Samuel Pereira: Prezydent RP to nie długopis

- Autor przekonuje, że spór o Trybunał Konstytucyjny dotyczy nie tylko wyboru sędziów, ale także uprawnień prezydenta i polskiej suwerenności.
- Wskazuje, że Komisja Wenecka nie ma kompetencji do narzucania prezydentowi RP sposobu wykonywania jego konstytucyjnych uprawnień.
- Autor zwraca uwagę na odpowiedź Komisji Europejskiej i zarzuca Brukseli stosowanie odmiennych standardów wobec obecnego rządu.
Zacznijmy od podstawowego faktu: Polacy wybrali prezydenta świadomie – jako konstytucyjny hamulec wobec planów obozu Donalda Tuska. To nie było niedopatrzenie wyborców. To był werdyktktóry część rządzących wciąż traktuje jak przejściową niedogodność, a nie fakt ustrojowy.
Polacy dali prezydentowi mandat nie po to, by był notariuszem decyzji większości sejmowej. Wybrali go jako organ, który ma realne uprawnienia i może się im postawić. To nie jest kwestia stylu sprawowania urzędu. To jest kwestia tego, czy Konstytucja nadal ogranicza rządzących, czy staje się zbiorem zapisów, które obowiązują tylko wtedy, gdy komuś pasują.
Obóz, który wcześniej nazywał Andrzeja Dudę „długopisem”, dziś ma problem z tym, że prezydent nie jest długopisem. Wola wyborców, którą wcześniej chętnie cytowano, nagle przestała być argumentem. Jeśli obecna większość chce rządzić bez konstytucyjnych hamulców, powinna to powiedzieć otwarcie i przekonać do tego obywateli. Szukanie zewnętrznych potwierdzeń nie zastępuje tego mandatu.
„Eksperyment nad Wisłą” trwa
Gdy Donald Tusk przejmował władzę, Klaus Bachmann opisał sytuację wprost: nad Wisłą zaczyna się eksperyment, w którym demokratycznie wybrana koalicja próbuje „przywrócić demokrację” metodami, które same w sobie są niedemokratyczne. Ten opis nadal dobrze oddaje logikę działań. Cel usprawiedliwia środki, a zewnętrzne opinie i raporty stają się narzędziami nacisku, nie neutralnymi standardami.
Komisja Wenecka nie ma kompetencji, by nakazywać prezydentowi RP, jak ma wykonywać swoje uprawnienia. Nie rozstrzyga sporów o podział władzy w Polsce i nie orzeka o zgodności z Konstytucją. Jej dokumenty są doradcze. Nawet w opinii Komisji pojawiają się zastrzeżenia co do prawidłowości wyboru – zastrzeżenia, które część komentatorów pomija. O tym, czy kandydat spełnia ustawowe warunki (10-letni staż radcy prawnego), decyduje polskie prawo, nie organ doradczy bez mandatu od polskich obywateli.
Śp. Andrzej Morozowski zauważył w 2023 roku, że PiS przez osiem lat „nie łamał dosłownie konstytucyjnych zapisów”. Spór o Trybunał nie jest nowy, a polega na tym, że jedna strona działa zgodnie z prawem, a druga je łamie. Jedni szukają rozstrzygnięcia w polskich instytucjach i prawie (nawet jeśli oceniać krytycznie ich działania), a drudzy – poza nimi.
Gdy zadałem Komisji Europejskiej pytania o zapowiedzi działań policji wobec Trybunału, o wybór sędziego przy brakach formalnych, o odmowę publikacji orzeczeń i o polowanie na zwykłych urzędników TK, odpowiedź była wymijająca. Komisja stwierdziła, że to polskie władze odpowiadają za zgodność nominacji z Konstytucją, jednocześnie deklarując wsparcie dla rządu Donalda Tuska (a jakże!) i odwołując się do pierwszeństwa prawa UE. To ciąg dalszy wmawiania „zasady pierwszeństwa prawa UE”, która nie istnieje, ponieważ zgodnie z wyrokiem TK z 2021 r. to polska Konstytucja stoi nad instytucjami europejskimi i ich werdyktami.
Co ciekawe KE „nie komentuje każdego pojedynczego kroku w tym kontekście”, mimo iż w przeszłości unijni komisarze robili to regularnie, nawet zanim jakiś projekt ujrzał światło dzienne. Wystarczyła plotka. Dla tych co zapomnieli: w przeszłości Komisja Europejska wielokrotnie komentowała sytuacje hipotetyczne, jak np. w grudniu 2015 r., gdy Frans Timmermans wzywał, by nie przyjmować ustawy o TK, w latach 2016–2017, gdy w zaleceniach odnosiła się do projektów ustaw o TK, SN i KRS, w grudniu 2019 r., gdy Věra Jourová apelowała o wstrzymanie prac nad projektem tzw. ustawy kagańcowej, w lipcu 2021 r., gdy ta sama Jourová nazwała projekt lex TVN „niepokojącym sygnałem” dla wolności mediów, czy w 2023 r., gdy wobec lex Tusk uruchomiła procedurę naruszeniową niemal natychmiast po wejściu ustawy w życie.
Fakty są faktami
Wróćmy jednak do prezydenta. Głowa polskiego państwa wybrana przez obywateli ma silniejszy mandat niż Komisja Wenecka i niż jakikolwiek organ doradczy. Jeśli ktoś uważa, że ten mandat jest niewystarczający i potrzebuje zewnętrznego zatwierdzenia, powinien to powiedzieć wyborcom wprost. Dopóki Konstytucja obowiązuje, prezydent RP nie jest długopisem. I nie powinien nim być.
Komentarze
Karol Nawrocki zabrał głos po ślubowaniu Berka: „Nie wiem, przed kim przysięgał”

Niepokojące nagranie spod TK. Adam Borowski leży na chodniku

Policja ws. scen pod TK: „Stoimy na straży porządku prawnego i bezpieczeństwa”

Dantejskie sceny przed TK. Doszło do starć z policją, są poszkodowani

Pałac Prezydencki reaguje na ślubowanie Berka. „Tragikomedia”
