Romuald Szeremietiew: Dlaczego czeka MON?

W wojsku obowiązuje zasada jednoosobowego dowodzenia. Na każdym szczeblu poczynając od drużyny i plutonu, poprzez bataliony, pułki, brygady i dywizje na całości sił zbrojnych kończąc zawsze mamy jednego dowódcę. Istnieje też hierarchia stanowisk dowódczych; dowódca niższego szczebla , np. kompanii, nie może rozkazywać dowódcy wyższego szczebla, batalionu. Z kolei dowódca wyższego szczebla może rozkazywać wszystkim żołnierzom w jednostkach podporządkowanych, ale czyni to wydając rozkazy podległym dowódcom niższego szczebla – dowódca pułku rozkazuje dowódcom batalionów, ci dowódcom kompanii, oni dowódcom plutonów, którzy rozkazują dowódcom drużyn – taką drogą rozkaz dowódcy pułku trafia do każdego żołnierza służącego w tym pułku. Taki mechanizm uruchamiania działań w wyniku wydania rozkazu mamy w wojsku.
Dziwna reforma
W siłach zbrojnych RP funkcjonował system dowodzenia w którym najwyższe stanowisko dowódcze zajmował szef Sztabu Generalnego WP ("pierwszy żołnierz Rzeczypospolitej", jemu podlegali dowódcy poszczególnych rodzajów sił zbrojnych. W grudniu 2012 roku ówczesny minister obrony zaprezentował założenia "reformy systemu kierowania i dowodzenia", następnie uchwalono ustawę wprowadzającej ten system i go wdrożono.
Na szczeblu najwyższym rozdzielono dowodzenie pomiędzy szefa Sztabu Generalny Wojska Polskiego, Dowódcę Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych oraz Dowódcę Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, wszystkich bezpośrednio podporządkowując ministrowi obrony narodowej. Likwidacji uległy dowództwa rodzajów sił zbrojnych, ale nie rodzaje sił zbrojnych, którymi mieli dowodzić dowódcy generalny i operacyjny będący OBAJ dowódcami tych samych rodzajów sił zbrojnych. W dziwnej roli został obsadzony szef SG WP, który przestał być najwyższym dowódcą, a stał się "doradcą" ministra obrony pomagającym mu w kierowaniu całokształtem sił zbrojnych. Szef SG WP mógł więc nadal dowodzić "podpowiadając" ministrowi obrony, który jest przełożonym dowódców, generalnego i operacyjnego. Ministrem jest cywil, który, jak wiadomo z praktyki obsadzania tych stanowisk, nie ma szerszej wiedzy wojskowej więc "doradca" szef SG WP ma tu wielkie pole do popisu - może dowodzić wojskiem zza pleców ministra nie ponosząc przy tym żadnej odpowiedzialności za rozkazodawstwo.
System dowodzenia dodatkowo skomplikowało rozwiązanie przyjęte w związku z art. 134 Konstytucji RP który stanowi, że: "Na czas wojny Prezydent Rzeczypospolitej, na wniosek Prezesa Rady Ministrów, mianuje Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych". "Reformatorzy" postanowili, że w czasie pokoju prezydent będzie wskazywał kandydata na naczelnego dowódcę, który zresztą będzie tylko "kandydatem na kandydata" bowiem w momencie wybuchu wojny premier może wnioskować a prezydent mianować każdego innego wojskowego na naczelnego dowódcę.
Założeniem tego rozwiązania było przyjęcie, że kandydat powinien przygotować się do sprawowania funkcji dowódczych w czasie wojny. Kandydat będzie "mógł brać udział" w strategicznych grach i ćwiczeniach obronnych, planowaniu użycia sił zbrojnych do obrony państwa oraz w przygotowywaniu wojennego systemu dowodzenia siłami zbrojnym, ale nie wiadomo czy np. może wydawać jakieś polecenia dowódcom - generalnemu i operacyjnemu i czy oni muszę je wykonywać.
Wódz naczelny
Irytujące jest, że przyszłego głównodowodzącego nazwano "naczelnym dowódcą". W polskiej tradycji nazywano go wodzem naczelnym. Godność naczelnego wodza pierwszy raz ustanowiono w okresie Księstwa Warszawskiego, był nim m.in książę Józef Poniatowski. Do tej nazwy wrócono w II RP, wodzem naczelnym był marsz. Józef Piłsudski, po nim marsz. Edward Śmigły-Rydz, a następnie gen. Władysław Sikorski. Ostatnim (od 26 lutego 1945 do 21 czerwca 1945) gen. Władysław Anders.
W utworzonym pod sowiecką kuratelą "ludowym" Wojsku Polskim najwyższe stanowisko dowódcze i stopień Marszałka Polski otrzymał Michał Żymierski, były generał WP zdegradowany za korupcję i sowiecki agent. W ZSRR tytuł wodza przysługiwał tylko Stalinowi więc Żymierski został nazwany z rosyjska naczelnym dowódcą (glavnokomanduyushchim). Jak widać ta "tradycja" ciągle w Polsce obowiązuje.
Brak dobrej zmiany
W listopadzie 2015 roku prezydent Andrzej Duda powołał rząd premier Beaty Szydło. Ministrem obrony został Antoni Macierewicz, który zapowiedział daleko idące zmiany w siłach zbrojnych w tym przebudowę systemu dowodzenia i - jak rozumiałem - przewrócenie jednoosobowego dowodzenia na szczeblu najwyższym. Zmiana jest konieczna, chociaż nie powinien to być prosty powrót do tego co było przed "reformą" bowiem tamten system też wykazywał istotne braki.
Ministerstwo Obrony Narodowej w grudniu 2016 roku przekazało do uzgodnień resortowych projekt ustawy wprowadzający nowy system dowodzenia i kierowania Siłami Zbrojnymi RP, ale na tym pozostało. Minęło wiele miesięcy i nic się nie zmienia. Co gorsza Macierewicz jeszcze bardziej skomplikował procesy dowodzenia bowiem powołując nowy rodzaj sił zbrojnych, Wojska Obrony Terytorialnej, mianował podporządkowanego sobie dowódcę WOT. Tym samym nowy rodzaj sił zbrojnych znalazł się poza kompetencjami dowódców, jak by nie było rodzajów sił zbrojnych, generalnego i operacyjnego.
System dowodzenia siłami zbrojnymi dziś wygląda niczym smok z kilkoma głowami (dowódcami), a zmiana jest tylko taka, że przybyła mu jeszcze jedna głowa - dowódca WOT.
Oby nie było za późno
"Reforma" systemu dowodzenia została wdrożona w czasie, gdy wybuchł konflikt na Ukrainie. Ministerstwo Obrony Narodowej przyznało się wówczas, że nie zakończono prac nad przygotowaniem systemu dowodzenia i funkcjonowania sił zbrojnych w warunkach wojny. Kadra przerzucana z likwidowanych dowództw rodzajów sił zbrojnych nie wiedziała, co ma robić w przypadku rozpoczęcia się konfliktu zbrojnego. Teraz MON zapowiedział zmianę systemu trudno więc sądzić, aby prowadzono jakieś prace w tym "wojennym" wymiarze w ramach obowiązujących rozwiązań. Jednocześnie w MON nie ma żadnych decyzji uruchomienia nowego systemu. Tymczasem nie wystarczy samo opracowanie systemu dowodzenia, potrzebny jest czas, aby zaczął on funkcjonować, a dowódcy mogli zdobyć umiejętności gwarantujące skuteczne dowodzenie wojskiem. Tego nie uzyska się z dnia na dzień.
Wojna na Ukrainie tli się, Rosja na Bałtyku pręży muskuły, ćwiczenia Zapad 2017 na Białorusi będą już za miesiąc - dlaczego czeka MON?
W siłach zbrojnych RP funkcjonował system dowodzenia w którym najwyższe stanowisko dowódcze zajmował szef Sztabu Generalnego WP ("pierwszy żołnierz Rzeczypospolitej", jemu podlegali dowódcy poszczególnych rodzajów sił zbrojnych. W grudniu 2012 roku ówczesny minister obrony zaprezentował założenia "reformy systemu kierowania i dowodzenia", następnie uchwalono ustawę wprowadzającej ten system i go wdrożono.
Na szczeblu najwyższym rozdzielono dowodzenie pomiędzy szefa Sztabu Generalny Wojska Polskiego, Dowódcę Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych oraz Dowódcę Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, wszystkich bezpośrednio podporządkowując ministrowi obrony narodowej. Likwidacji uległy dowództwa rodzajów sił zbrojnych, ale nie rodzaje sił zbrojnych, którymi mieli dowodzić dowódcy generalny i operacyjny będący OBAJ dowódcami tych samych rodzajów sił zbrojnych. W dziwnej roli został obsadzony szef SG WP, który przestał być najwyższym dowódcą, a stał się "doradcą" ministra obrony pomagającym mu w kierowaniu całokształtem sił zbrojnych. Szef SG WP mógł więc nadal dowodzić "podpowiadając" ministrowi obrony, który jest przełożonym dowódców, generalnego i operacyjnego. Ministrem jest cywil, który, jak wiadomo z praktyki obsadzania tych stanowisk, nie ma szerszej wiedzy wojskowej więc "doradca" szef SG WP ma tu wielkie pole do popisu - może dowodzić wojskiem zza pleców ministra nie ponosząc przy tym żadnej odpowiedzialności za rozkazodawstwo.
System dowodzenia dodatkowo skomplikowało rozwiązanie przyjęte w związku z art. 134 Konstytucji RP który stanowi, że: "Na czas wojny Prezydent Rzeczypospolitej, na wniosek Prezesa Rady Ministrów, mianuje Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych". "Reformatorzy" postanowili, że w czasie pokoju prezydent będzie wskazywał kandydata na naczelnego dowódcę, który zresztą będzie tylko "kandydatem na kandydata" bowiem w momencie wybuchu wojny premier może wnioskować a prezydent mianować każdego innego wojskowego na naczelnego dowódcę.
Założeniem tego rozwiązania było przyjęcie, że kandydat powinien przygotować się do sprawowania funkcji dowódczych w czasie wojny. Kandydat będzie "mógł brać udział" w strategicznych grach i ćwiczeniach obronnych, planowaniu użycia sił zbrojnych do obrony państwa oraz w przygotowywaniu wojennego systemu dowodzenia siłami zbrojnym, ale nie wiadomo czy np. może wydawać jakieś polecenia dowódcom - generalnemu i operacyjnemu i czy oni muszę je wykonywać.
Wódz naczelny
Irytujące jest, że przyszłego głównodowodzącego nazwano "naczelnym dowódcą". W polskiej tradycji nazywano go wodzem naczelnym. Godność naczelnego wodza pierwszy raz ustanowiono w okresie Księstwa Warszawskiego, był nim m.in książę Józef Poniatowski. Do tej nazwy wrócono w II RP, wodzem naczelnym był marsz. Józef Piłsudski, po nim marsz. Edward Śmigły-Rydz, a następnie gen. Władysław Sikorski. Ostatnim (od 26 lutego 1945 do 21 czerwca 1945) gen. Władysław Anders.
W utworzonym pod sowiecką kuratelą "ludowym" Wojsku Polskim najwyższe stanowisko dowódcze i stopień Marszałka Polski otrzymał Michał Żymierski, były generał WP zdegradowany za korupcję i sowiecki agent. W ZSRR tytuł wodza przysługiwał tylko Stalinowi więc Żymierski został nazwany z rosyjska naczelnym dowódcą (glavnokomanduyushchim). Jak widać ta "tradycja" ciągle w Polsce obowiązuje.
Brak dobrej zmiany
W listopadzie 2015 roku prezydent Andrzej Duda powołał rząd premier Beaty Szydło. Ministrem obrony został Antoni Macierewicz, który zapowiedział daleko idące zmiany w siłach zbrojnych w tym przebudowę systemu dowodzenia i - jak rozumiałem - przewrócenie jednoosobowego dowodzenia na szczeblu najwyższym. Zmiana jest konieczna, chociaż nie powinien to być prosty powrót do tego co było przed "reformą" bowiem tamten system też wykazywał istotne braki.
Ministerstwo Obrony Narodowej w grudniu 2016 roku przekazało do uzgodnień resortowych projekt ustawy wprowadzający nowy system dowodzenia i kierowania Siłami Zbrojnymi RP, ale na tym pozostało. Minęło wiele miesięcy i nic się nie zmienia. Co gorsza Macierewicz jeszcze bardziej skomplikował procesy dowodzenia bowiem powołując nowy rodzaj sił zbrojnych, Wojska Obrony Terytorialnej, mianował podporządkowanego sobie dowódcę WOT. Tym samym nowy rodzaj sił zbrojnych znalazł się poza kompetencjami dowódców, jak by nie było rodzajów sił zbrojnych, generalnego i operacyjnego.
System dowodzenia siłami zbrojnymi dziś wygląda niczym smok z kilkoma głowami (dowódcami), a zmiana jest tylko taka, że przybyła mu jeszcze jedna głowa - dowódca WOT.
Oby nie było za późno
"Reforma" systemu dowodzenia została wdrożona w czasie, gdy wybuchł konflikt na Ukrainie. Ministerstwo Obrony Narodowej przyznało się wówczas, że nie zakończono prac nad przygotowaniem systemu dowodzenia i funkcjonowania sił zbrojnych w warunkach wojny. Kadra przerzucana z likwidowanych dowództw rodzajów sił zbrojnych nie wiedziała, co ma robić w przypadku rozpoczęcia się konfliktu zbrojnego. Teraz MON zapowiedział zmianę systemu trudno więc sądzić, aby prowadzono jakieś prace w tym "wojennym" wymiarze w ramach obowiązujących rozwiązań. Jednocześnie w MON nie ma żadnych decyzji uruchomienia nowego systemu. Tymczasem nie wystarczy samo opracowanie systemu dowodzenia, potrzebny jest czas, aby zaczął on funkcjonować, a dowódcy mogli zdobyć umiejętności gwarantujące skuteczne dowodzenie wojskiem. Tego nie uzyska się z dnia na dzień.
Wojna na Ukrainie tli się, Rosja na Bałtyku pręży muskuły, ćwiczenia Zapad 2017 na Białorusi będą już za miesiąc - dlaczego czeka MON?

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 06.08.2017 07:00
Komentarze
Kluczowe 48 godzin dla Polski i USA. Chodzi o stałą bazę wojskową
09.09.2026 11:46

Komentarzy: 0
Wiceszefowa MON Magdalena Sobkowiak-Czarnecka poinformowała w środę, że w Polsce przebywa szef zespołu Pete'a Hegsetha, który rozmawia ze stroną polską o potencjalnej lokalizacji dla stałych amerykańskich baz wojskowych. Podkreśliła, że w relacjach polsko-amerykańskich „kluczowe” będzie najbliższe 48 godzin.
Czytaj więcej
MON podjął decyzję po rosyjskich prowokacjach. Chodzi o ochronę polskiego nieba
03.09.2026 20:49

Komentarzy: 0
Ze względu na ostatnie rosyjskie prowokacje i akty agresji, Polska poszerzy ochronę swojej przestrzeni powietrznej poprzez zwiększenie aktywności m.in. samolotów F-16 oraz śmigłowców - przekazał w czwartek wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
Czytaj więcej
Pałac Prezydencki domaga się dymisji w MON
28.08.2026 14:04

Komentarzy: 0
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz ostro skrytykował wiceszefa MON Pawła Zalewskiego za jego wypowiedź o broni nuklearnej w Polsce. Ocenił, że słowa Zalewskiego wyrządziły szkody polskiej polityce bezpieczeństwa i zasugerował, że premier oraz szef MON powinni przemyśleć jego dalszą obecność w rządzie.
Czytaj więcej
Beata Szydło krytykuje MON: „Nuclear Sharing jest Polsce niezbędne”
28.08.2026 12:15

Komentarzy: 0
Wypowiedź wiceszefa MON Pawła Zalewskiego, że Polska nie chce głowic nuklearnych na swoim terytorium, wywołała polityczny spór. Beata Szydło zarzuca przedstawicielom resortu niespójność i przekonuje, że udział Polski w Nuclear Sharing jest niezbędny. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zapewnia natomiast, że rząd pozostaje zainteresowany uczestnictwem w programie.
Czytaj więcej
„Polska nie chce głowic nuklearnych”. Wypowiedź wiceszefa MON obiegła światowe media
28.08.2026 11:40

Komentarzy: 0
Wiceszef MON Paweł Zalewski powiedział w czwartek po spotkaniu z wiceministrem obrony USA Elbridge’em Colbym, że „Polska nie chce mieć głowic nuklearnych na swoim terytorium”. Wypowiedź obiegła już światowe media.
Czytaj więcej