy, to uznałam, że to jest genialny pomysł. Dlaczego nie? Wierzę w to, że moja płyta jest silna. Nie sądzę, że miałoby to w jakiś sposób przeszkadzać sprzedaży. Więc cieszę się, że ludzie mogli poznać tę płytę wcześniej i czegoś się o niej dowiedzieć.
- Masz zaplanowane już jakieś festiwale lub koncerty?
- Zapraszam wszystkich czytelników do sprawdzenia moich profili w mediach społecznościowych.
- Do jakiej grupy czy wokalistki jesteś porównywana?
- Miałam porównanie do Massive Attack w związku z tym, co wypuściłam. Docierają do mnie słuchy, że mam głos jak Beata Kozidrak z Bajmu. Ludzie, słuchając radia, łapali się na tym, że to nie jest Beata.
Najpierw sport, potem muzyka
- Wiele lat grałaś w siatkówkę. Dlaczego ta dyscyplina sportu?
- Kiedy miałam 11 lat i chodziłam do podstawówki, to poszłam na zajęcia sportowe. Była tam trenerka pani Bożena, którą pozdrawiam. Pani Bożena przekazała mi miłość do siatkówki. Z treningu na trening coraz bardziej mi się to podobało. Okazało się, że z dnia na dzień lepiej mi idzie. Trenowałam przez 11 lat. Był okres, kiedy trenowałam dwa razy dziennie. To było w liceum. Myślałam, że całe życie spędzę na tej siatkówce. To były moje plany i myślę obiektywnie, że mi to dobrze szło. Któregoś dnia po pierwsze złapałam kontuzję, po drugie zauważyłam, że nie idzie mi już tak dobrze i uznałam, że czas na mnie i zakończyłam swoją przygodę z siatkówką. Ale tęsknię…
- To była profesjonalna droga czy na poziomie amatorskim?
- Na pewnym etapie było to profesjonalne. Starałam się robić to jak najlepiej. W Mysłowicach jest świetna szkoła. Mogłabym powiedzieć - szkoła mistrzostwa, klasy sportowe. Wydawało mi się, że poświęcę temu całe życie, więc traktowałam to naprawdę poważnie.
- Zdarza Ci się jeszcze zagrać?
- Od 6 lat już nie gram. Ze sportów została mi wyłącznie joga.
- Co ze sportu przeniosłaś do swojej kariery muzycznej?
- Zarówno w muzyce, jak i w sporcie wymagany jest jakiś rodzaj dyscypliny - jeżeli chcesz, żeby rzeczy, które robisz, były wydawane cyklicznie, żeby to miało ręce i nogi. To na pewno udało mi się ze sportu wziąć do muzyki. W sporcie i w muzyce jest dużo emocji. Czasami przegrywasz i jest ostry "wpierdziel", a czasami wisi ci medal na szyi i się cieszysz. W muzyce jest tak samo. Na mojej płycie jest dużo smutku, ale finalnie jest w tym nadzieja i to, co kocham robić.
"Irytują mnie dwuminutowe kawałki"
- Jazzboy to była wytwórnia, w której chciałaś wydawać od zawsze, czy wyszło to przy okazji?
- Wcześniej nie miałam zielonego pojęcia o istnieniu tej wytwórni. Jest tak, że w Jazzboyu faktycznie proces twórczy trwa długo. Myślę, że na plus. Staramy się, żeby nie było jakichś deadline’ów narzuconych z góry. Pracujemy do momentu, aż wszystko będzie na tip-top. I dopiero wtedy wypuszczamy.
- Jest to wytwórnia, która wydaje niewielu artystów. Czujesz się przez to wyjątkowa?
- Cieszę się, jednak myślę, że jest to znak rozpoznawczy wytwórni. Mają na to również wpływ artyści, którzy tam funkcjonują, bo to wynika samo z siebie. Nic więcej nie powiem, tylko to, że się cieszę, że tak jest.
- W jakich projektach brałaś udział przed rozpoczęciem swojej solowej kariery?
- Siedem lat temu założyłam duet z moim kolegą Michałem - "The Party Is Over". Graliśmy elektronikę. Połączenie Moderata z The Dumplings i Subtrack. Pierwszą płytę nagraliśmy w triphopowym stylu. Kompozycje były w tempie 80 BPM, a później dochodziły do 130. Wtedy śpiewałam.
- Uważasz, że rap jest współczesnym popem?
- Tak i mam nadzieję, że rap, który mnie interesuje, również stanie się popularny.
- Nie irytują Cię dwuminutowe kawałki w rapie?
- Irytują mnie dwuminutowe kawałki w ogóle. Nie zwracam na to aż tak dużej uwagi, ale jak już zobaczę, że kawałek ma dwie minuty, to chciałabym czegoś więcej.
- Kortez był pomysłodawcą Twojego teledysku "Dziewczyna z tatuażem", to prawda?
- Pomysłodawcą był Kortez, a autorką scenariusza była Agata Trafalska.
- Spodobał Ci się ten pomysł?
- Tak. Gdzieś tam staliśmy na papierosie, chyba po koncercie u Korteza. Od rozmowy do rozmowy jakoś ten pomysł mi się spodobał, aczkolwiek nigdy nie tańczyłam na rurze, a w tym teledysku to robię.
- Na kiedy planujesz kolejne wydawnictwa?
- Powstaną kolejne wydawnictwa. Robiąc pierwszy album, miałam siedemnaście gotowych utworów. Wybraliśmy dziesięć z nich. Dalej tworzę i dalej jest coś do zrobienia. Nie wiem natomiast, jak będą wyglądać kolejne albumy, ponieważ moje najnowsze wydawnictwo powstawało przez 3 lata.
- Obecnie żyjesz z muzyki czy robisz coś poza nią?
- Po wydaniu tej płyty mam nadzieję, że wpadną mi jeszcze jakieś koncerty. Nadal pracuję w IT. W jednym z banków jestem administratorem Teamsa i Outlooka, czyli takich narzędzi, które pomagają się połączyć.
- Twoi pracodawcy wiedzą o Twojej działalności muzycznej?
- Moi wcześniejsi pracodawcy wiedzieli, nawet pomogli mi finansowo w wydaniu płyty z moim projektem. Aktualni pracodawcy wiedzą, że coś się dzieje, ale staram się też wielce o tym nie informować. Z wykształcenia jestem historykiem.
- Jaki okres najbardziej Cię interesuje?
- Pisałam pracę licencjacką ze starożytności. Wojny galijskie.
- Robi wrażenie!
- A jak!
"Daria ze Śląska Tu była"
Album "Daria ze Śląska Tu była" to 10 piosenek składających się na bardzo osobistą, ale jednocześnie zaskakująco uniwersalną historię. Myślę, że Daria wybudzona w środku nocy ze snu na hasło "Płyta" odpowie na pewno: "Trzy lata ciężkiej pracy". To był rzeczywiście długi i intensywny projekt.
Daria ze Śląska o sobie
Od urodzenia mieszkam na Śląsku. Miałam zostać zawodową siatkarką, ale po 11 latach treningów, kiedy nie szło mi już najlepiej zrezygnowałam i zostałam historykiem. Nie lubię wielkich miast i tłumów. Gdybym nie śpiewała, pisałabym teksty reklamowe albo powieści science fiction. Jestem ufna, cierpię na niezdecydowanie, a w smutku czuję się najbezpieczniej.
WSPÓŁPRACA : ANITA BOBOWSKA
Tekst pochodzi z 24 (1794) numeru "Tygodnika Solidarność".

Reperacje od Niemiec. Polska-grecka ofensywa dyplomatyczna

Transgender w sporcie. Konieczna ochrona kobiet

OZE – hipokryzja czy ściema?

Polska dostaje największą bibliotekę esperanto

[Felieton „TS”] Waldemar Biniecki: Globalne południe?
