MILCZENIE BARANÓW
Od trzech tygodni trwa prezydencja Belgii w UE. Jednym z jej priorytetów jest, uwaga, "wzmacnianie praworządności". Nie wiem, jaka jest definicja "praworządności" rządu kraju, którego królowa pochodzi z polskiej rodziny. Ale wiem jaką jej definicję ma przedstawiciel Belgii w Komisji Europejskiej, b. szef belgijskiego MSZ komisarz Didier Reynders. Jego rozumienie praworządności przypomina czasy PRL , gdy "demokracja" różniła się od "demokracji socjalistycznej" tak, jak krzesło różni się od krzesła elektrycznego. Reynders był jednym z najbardziej zaciekle atakujących nas komisarzy, obok Czeszki i Włocha. Jeżeli wyraża nastawienie klasy politycznej swojego kraju, to nie dziwmy się, że prezydencja Belgii w sprawie tego, co dzieje się teraz w Polsce głośno milczy. Czy jest to "milczenie owiec" czy milczenie baranów - to już Państwo sami ocenią.
Tymczasem w czasie debaty w PE na temat Serbii niemiecka europosłanka Zielonych Viola von Cramon-Taubadel ostro skrytykowała Belgrad za organizacje wyborów, podczas których dziesiątki tysięcy ludzi podróżowało ze swoich miejscowości do innych, aby zagłosować poza miejscem zamieszkania. Uznała to za koronny dowód, że wybory były nieuczciwe. Cóż, skoro to jest dowód, że w tym zachodniobałkańskim kraju elekcja była "nie halo", to cóż powiedzieć o Polsce, gdzie 428 tysięcy głosów padło poza miejscem zamieszkania wyborców (czyli ponad dwa razy więcej niż w roku 2019). Ale o tym europosłanka z Niemiec jakoś się nie zająknęła. Cóż, w Polsce wygrali przecież "słuszni" politycy, a w Serbii, jak rozumiem "niesłuszni". Koleżanka niemieckiej zielonej, tyle że w warszawskim rządzie, wiceminister środowiska Urszula Zielińska - i nie w Strasburgu, ale w Brukseli - pojechała po bandzie jeszcze bardziej ogłaszając, że Polska nie chce "Fit for 55" tylko "Fit for 90". Tego nie przewidzieli nawet najwięksi czarnowidze w naszym obozie…
*tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej" (24.01.2024)