Wyciek danych osobowych z ZUS: błąd śledczych z Zabrza próbuje naprawić Prokuratura Regionalna
12.04.2017 21:29
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Po blisko dwóch miesiącach namysłu komendant Straży Miejskiej w Zabrzu - Zbigniew Juskowiak uznał, że jego formacja nie zawiniła w bulwersującej i ujawnionej na łamach lokalnego „Głosu Zabrza i Rudy Śl.” sprawie zniszczenia – lub co najmniej niewłaściwego zabezpieczenia - dowodów przestępstwa w sprawie wycieku danych osobowych klientów zabrzańskiego oddziału ZUS – jednego z największych na Śląsku. Szef strażników gminnych wystosowaną do niego przez dziennikarza pisemną skargę wysłał do rozpatrzenia… prokuraturze rejonowej, po czym rzekomo na podstawie stanowiska śledczych uznał ją za bezzasadną. Podobnie zresztą działania z kolei zabrzańskiej policji pozytywnie ocenił jej komendant Dariusz Wesołowski. Racjonalnie i merytorycznie nad sprawą pochyliła się dopiero najważniejsza w województwie - Prokuratura Regionalna w Katowicach wprost orzekając, iż zabrzańskie umorzenie sprawy wycieku danych osobowych było bezzasadne i w trybie służbowym wydano polecenie przeprowadzenia postępowania na nowo.

Pierwotnie kompletnie "ukręcono łeb" policyjno-prokuratorskiemu dochodzeniu w sprawie wycieku z zabrzańskiego oddziału ZUS fragmentów dokumentów zawierających dokładne dane osobowe niektórych petentów (imię, nazwisko, dokładny, adres, PESEL, a nawet kwoty zobowiązań wobec ZUS). Worki z bardzo niestarannie i częściowo tylko zniszczoną korespondencją urzędową znalazłem 28 kwietnia ubiegłego roku na terenach zielonych nieopodal stadniny w Zabrzu-Maciejowie, gdy podejmowałem interwencję jako dziennikarz lokalnego tygodnika "Głos Zabrza i Rudy Śl.". Choć nienależyte zabezpieczenie danych osobowych i udostępnianie ich osobom postronnym jest przestępstwem, zaś zaśmiecanie terenów publicznych wykroczeniem, nikt ze strony ZUS nie poniósł jakiejkolwiek odpowiedzialności.
Policyjne dochodzenie zostało bowiem wszczęte i pośpiesznie umorzone bez wykonania jakichkolwiek czynności wyjaśniających bo nagle okazało się, że w aktach sprawy nie ma ani jednego "papierka" z danymi osobowymi. A podkreślmy, że dokumenty te w obecności reportera i jeszcze jednego świadka wykonującego zawód ogromnego zaufania społecznego zabezpieczał przybyły patrol straży miejskiej. Nie wiedzieć jednak czemu, ani policji, ani prokuratury nie zdziwiło, iż zawartość akt sprawy nie odpowiada opisowi zaprezentowanemu w głośno komentowanej w Zabrzu publikacji prasowej. Co więcej, wbrew zasadom śledczym wszczęto dochodzenie, by je umorzyć w ciągu kilku dni bez wykonania jakichkolwiek czynności śledczych. Zdecydowano przy tym jednocześnie, by zupełnie przemilczeć przed dziennikarzem informację o swej decyzji.
Po ujawnieniu bulwersujących okoliczności umorzenia dochodzenia, autor artykułów skierował do Prokuratury Regionalnej oficjalne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa zniszczenia kluczowych dowodów przez funkcjonariuszy straży miejskiej lub policji. Osobną skargę - już trybie administracyjnym - skierował także do komendanta Straży Miejskiej. Ten zgodnie z art. 237, par. 1 kodeksu postępowania administracyjnego powinien ją rozpatrzyć w ciągu miesiąca, co zajęło mu niestety prawie dwa razy więcej czasu. Nadto jego rzeczniczka prasowa zapowiadała, iż straż miejska sama skieruje zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez strażników, którzy mieli do czynienia z "zagubionymi" dokumentami. Na tę okoliczność rozpytano nawet szczegółowo dziennikarza i wspomnianego naocznego świadka, sporządzając bardzo szczegółowe i obszerne notatki urzędowe.
- Nie kojarzę, aby w tej sprawie wpłynęło do nas ze straży miejskiej jakiekolwiek formalne zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Raczej bym o nim wiedział - komentuje wyraźnie zaskoczony Krzysztof Garbala, szef Prokuratury Rejonowej w Zabrzu.
Okazuje się, że szef strażników zastosował pewien fortel, zresztą wątpliwie osadzony w majestacie prawa. Otóż w dniu publikacji artykułu prasowego "Głosu Zabrza" ukazującego kompromitującą wpadkę jego ludzi, zamiast zawiadomienia wysłał śledczym - adresowaną przecież do niego - wspomnianą skargę na poczynania strażników. Jak uzasadniał, czynił to "celem rozstrzygnięcia w kontekście prawno-karnym". Nic więc dziwnego, że nawet szef prokuratury przecierał oczy ze zdumienia.
- W żadnym wypadku prokuratura nie jest od opiniowania czy rozstrzygania zasadności skargi złożonej do komendanta straży miejskiej na działalność podległej mu służby. Dlatego poleciłem dopytującej mnie równie zdumionej pani prokurator Bukowskiej, by odesłała pismo z powrotem ze stosownym wyjaśnieniem - wspomina prokurator Garbala.
Z drugiej strony sam szef śledczych mógł z urzędu zareagować na podejrzenie niszczenia dowodów przestępstwa, czego jednak nie uczynił. Ani po publikacji prasowej, ani po rozmowie z dziennikarzem, ani po piśmie straży miejskiej...
W korespondencji do Juskowiaka prokuratura wyraźnie wskazała, iż przesłane materiały "stanowią jedynie skargę do komendanta straży miejskiej", a nie zawiadomienie o przestępstwie. Nie wiedzieć jednak dlaczego, na tejże podstawie - i bez odnalezienia zabezpieczonych przez strażników dowodów przestępstwa - komendant Juskowiak uznał skargę dziennikarza za bezzasadną, posiłkując się przy tym wprost… stanowiskiem prokuratury!
"Przeanalizowano pod kątem proceduralnym wszystkie okoliczności na podstawie materiałów z czynności wyjaśniających i - tak jak Prokuratura Rejonowa w Zabrzu - również nie znaleziono podstaw do uznania przedmiotowej skargi za zasadną" - napisał komendant Juskowiak.
- Nigdy nie uznaliśmy skargi na strażników za bezzasadną, gdyż - powtarzam - nie mamy do tego uprawnień i nie leży to w naszych kompetencjach - podkreśla prokurator Garbala słysząc cytowane uzasadnienie komendanta.
Zresztą tak pierwotna decyzja śledczych z Zabrza, jak i samego komendanta Juskowiaka mocno mija się z merytoryczną oceną sprawy dokonaną dokładnie w tym samym czasie przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach. Ta przeanalizowała ściągnięte z Zabrza akta i doszła do diametralnie odmiennych wniosków:
"(…)umorzenie dochodzenia w tej sprawie uznano za niezasadne, co po myśli paragrafu 253.1 rozporządzenia ministra sprawiedliwości (regulaminu wewnętrznego urzędowania powszechnych jednostek prokuratury) - uzasadnia jego podjęcie na nowo. Akta sprawy wraz z zawiadomieniem przekazano do Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, celem przeprowadzenia postępowania w tej jednostce" - napisał prokurator Dariusz Wiora w oficjalnym piśmie z 31 marca br. do dziennikarza.
Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach - Ireneusz Kunert, powołując się na procedury wewnętrzne i dobro postępowania, odmówił doprecyzowania, jakie nieprawidłowości dostrzeżono w umorzonym w Zabrzu dochodzeniu. Sam komendant Juskowiak nie znalazł czasu na rozmowę z dziennikarzem o tej sprawie.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 12.04.2017 21:29