Szukaj
Konto

O twórcy "Klienta" mówi się, że jest irańskim wcieleniem Alfreda Hitchcocka. Nie ma w tym cienia przesady

O twórcy "Klienta" mówi się, że jest irańskim wcieleniem Alfreda Hitchcocka. Nie ma w tym cienia przesady
Źródło: mat. prasowe dystrybutora
O dwukrotnym laureacie Oscara, Asgharze Farhadim, mówi się, że jest irańskim wcieleniem Alfreda Hitchcocka. Nie ma w tych słowach cienia przesady. Twórca „Rozstania” ma z brytyjskim mistrzem wiele wspólnych cech: lekkość i precyzję w budowaniu suspensu, wielowarstwową, acz prostą do streszczenia fabułę oraz poczucie, że postacie, które widzimy na ekranie, miały swoje życie na długo przed włączeniem kamery.
Właśnie ten ostatni punkt styczności wybitnych umysłów kina wydaje się najjaśniejszy. Co prawda Hitchcocka bardziej od skromnego dramatu pociągał zamaszysty dreszczowiec, ale nawet w najbardziej zawoalowanej intrydze ("Zawrót głowy") nie zapominał, że widz w kinie potrzebuje przede wszystkim bohatera. W "Kliencie", najnowszym filmie Asghara Farhadiego nagrodzonym w Cannes za scenariusz, pierwsze pół godziny przypada właśnie na wprowadzenie.

Emad (Shahab Hosseini) i Rana (Taraneh Alidoosti) są małżeństwem aktorów. Pod czujnym okiem irańskiej cenzury przygotowują adaptację "Śmierci komiwojażera" Arthura Millera - sztukę, w której tuż przed samobójczą śmiercią przegrany sprzedawca spowiada się ze swojego życia.

Przedstawienie musi operować aluzją zarówno w kwestii słowa, jak i gry ciałem, zaś artystyczny kunszt ma być osłoną, chroniącą przed wzrokiem irańskich cenzorów. Do trudności zawodowych dochodzą prywatne komplikacje: podczas prac budowlanych obsługujący koparkę robotnik naruszył fundamenty budynku, w którym mieszkają Emad i Rana, zatem muszą szybko znaleźć sobie nowego lokum. Pomaga im wspólny znajomy. Jest tylko drobny problem - w jednym z pokoi tymczasowego mieszkania swoje rzeczy zostawiła poprzednia lokatorka. Prośby o zabranie własności i groźby przed wystawieniem ich na zewnątrz spełzają na niczym. Jak się okazuje, kobieta "prowadziła szalone życie", głównie seksualne. Jeden z jej klientów o przeprowadzce nie wiedział i gdy w mieszkaniu zastał tylko krzyk innej kobiety, odpowiedział pięścią. Sąsiedzi znaleźli nagą Ranę z rozbitą głową i bez przytomności. Wstrząśnięty Emad chce iść na policję, ale warunkiem rozpoczęcia śledztwa jest zeznanie pokrzywdzonej. Rana wie, z czym taka konfesja się wiąże. We współczesnym Iranie wina za przestępstwa seksualne zawsze spada na kobietę - jeśli nie prawnie, to obyczajowo. Emad postanawia więc sam znaleźć sprawcę.

Sebastian Pytel

Cały w najnowszym numerze "TS" (18/2017) dostępnym w wersji cyfrowej tutaj

Komentarzy: 0
Data publikacji: 04.05.2017 20:45