Cezary Krysztopa dla "TS": Spinner coś tam
14.06.2017 13:55

Komentarzy: 0
Udostępnij:
– Tata, kupisz mi spinnera? – zapytał Starszy, wywołując u mnie galopadę myśli począwszy od „czy on do mnie powiedział coś po angielsku?”, a skończywszy na „czy ja już jestem głuchy, bo nie rozumiem, co syn do mnie mówi?”. – Jeszcze raz synu, co mam ci kupić? – spytałem, decydując się w końcu na okazanie słabości. – No, spinnera. – Aha, OK, spinnera, pod warunkiem, że nie jest drogi i nie można sobie przy jego pomocy zrobić krzywdy. A co robi ten spinner?
- Spinner się kręci tato, na przykład na palcu - Sodoma i Gomora, co on ma na myśli? Jakąś obrączkę? Ja w jego wieku kręciłem pomiędzy palcami monety, które były podówczas równie duże, co nic nie warte. Albo cyrkiel. Kręciłem też czasem, kiedy zalałem mieszkanie albo rozpaliłem ognisko w misce na środku dywanu w dużym pokoju. Później, kiedy za pierwsze stypendium w liceum kupiłem sobie magnetofon, a po nim kilka kaset, to je jeszcze na palcu przewijałem. Ale spinner?
W końcu daliśmy mu pieniądze, żeby sobie to coś kupił sam. No i kupił taką jakby koniczynkę z czterema bodaj łożyskami, jednym pośrodku i trzema "na listkach", którą faktycznie da się kręcić na palcu. - To jest na pewno dokładnie to, co chciałeś mieć? - spytaliśmy z Żoną. - Tak, wszyscy to mają - odpowiedział, usiłując kręcić spinnerem, który jednakowoż uparcie spadał mu z palca, odmawiając wykonania jedynej czynności, do jakiej służył.
OK, pomyślałem, skoro tego właśnie potrzebuje. W końcu w jego wieku uznawałem za niezbędne takie gadżety jak na przykład Riki Tiki, pamiętacie takie ustrojstwo? Dwie kulki na sznurku, którymi uderzało się raz nad palcami, a raz pod. W końcu wszystkie lądowały na przewodach elektrycznych, ponieważ doskonale nadawały się do ich zdalnego splątywania, a czasem nawet wywoływania zwarć sieci. Albo "bilę", taki plastikowy kubek na szczurkach. Albo piłeczki kauczukowe służące do odbijania od podłogi, ściany i głowy kolegi. Albo kolorowe szklane kulki, które o tyle wyrastały ponad zwykły badziew, że można było nimi przynajmniej grać. Jojo, zośka, brzęczące pudełka, papierowe kulki na gumce, czego to ludzie nie wymyślili i nie sprzedawali na odpustach, przekonując dzieci, że są to gadżety absolutnie niezbędne, a jednocześnie rozwijając podziemny podówczas polski kapitalizm.
Z tą wszakże różnicą, że wtedy mody na kolejne gadżety, jakkolwiek również inspirowane, jednak wykazywały się pewną dozą spontaniczności. W przypadku spinnera liczne artykuły w "wiodących mediach" zawierające nawet podobne frazy każą mi domniemywać, że w tej akurat modzie element spontaniczności może być, powiedzmy, nieco mniejszy lub zgoła nie występować.
Tak rozmyślając, położyłem sobie tego spinnera na palcu i bezwiednie zacząłem nim kręcić. Kiedy się tylko na tym przyłapałem, pomyślałem: rzeczywiście, kręci się. System mnie kupił.
Cezary Krysztopa
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (24/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
W końcu daliśmy mu pieniądze, żeby sobie to coś kupił sam. No i kupił taką jakby koniczynkę z czterema bodaj łożyskami, jednym pośrodku i trzema "na listkach", którą faktycznie da się kręcić na palcu. - To jest na pewno dokładnie to, co chciałeś mieć? - spytaliśmy z Żoną. - Tak, wszyscy to mają - odpowiedział, usiłując kręcić spinnerem, który jednakowoż uparcie spadał mu z palca, odmawiając wykonania jedynej czynności, do jakiej służył.
OK, pomyślałem, skoro tego właśnie potrzebuje. W końcu w jego wieku uznawałem za niezbędne takie gadżety jak na przykład Riki Tiki, pamiętacie takie ustrojstwo? Dwie kulki na sznurku, którymi uderzało się raz nad palcami, a raz pod. W końcu wszystkie lądowały na przewodach elektrycznych, ponieważ doskonale nadawały się do ich zdalnego splątywania, a czasem nawet wywoływania zwarć sieci. Albo "bilę", taki plastikowy kubek na szczurkach. Albo piłeczki kauczukowe służące do odbijania od podłogi, ściany i głowy kolegi. Albo kolorowe szklane kulki, które o tyle wyrastały ponad zwykły badziew, że można było nimi przynajmniej grać. Jojo, zośka, brzęczące pudełka, papierowe kulki na gumce, czego to ludzie nie wymyślili i nie sprzedawali na odpustach, przekonując dzieci, że są to gadżety absolutnie niezbędne, a jednocześnie rozwijając podziemny podówczas polski kapitalizm.
Z tą wszakże różnicą, że wtedy mody na kolejne gadżety, jakkolwiek również inspirowane, jednak wykazywały się pewną dozą spontaniczności. W przypadku spinnera liczne artykuły w "wiodących mediach" zawierające nawet podobne frazy każą mi domniemywać, że w tej akurat modzie element spontaniczności może być, powiedzmy, nieco mniejszy lub zgoła nie występować.
Tak rozmyślając, położyłem sobie tego spinnera na palcu i bezwiednie zacząłem nim kręcić. Kiedy się tylko na tym przyłapałem, pomyślałem: rzeczywiście, kręci się. System mnie kupił.
Cezary Krysztopa
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (24/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 14.06.2017 13:55
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Urlop
14.07.2024 19:02

Komentarzy: 0
Generalnie pracuję dużo. W moim przypadku występuje to niebezpieczne połączenie pracy i zamiłowań. Lubię robić to, co robię. Być może ktoś uznałby to za wielkie szczęście i nawet miałby sporo racji, ale jednocześnie trzeba wiedzieć, że takie połączenie sprawia, że nigdy nie wiem, czy to, co robię, robię jeszcze dlatego, że naprawdę muszę, czy tylko dlatego, że już nie potrafię przestać.
Czytaj więcej
Cezary Krysztopa: Donald Tusk zjadł koalicjantów
09.06.2024 23:01

Komentarzy: 0
– Na naszym podwórku polskim takie wybory do Parlamentu Europejskiego to jest taki trochę sondaż i dzięki temu oraz obliczeniom Marcina Palade wiemy, że Donald Tusk odniósł sukces. On walczył o mijankę, dostał ją kosztem zjedzenia koalicjantów – powiedział redaktor naczelny Tysol.pl w studiu wyborczym TV Republika.
Czytaj więcej
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Pajęcze miasteczko
09.06.2024 20:34

Komentarzy: 0
Jako chłopiec byłem dość dobrotliwy, co pośród moich kolegów nie było zjawiskiem szczególnie powszechnym. W szkole przezywano mnie nawet „doktorem”, ponieważ zapłaciłem kiedyś 50 zł koledze, żeby nie dręczył żaby. Generalnie, zarówno kiedyś, jak i teraz przez wielu uznawany byłem za niegroźnego, ale dziwaka.
Czytaj więcej
[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Krysztopa się popłakał
02.06.2024 22:32

Komentarzy: 0
Jest przedmiotem mojego nieustannego zadziwienia teza, którą słyszę już od trzydziestu paru lat, że „programy nauczania są przeładowane i trzeba je okrajać”. Jakoś nie tylko ja przeżyłem te „przeładowane programy nauczania”, ale też wielu moich kolegów, którzy byli później niezwykle cenionymi pracownikami na całym świecie. Cenionymi również ze względu na jakość wykształcenia ogólnego.
Czytaj więcej
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Ależ mam mądrego Syna…
26.05.2024 19:31
