Wiatr od morza

Czasami ktoś znający moje afiliacje zawodowe i organizacyjne pyta, dlaczego to niby "Solidarność" - jego zdaniem "tylko" związek zawodowy - miałaby mieć prawo "wtrącania się" w inne, "niepracownicze" i "niezwiązkowe" sprawy, zamiast zająć się "tym, czym powinien zajmować się związek zawodowy". Dotyczy to zwłaszcza oczywiście rzekomego "wtrącania się w politykę" i "upolitycznienia", tak jakby związkowcy nie mieli takich samych praw obywatelskich jak pozostali Polacy i jakby ten ktoś chciał im odebrać prawa - ale też poczucie obowiązku - do angażowania się w sprawy publiczne, do troski o dobro wspólne, jakim jest Polska.
W takich sytuacjach zawsze odpowiadam, że "Solidarności" prawa do tak silnego zabierania głosu w debacie publicznej daje historyczne doświadczenie, ale też charakter Związku, który jest autentyczną, oddolną, samoorganizującą się instytucją społeczną, w dodatku zdemokratyzowaną niemal do granic możliwości. A upewniam się w tym zawsze, gdy z bliższej lub dalszej odległości przyglądam się obradom kolejnych związkowych zjazdów. Przecież kilkuset związkowych delegatów, wybranych zawsze oddolnie w demokratycznych procedurach najpierw przez organizacje zakładowe, a potem regionalne zebrania delegatów, reprezentuje tak naprawdę całe społeczeństwo - wszystkie regiony kraju, małe lokalne społeczności i duże aglomeracje, przedsiębiorstwa i instytucje z wszystkich branż gospodarki.
Doprawdy trudno o inną instytucję lub zgromadzenie, w którym kumulowałby się taki potencjał szczegółowej wiedzy i doświadczenia w sprawach gospodarczych i społecznych.
Podobnie było podczas XXXII Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ "Solidarność", który pod koniec kwietnia odbywał się nad Bałtykiem, w Kołobrzegu. Chociaż numeratywnie nie był to zjazd "okrągłej rocznicy", to jednak wyjątkowy, jubileuszowy, rozpoczynający obchody 45-lecia "Solidarności". Stąd zjazdowe hasło "Tylko razem", które będzie nam towarzyszyć przez cały jubileuszowy rok.
Medialnie zjazd - nie mogło być inaczej - skonsumowały dwa wydarzenia. Pierwszego dnia gościem honorowym był prezydent RP. Było to swoiste pożegnanie się Andrzeja Dudy ze Związkiem, a ze strony "Solidarności" - podziękowanie głowie państwa za dekadę owocnej współpracy, która przyniosła Polakom wiele dobrego i była prawdziwym fenomenem w najnowszej historii naszego kraju. Prezydent, co mu się niemal nigdy nie zdarza, musiał wspomóc się listą wypisaną na kartce, aby wymienić wszystkie najważniejsze zmiany, które udało się wprowadzić w ostatniej dekadzie dzięki inspiracji i współpracy z "Solidarnością". W tym miejscu nie ma sensu tej listy przytaczać, bo związkowcy znają ją bardzo dobrze. - Nie zmieniajcie się i dalej pilnujcie Polski! - tak w skrócie można przedstawić przesłanie Andrzeja Dudy do ludzi "Solidarności".
Drugiego dnia gościem był prezes IPN i - wiele na to wskazuje - przyszły prezydent RP Karol Nawrocki. Któż to wie, może ten kołobrzeski zjazd w związkowych annałach zapisze się jako "zjazd dwóch prezydentów"? W przemówieniu Nawrockiego w związkowym kontekście najciekawiej wybrzmiało hasło, że to "gospodarka jest dla ludzi, a nie ludzie dla gospodarki" oraz że "symbioza IPN i Solidarności jest dzisiaj potrzebna Polsce". "Potrzebujemy instytucji i związku zawodowego, które mają walor trwałości i wspólnotowości, niezależnie od zmieniających się rządów" - to słowa oddające istotę funkcjonowania państwa, społeczeństwa, narodu.
Równie ważne, choć mniej medialne, były wysokie państwowe odznaczenia wręczone przez prezydenta przedstawicielom Związku "za wybitne zasługi w podejmowanej z pożytkiem dla kraju działalności zawodowej, związkowej i społecznej, za wspieranie przemian demokratycznych w Polsce". Rzeczywiście, zgodnie z uzasadnieniem, większość odznaczonych reprezentowała to samo pokolenie ludzi "Solidarności", wieloletnich szefów regionów lub sekcji krajowych (np. Krzysztof Dośla z Regionu Gdańskiego, Józef Dziki z Regionu Warmińsko-Mazurskiego, Dominik Kolorz z Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, Andrzej Kościk z Krajowej Sekcji Marynarzy i Rybaków, Waldemar Krenc z Regionu Łódzkiego, Józef Mozolewski z Regionu Podlaskiego, Stanisław Szukała z Regionu Słupskiego, Marcin Tyrna z Podbeskidzia i wielu innych), którzy działalność rozpoczęli jeszcze w latach 80. (nierzadko w sierpniu 1980 roku), a od lat 90. jako związkowi liderzy prowadzili struktury i budowali społeczną gospodarkę rynkową przez kolejne epoki III RP: brutalnej balcerowiczowskiej transformacji, powrotu do władzy postkomunistów i dwudziestoletnią walkę "Polski solidarnej" z "Polską liberalną".
Teraz sztandarów też nie chowają, bo Polski nadal trzeba pilnować. Tylko razem!
Adam Chmielecki
Artykuł ukazał się w "Magazynie Solidarność" nr 5/2025
XXXV WZD NSZZ „Solidarność” Regionu Mazowsze. O przyszłości Związku

Karczmy Piwne – tradycjo, trwaj!
Za nami międzynarodowe seminarium EZA. Rozmawiano o cyfrowej transformacji pracy
Konferencja oświatowej Solidarności w Warszawie: „W trosce o przyszłość polskiej szkoły”

Rafał Woś w Radiu Wnet: Bardzo zła sytuacja w handlu. Za dużo obowiązków, niskie płace
