Szukaj
Konto

A jeśli będzie pokój…

Ukraina
Źródło: Zniszczenia wojenne na Ukrainie / State Emergency Service of Ukraine, CC BY 4.0 , via Wikimedia Commons
„Byliśmy w takim okresie odrabiania zaległości, że zdołaliśmy zaledwie przygotować siły do pracy. […] Na każdym odcinku byliśmy bardzo młodzi, bardzo świeży. W takim okresie przygotowywania się do skoku twórczego zastała nas wojna” – tymi słowami prymas Stefan Wyszyński podsumował w swoich zapiskach z czasu uwięzienia sytuację polskiego Kościoła w przededniu wojny. Znaczenie tej diagnozy można by zapewne rozszerzyć ma całość społeczeństwa i państwa tamtej Rzeczypospolitej… Inna dziś epoka, inny jest świat i inna Polska. A jednak, przy wszelkich różnicach i zastrzeżeniach, słowa Wielkiego Prymasa można przecież odnieść do naszej sytuacji.
Co musisz wiedzieć:
  • Wojna na Ukrainie wpłynęła na ceny energii, handel międzynarodowy, poziom inwestycji, transport i rynek pracy
  • Świat powojenny nie stanie się światem powrotu do czasów przedwojennych
  • Relacje polsko-ukraińskie będą po wojnie trudne

Po tych niecałych czterech dekadach III RP jesteśmy jako naród wciąż historycznie i społecznie „młodzi”, głodni sukcesu, dopiero szykujący się do prawdziwego cywilizacyjnego skoku. Dopiero – mimo słabnącej demografii – wyrasta pokolenie pozbawione kompleksów, dopiero niedawno przekonaliśmy się, że państwo to nie tylko „nocny stróż” , zresztą kiepski i pilnujący głównie majątku elit, że może próbować wprowadzania skutecznej polityki społecznej. Dopiero – często bez konsekwentnego wsparcia państwa – zaczynają się wzmacniać polskie innowacyjne firmy, dopiero… Można by długo wyliczać. Wszystko to za wolno, za późno, z przerwami na powracające co jakiś czas rządy pełne lobbystów i agentów wpływu. Dlatego potrzebujemy czasu.

Dalsza część artykułu przeznaczona jest dla osób z subskrypcją premium

Zapewne jest tak, jak uczy lektura tak modnych dziś klasyków geopolityki – pokój nigdy nie trwa wiecznie, a wojna jest naturalnym stanem historii. I zapewne nasze bądź któreś z kolejnych pokoleń będzie się musiało o tym dowiedzieć – nie tylko z oglądania wiadomości zza wschodniej granicy, słuchania niemądrze formułowanych komunikatów RCB i mętnie przekazywanych informacji o spadających fragmentach dronów. Kraj graniczny, flankowy, doświadczony przez historię, powinien z przygotowań do ewentualnego konfliktu uczynić rdzeń swojej „pracy państwowej”. Ale każda odpowiedzialna polityka polska musi zrobić wszystko, by tę perspektywę odsunąć. Dlatego z taką nieufnością słucha się kolejnych wypowiedzi obecnego premiera utrzymanych w stylu „dystrybucji strachu”. Czy szef rządu coś wie, czy może obecna ekipa postanowiła ratować swoją słabnącą władzę utrzymywaniem narodu w stanie wiecznej gorączki?

 I również dlatego nie przekonują mnie diagnozy, że w polskim interesie jest dalsze trwanie wojny na Ukrainie. Niech – jak zdają się uważać zwolennicy tego poglądu – ci coraz bardziej irytujący nas Ukraińcy zużywają potencjał Rosjan.

Pogląd ten, niepozbawiony być może taktycznego sensu, jest strategicznie błędny. Żeby się dalej rozwijać, żeby wykorzystać swój potencjał, Rzeczpospolita potrzebuje pokoju w naszej części świata. Nie potrzebuje natomiast ani dalszego trwania wojny rosyjsko-ukraińskiej, ani tym bardziej bezpośredniego starcia z Rosją, na przykład w rejonie bałtyckim. Rozszerzając perspektywę na cały świat – nie potrzebujemy tym bardziej prawdziwej trzeciej wojny, w jaką zamieniłaby się bez wątpienia ewentualna konfrontacja Ameryki z Chinami na Pacyfiku.

Przyszłość nieznana

Od razu zaznaczmy, że autor tego tekstu nie posiada zdolności profetycznych i nie potrafi z pełną odpowiedzialnością odpowiedzieć na pytanie, kiedy i w jaki sposób skończy się wojna na Ukrainie. Rozważany w poważnych analizach wachlarz możliwych wersji dalszego rozwoju sytuacji jest bardzo szeroki – od dalszego trwania działań wojennych przez jakąś formę „zamrożenia” konfliktu wzdłuż obecnej linii frontu aż po mniej lub bardziej trwałe rozwiązanie dyplomatyczne. Tym bardziej trudno przewidzieć, czy – jak twierdzi przecież wielu ekspertów, polityków i wojskowych – Federacja Rosyjska zdecyduje się w najbliższej przyszłości – „przetestować” spoistość NATO i UE, atakując Estonię, Łotwę albo nawet Polskę czy Rumunię. Skala spekulacji, wzajemnie sprzecznych diagnoz na temat intencji Moskwy i wspierającego ją Pekinu, wreszcie zwykłej propagandy jest ogromna. W chwili gdy piszę ten tekst, trwa kolejna próba „wymuszenia” przez Amerykanów powrotu walczących stron do stołu rokowań. Administracja Donalda Trumpa robi to w swoim stylu, często brutalnie traktując ukraińskiego sojusznika i równie często „retorycznie” dowartościowuje Rosjan. Historycznie pamięć podsuwa też od razu nawiązania do syndromu Jałty i pytania, czy kolejny „sojusz wielkich” nie powstanie z naruszeniem interesów średnich graczy, m.in. Polski.

Nie zmienia to jednak faktu, że USA są jedyną, obok Pekinu, siłą, która może zmusić Rosjan do zakończenia działań wojennych.

Coraz słabsi, także ze względu na wewnętrzną sytuację, przywódcy europejscy po prostu nie mają takiej mocy. Skala ewentualnych ustępstw wobec Moskwy – kosztem głównie Ukrainy – określi też trwałość osiągniętych rozwiązań. Historia Rosji wskazuje, że kiedy czuje się mocna, zawsze próbuje sięgać po więcej.

Wyzwania i szanse

To, że pokój – choć nie za wszelką cenę – jest docelowo w polskim interesie, nie oznacza, że ewentualne zakończenie działań wojennych przyniesie nam same korzyści. Bilans okaże się zapewne bardziej skomplikowany. Od lutego 2022 roku polska gospodarka funkcjonuje w warunkach wojny toczącej się bezpośrednio za wschodnią granicą. Konflikt wpłynął na ceny energii, handel międzynarodowy, poziom inwestycji, transport i rynek pracy. Jednocześnie Polska stała się zapleczem logistycznym Ukrainy. Wiele zależeć będzie od charakteru zakończenia konfliktu. Trwałe porozumienie pokojowe, wsparte międzynarodowymi gwarancjami bezpieczeństwa, stworzyłoby inne warunki gospodarcze niż jedynie zamrożenie linii frontu. W drugim przypadku inwestorzy mogliby nadal obawiać się wznowienia walk, co będzie miało bezpośredni wpływ zwłaszcza na wschodnią część Polski.

Jednym z najważniejszych gospodarczych skutków wojny był napływ obywateli Ukrainy do Polski. Ukraińcy znaleźli zatrudnienie w przemyśle, budownictwie, transporcie, handlu i usługach. Ilu z nich zostanie w Polsce, a ilu powróci? A jak na sytuację społeczną wpłynie ewentualny napływ zdemobilizowanych żołnierzy, którzy przyjadą do swoich rodzin? Między interesami polskich pracowników, potrzebami biznesu, wreszcie kwestią bezpieczeństwa wewnętrznego rozpościera się skala wyzwań w tej materii.

Zarzewiem szans gospodarczych związanych z zakończeniem wojny miała być podobno tzw. odbudowa Ukrainy. Kto jednak na niej skorzysta?

Według szacunków Banku Światowego potrzeby finansowe powojennej rekonstrukcji gospodarczej państwa ukraińskiego przekraczają 580 miliardów dolarów w perspektywie około dziesięciu lat. 

Skala potrzeb jest ogromna: od budownictwa mieszkaniowego, przez drogi i koleje, po energetykę, przemysł oraz infrastrukturę komunalną. Największe możliwości mogą pojawić się przed producentami materiałów budowlanych, firmami inżynieryjnymi, energetycznymi i logistycznymi, a także przemysłem maszynowym. Jednak przekonanie o tym, że to Polska stanie się automatycznie beneficjentem tych procesów, grzeszy naiwnością i brakiem realizmu. O kontrakty będą rywalizować przedsiębiorstwa niemieckie, francuskie, amerykańskie, tureckie i azjatyckie. Największe projekty mogą wymagać kapitału, gwarancji finansowych i doświadczenia, którymi nie dysponuje wiele polskich małych i średnich firm. Dodatkowo dochodzi „wyzwanie korupcyjne” i oczywiście atmosfera polityczna – nic nie wskazuje na to, że to polskie przedsiębiorstwa będą szczególnie życzliwie traktowane przez aparat urzędniczy gospodarzy. Może się okazać, że polskie firmy zostaną sprowadzone przede wszystkim do roli dostawców materiałów lub podwykonawców, podczas gdy największą część wartości kontraktów przejmą międzynarodowe koncerny. Czy ktokolwiek w rządzie, w Kancelarii Prezydenta czy w aspirujących do przejęcia władzy myśli dziś o tych wyzwaniach?

Powojenna Ukraina, bez względu na kształt terytorialny i charakter władzy politycznej, będzie dla Polski konkurentem gospodarczym – m.in. w obszarach rolnictwa i logistyki. Będzie też konkurować niższymi kosztami pracy i przyciągać w ten sposób inwestycje. Czy jednak powinniśmy się tym martwić, czy raczej sami „uciekać do przodu” tworzeniem bardziej wyspecjalizowanej i innowacyjnej gospodarki?

Świat „zbrojnego pokoju”

Świat powojenny nie stanie się światem powrotu do czasów przedwojennych. A pokój, mniej lub bardziej trwały, okaże się „pokojem zbrojnym”. Zakończenie działań wojennych raczej nie obniży poziomu wydatków na obronność. Nie zakończy też – na szczęście – procesu powrotu obecności „ducha wojskowego” jako trwałego elementu naszej tożsamości państwowej. Wyzwaniem, którego nie unikniemy, będzie decyzja o kształcie polskiej armii, masowości szkoleń i kształcie instytucjonalnym powrotu do armii z poboru.

Powojenna Europa zmagająca się z narastającym uwiądem instytucji unijnych, kryzysami migracyjnymi i rozpadem politycznym będzie Europą powrotów. Niemcy, być może rządzone już przez bismarckowską Alternatywę dla Niemiec, wrócą do rosyjskich surowców, a Rosjanie do europejskiej polityki. Ameryka koncentrująca swoją uwagę na swojej półkuli nie zostawi Europy, ale będzie potrzebować tu aktywnych partnerów. Chiny będą obecne trwale i zaczną mocniej przekładać obecność ekonomiczną na wpływy polityczne. Wobec tych wyzwań Rzeczpospolita, jeśli ma przetrwać, będzie musiała grać na budowę znaczenia w regionie.

Ukraina, zapewne opanowana przez wrogą Polsce banderowską ideologię, będzie jednak potrzebowała nie tylko odbudowy zniszczonej infrastruktury, ale również modernizacji całej gospodarki. Oznacza to potencjalny wzrost zapotrzebowania na technologie, usługi finansowe, ubezpieczenia, doradztwo, rozwiązania cyfrowe i wyposażenie przemysłowe. Polskie firmy mogą wykorzystać dotychczasowe doświadczenia oraz bliskość rynku ukraińskiego do budowania długoterminowych relacji biznesowych. Szczególnie korzystny byłby model, w którym Polska nie ogranicza się do eksportowania materiałów i świadczenia usług transportowych, lecz uczestniczy także w finansowaniu inwestycji, projektowaniu infrastruktury i tworzeniu wspólnych przedsiębiorstw.

Warszawa mogłaby wzmocnić swoją rolę jako centrum finansowania i obsługi inwestycji w regionie, a miasta wschodniej Polski mogłyby przyciągać nowe projekty logistyczne i przemysłowe. Warunkiem powodzenia będzie jednak sprawność instytucji publicznych, dostępność kapitału oraz umiejętność współpracy polskich firm z międzynarodowymi partnerami.

Zakończenie wojny nie będzie dla polskiej polityki i gospodarki pojedynczym wydarzeniem, lecz początkiem wieloletniego procesu zmian. Jedną z nich będzie zmiana pokoleniowa. Odejście elit ukształtowanych przez czas transformacji przyspieszy przejmowanie odpowiedzialności przez ludzi nie pamiętających nie tylko PRL, ale i początków III RP. Ich wyzwaniem (a może… przeznaczeniem) stanie się wykorzystanie przez Polskę szans i omijanie wyzwań nowej epoki, której zarys już widać.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 27.10.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność 43/2026, oprac. Jakub Pacan