Szukaj
Konto

Globalizacja 2.0, czyli wojna o Tajwan a Ukraina

01.03.2023 08:00
Komentarzy: 0
Globalizacja 2.0, czyli wojna o Tajwan a Ukraina

Wydawało się, że nastąpił "koniec historii", jak chciał Francis Fukuyama, a świat toczy się ku "świetlanej przyszłości" po przewidywalnych torach. Wystarczyły jednak miesiące wojny w Europie Wschodniej, aby okazało się, że pod względem ekonomicznym globalizację, przynajmniej częściowo, szlag trafił. Przerwanie łańcucha dostaw spowodowało psychologiczny szok i realne ekonomiczne problemy. Syci Europejczycy, którzy musieli czekać nawet rok na dostarczenie im kupionego samochodu osobowego, zrozumieli, że "globalizacja niejedną ma twarz". To, co wydawało się dobrodziejstwem - tanie dostawy części z krajów, gdzie tak zwana "siła robocza" pracuje naprawdę za miskę ryżu (ewentualnie: miskę ryżu plus…) - stało się przekleństwem i oznaczało paraliż. Nagle przeproszono się z krajową produkcją - oczywiście tam, gdzie mogła ona w jakiejś mierze zastąpić towary "made in China" czy tym podobną.

Jednak są wymiary globalizacji gdzie jest - jak było. Chodzi o kwestie polityczno-militarne. Co prawda geopolityka "ruszyła z posad bryłę świata" (na szczęście, bo kosztem Rosji i Niemiec!), ale pewne reguły, zasady gry zostały zachowane. Dalej jest tak, że jak w Ameryce kichną, to w Europie mają katar (albo gorzej). Stąd też nie będzie przesadą stwierdzenie, że przebieg wojny na Ukrainie będzie zależał w niemałym stopniu od tego, co stanie się na Morzu Południowochińskim. Jeżeli Pekin zaatakuje Tajwan - co nie jest scenariuszem najbardziej prawdopodobnym, ale jest możliwym, to z całą pewnością Amerykanie zaangażują się w jego obronę i będą mieli już drugie boisko do gry. W praktyce "gra na dwóch fortepianach" geopolitycznych jest możliwa, ale nie oznacza, że w oba instrumenty uderza się z tą samą siłą i na oba przeznacza się tyle samo czasu i środków. Wojna w Azji, nawet "małoskalowa" czy próba interwencji zbrojnej, a potem jej zamrożenie z obawą wznowienia, może spowodować sfokusowanie się Amerykanów na azjatyckim teatrze militarnym, a nie tym wschodnioeuropejskim. Są zresztą bardzo wpływowi ludzie w administracji Białego Domu, jak chociażby Jake Sullivan, którzy są zwolennikami większego zaangażowania Ameryki na odcinku chińskim, kosztem aktywności (także finansowej) na odcinku ukraińskim.

Widmo wojny w Azji krąży nad Ukrainą . I to widmo jest znacznie groźniejsze niż ślamazarna rosyjska ofensywa na Ukrainie Wschodniej.

*tekst ukazał się na portalu dorzeczy.pl (28.02.2023)

Komentarzy: 0
Data publikacji: 01.03.2023 08:00