[Tylko u nas] Prof. Mączyńska: Płaca minimalna? Mamy sporo do nadrobienia po 30 latach
11.09.2019 13:58
![[Tylko u nas] Prof. Mączyńska: Płaca minimalna? Mamy sporo do nadrobienia po 30 latach](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/f97364c8-bda2-4121-9e7c-e0b82a8d83eb/36880.jpg?p=article_hero_mobile)
Komentarzy: 0
Udostępnij:
– Uważam, że nie powinno być wielkich skoków w gospodarce. Bo gospodarka jest jak samochód – niedobrze gdy zanadto przyspieszamy lub zwalniamy. Trzeba szukać harmonii rozwojowej, godzenia interesów, by wilk był syty i owca cała. Jednak prostackie myślenie o płacy minimalnej wyłącznie w kategoriach kosztów zaliczam do kategorii jednoręczności ekonomistów. To wielkie wyzwanie dla przedsiębiorstw, które bazują na niskiej płacy, ale z drugiej strony to środek, który może zwiększyć motywacje do zainteresowania się nowymi, cyfrowymi technologiami. Mamy naprawdę sporo do nadrobienia po 30 latach budowania gospodarki w taki sposób, że płace nie nadążały za wzrostem PKB – mówi specjalnie dla portalu Tysol.pl prof. Elżbieta Mączyńska-Ziemacka, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Rozmawiał Robert Wąsik.
W sobotę premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że od 1 stycznia 2020 r. płaca minimalna będzie podwyższona do 2600 zł. Na sobotniej konwencji PiS zapowiedziano z kolei, że pensja minimalna wzrośnie do końca 2020 r. do 3000 zł, a do końca 2023 r. do 4000 zł.
Czytaj więcej: Wielki sukces "Solidarności" - minimalna w 2020 roku wzrośnie do 2600 zł!
Tysol.pl: Pamiętam jak w ubiegłym roku rozmawialiśmy nt. zarobków i wtedy pani powiedziała, że konkurowanie niskimi płacami jest hamulcem dla rozwoju…
Nadal tak uważam, a nawet jeszcze bardziej. Państwa, które konkurują niskimi płacami są skazane na bycie tylko podwykonawcami i na ucieczkę innowatorów do krajów, gdzie płacą więcej. Czyli w efekcie na niski poziom innowacji. To oczywiście nie dzieje się od razu, bo jest to proces. Jednak w Polsce płace są niskie, więc nieprzypadkowo znajdujemy się w ogonie Europy pod względem robotyzacji, cyfryzacji, wykorzystywania nowoczesnych technologii.
Pytanie jednak, czy da się spowodować realny wzrost płac ustawą czy zarządzeniem?
Płaca minimalna jest oczywiście ingerencją państwa w rynek. Za prekursora koncepcji płacy minimalnej można uznać intelektualnego ojca liberalizmu Adama Smitha, który już w 1778 r. wskazywał, że nawet najmniej wykwalifikowany robotnik powinien zarabiać co najmniej tyle, ile potrzeba na własne utrzymanie i na wychowanie dwójki dzieci. Jako pierwsza wprowadziła wymóg minimalnej płacy Nowa Zelandia i to już 1894 roku. Obecnie regulacje dotyczące płacy minimalnej obowiązują w większości krajów UE. Państwa dbające o to, by płace nie były zbyt niskie, uzyskują lepsze wyniki gospodarcze.
Popatrzmy na te liczby: zgodnie z zapowiedzią Jarosława Kaczyńskiego, w Polsce na koniec 2020 r. - czyli za kilkanaście miesięcy - minimalna pensja ma wynosić 3 tys. zł brutto, a na koniec 2023 r. 4 tys. zł. Ten przeskok wydaje się być wręcz gwałtowny.
Gospodarka jest jak samochód. Nie znosi nagłych przyspieszeń, jak i nagłego hamowania. Można oczywiście dyskutować, czy te przyrosty powinny być takie, ale na pewno płaca minimalna, ze względu na wciąż wysoki poziom ubóstwa w Polsce i duży udział osób zarabiających najniższe pensje, powinna rosnąć.
Przedsiębiorcy biją jednak na alarm.
Przede wszystkim zwróćmy uwagę na fakt, iż płaca minimalna to nie jest płaca, która dotyczy w jednakowym stopniu wszystkich przedsiębiorstw. W największym stopniu dotyczy przedsiębiorstw mniejszych, zwłaszcza mikroprzedsiębiorstw najmniej zaawansowanych technologicznie. W przedsiębiorstwach zglobalizowanych praktycznie nie występuje problem płacy minimalnej. Występuje natomiast m.in. w budżetówce i jednostkach samorządowych. Ale wszystko w gospodarce ma dwie strony. Pracodawcy zbyt małą wagę poświęcają temu, że wyższe płace to wyższy popyt. Ci zarabiający mało każdą dodatkową złotówkę natychmiast kierują na rynek, podczas gdy z bogatymi bywa różnie. A problem popytu to jest obecnie podstawowy problem w gospodarce krajów rozwiniętych. Półki w sklepach uginają się od produktów, natomiast brakuje nabywców. Obecnie dzięki postępowi technologicznemu to nie podaż dóbr jest problem, ale znajdowanie na nie nabywców; problemem jest niedostateczny popyt! Stąd też dręczeni jesteśmy reklamami, bo producenci rozpaczliwie poszukują konsumentów i zażarcie o nich walczą, nie zawsze w uczciwy sposób.
Czy w przypadku wzrostu płac nie grozi nam wzrost cen?
Zapowiedzi pracodawców, że będzie drogo, słyszymy nie od dzisiaj. Jak się analizuje historię wprowadzania płacy minimalnej, to pracodawcy niemal zawsze protestowali. Gdy pani kanclerz Niemiec Angela Merkel przed kilku laty zwiększała wynagrodzenie minimalne do 8,5 euro za godzinę, wszyscy krakali, że nadejdzie bezrobocie i inflacja. Nic takiego nie nastąpiło, a wprost przeciwnie. Badania nie są jednoznaczne, a ich wyniki zależą od sytuacji makro-i mikroekonomicznej oraz globalnej. Przy tym nawet jeśli ceny wzrastają, to przeważnie nie tylko dlatego, że rosną płace, ale zawsze jest to cały szereg i splot innych czynników. Teraz np. rosną ceny żywności z powodu niekorzystnych warunków pogodowych, m.in suszy. Trzeba zatem uwzględniać kompleks czynników, całość, a nie pojedyncze elementy. W praktyce im biedniejszy kraj, tym większa liczba osób nisko-zarabiających. Polska niestety należy do krajów, w których takich osób jest niemało. Mniej więcej co czwarty pracownik jest nisko opłacany. Mamy naprawdę sporo do nadrobienia po 30 latach strategii konkurowania niskimi płacami. Płace bowiem przez wiele lat nie nadążały za wzrostem PKB.
Pojawia się jednak pytanie, czy wzrost płac nie nakręca inflacji?
Zagrożenie inflacją w większym stopniu dotyczy usług. Natomiast producenci wyrobów napotykają na coraz silniejsze ograniczenia w przerzucaniu rosnących kosztów na nabywców. Muszą się bowiem liczyć z konkurencją cenową, ze zjawiskami gospodarki nadmiaru. Stąd też wiele krajów rozwiniętych obawia się raczej deflacji. Oczywiście nie wyklucza to sytuacji przejściowych skoków cenowych związanych min. ze spekulacjami na rynku globalnym, np. w sektorze sektorach surowcowych, w tym ropy naftowej. Szczególnie ważne jest to, że niskie płace stanowią barierę innowacyjności. Niestety, wciąż w wielu przedsiębiorstwach - ujmując to metaforycznie - bardziej opłaca się zatrudnić sprzątaczkę z przysłowiową ścierką zamiast zainwestować np. w odkurzacz samojezdny. To jest przejaw technologicznego zacofania, a takich przejawów jest niestety w praktyce wciąż zbyt wiele.
Pytanie, czy zapowiedziany wzrost nie byłby po prostu zbyt duży.
Tak jak powiedziałam: uważam, że nie powinno być wielkich skoków w gospodarce. Bo gospodarka jest jak samochód - niedobrze gdy zanadto gwałtownie przyspieszamy lub zwalniamy. Trzeba szukać harmonii rozwojowej, godzenia interesów, by wilk był syty i owca cała. Jednak prostackie myślenie o płacy minimalnej wyłącznie w kategoriach kosztów zaliczam do kategorii jednoręczności ekonomistów. Trzeba widzieć też drugą stronę. To wielkie i trudne wyzwanie dla przedsiębiorstw, które bazują na niskiej płacy, ale z drugiej strony to środek, który może zwiększyć motywacje do zainteresowania się nowoczesnymi, cyfrowymi technologiami. Jest to istotne tym bardziej, że Polska jest w ogonie cyfryzacji w skali europejskiej.
Elżbieta Mączyńska - profesor nauk ekonomicznych, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, związana ze Szkolą Główną Handlową; od grudnia 2005 r. prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie RP. Członek Prezydium Komitetu Prognoz "Polska 2000 Plus", także Komitetu Nauk Ekonomicznych PAN. W latach 1994-2005 sekretarz naukowy oraz członek Prezydium Rady Strategii Społeczno-Gospodarczej przy Radzie Ministrów. Autorka, współautorka i redaktor naukowy ponad 200 publikacji z zakresu analizy ekonomicznej, finansów i wyceny przedsiębiorstw oraz z zakresu systemów gospodarczych i strategii rozwoju społeczno-gospodarczego.
Czytaj więcej: Wielki sukces "Solidarności" - minimalna w 2020 roku wzrośnie do 2600 zł!
Tysol.pl: Pamiętam jak w ubiegłym roku rozmawialiśmy nt. zarobków i wtedy pani powiedziała, że konkurowanie niskimi płacami jest hamulcem dla rozwoju…
Nadal tak uważam, a nawet jeszcze bardziej. Państwa, które konkurują niskimi płacami są skazane na bycie tylko podwykonawcami i na ucieczkę innowatorów do krajów, gdzie płacą więcej. Czyli w efekcie na niski poziom innowacji. To oczywiście nie dzieje się od razu, bo jest to proces. Jednak w Polsce płace są niskie, więc nieprzypadkowo znajdujemy się w ogonie Europy pod względem robotyzacji, cyfryzacji, wykorzystywania nowoczesnych technologii.
Pytanie jednak, czy da się spowodować realny wzrost płac ustawą czy zarządzeniem?
Płaca minimalna jest oczywiście ingerencją państwa w rynek. Za prekursora koncepcji płacy minimalnej można uznać intelektualnego ojca liberalizmu Adama Smitha, który już w 1778 r. wskazywał, że nawet najmniej wykwalifikowany robotnik powinien zarabiać co najmniej tyle, ile potrzeba na własne utrzymanie i na wychowanie dwójki dzieci. Jako pierwsza wprowadziła wymóg minimalnej płacy Nowa Zelandia i to już 1894 roku. Obecnie regulacje dotyczące płacy minimalnej obowiązują w większości krajów UE. Państwa dbające o to, by płace nie były zbyt niskie, uzyskują lepsze wyniki gospodarcze.
Popatrzmy na te liczby: zgodnie z zapowiedzią Jarosława Kaczyńskiego, w Polsce na koniec 2020 r. - czyli za kilkanaście miesięcy - minimalna pensja ma wynosić 3 tys. zł brutto, a na koniec 2023 r. 4 tys. zł. Ten przeskok wydaje się być wręcz gwałtowny.
Gospodarka jest jak samochód. Nie znosi nagłych przyspieszeń, jak i nagłego hamowania. Można oczywiście dyskutować, czy te przyrosty powinny być takie, ale na pewno płaca minimalna, ze względu na wciąż wysoki poziom ubóstwa w Polsce i duży udział osób zarabiających najniższe pensje, powinna rosnąć.
Przedsiębiorcy biją jednak na alarm.
Przede wszystkim zwróćmy uwagę na fakt, iż płaca minimalna to nie jest płaca, która dotyczy w jednakowym stopniu wszystkich przedsiębiorstw. W największym stopniu dotyczy przedsiębiorstw mniejszych, zwłaszcza mikroprzedsiębiorstw najmniej zaawansowanych technologicznie. W przedsiębiorstwach zglobalizowanych praktycznie nie występuje problem płacy minimalnej. Występuje natomiast m.in. w budżetówce i jednostkach samorządowych. Ale wszystko w gospodarce ma dwie strony. Pracodawcy zbyt małą wagę poświęcają temu, że wyższe płace to wyższy popyt. Ci zarabiający mało każdą dodatkową złotówkę natychmiast kierują na rynek, podczas gdy z bogatymi bywa różnie. A problem popytu to jest obecnie podstawowy problem w gospodarce krajów rozwiniętych. Półki w sklepach uginają się od produktów, natomiast brakuje nabywców. Obecnie dzięki postępowi technologicznemu to nie podaż dóbr jest problem, ale znajdowanie na nie nabywców; problemem jest niedostateczny popyt! Stąd też dręczeni jesteśmy reklamami, bo producenci rozpaczliwie poszukują konsumentów i zażarcie o nich walczą, nie zawsze w uczciwy sposób.
Czy w przypadku wzrostu płac nie grozi nam wzrost cen?
Zapowiedzi pracodawców, że będzie drogo, słyszymy nie od dzisiaj. Jak się analizuje historię wprowadzania płacy minimalnej, to pracodawcy niemal zawsze protestowali. Gdy pani kanclerz Niemiec Angela Merkel przed kilku laty zwiększała wynagrodzenie minimalne do 8,5 euro za godzinę, wszyscy krakali, że nadejdzie bezrobocie i inflacja. Nic takiego nie nastąpiło, a wprost przeciwnie. Badania nie są jednoznaczne, a ich wyniki zależą od sytuacji makro-i mikroekonomicznej oraz globalnej. Przy tym nawet jeśli ceny wzrastają, to przeważnie nie tylko dlatego, że rosną płace, ale zawsze jest to cały szereg i splot innych czynników. Teraz np. rosną ceny żywności z powodu niekorzystnych warunków pogodowych, m.in suszy. Trzeba zatem uwzględniać kompleks czynników, całość, a nie pojedyncze elementy. W praktyce im biedniejszy kraj, tym większa liczba osób nisko-zarabiających. Polska niestety należy do krajów, w których takich osób jest niemało. Mniej więcej co czwarty pracownik jest nisko opłacany. Mamy naprawdę sporo do nadrobienia po 30 latach strategii konkurowania niskimi płacami. Płace bowiem przez wiele lat nie nadążały za wzrostem PKB.
Pojawia się jednak pytanie, czy wzrost płac nie nakręca inflacji?
Zagrożenie inflacją w większym stopniu dotyczy usług. Natomiast producenci wyrobów napotykają na coraz silniejsze ograniczenia w przerzucaniu rosnących kosztów na nabywców. Muszą się bowiem liczyć z konkurencją cenową, ze zjawiskami gospodarki nadmiaru. Stąd też wiele krajów rozwiniętych obawia się raczej deflacji. Oczywiście nie wyklucza to sytuacji przejściowych skoków cenowych związanych min. ze spekulacjami na rynku globalnym, np. w sektorze sektorach surowcowych, w tym ropy naftowej. Szczególnie ważne jest to, że niskie płace stanowią barierę innowacyjności. Niestety, wciąż w wielu przedsiębiorstwach - ujmując to metaforycznie - bardziej opłaca się zatrudnić sprzątaczkę z przysłowiową ścierką zamiast zainwestować np. w odkurzacz samojezdny. To jest przejaw technologicznego zacofania, a takich przejawów jest niestety w praktyce wciąż zbyt wiele.
Pytanie, czy zapowiedziany wzrost nie byłby po prostu zbyt duży.
Tak jak powiedziałam: uważam, że nie powinno być wielkich skoków w gospodarce. Bo gospodarka jest jak samochód - niedobrze gdy zanadto gwałtownie przyspieszamy lub zwalniamy. Trzeba szukać harmonii rozwojowej, godzenia interesów, by wilk był syty i owca cała. Jednak prostackie myślenie o płacy minimalnej wyłącznie w kategoriach kosztów zaliczam do kategorii jednoręczności ekonomistów. Trzeba widzieć też drugą stronę. To wielkie i trudne wyzwanie dla przedsiębiorstw, które bazują na niskiej płacy, ale z drugiej strony to środek, który może zwiększyć motywacje do zainteresowania się nowoczesnymi, cyfrowymi technologiami. Jest to istotne tym bardziej, że Polska jest w ogonie cyfryzacji w skali europejskiej.
Elżbieta Mączyńska - profesor nauk ekonomicznych, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, związana ze Szkolą Główną Handlową; od grudnia 2005 r. prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie RP. Członek Prezydium Komitetu Prognoz "Polska 2000 Plus", także Komitetu Nauk Ekonomicznych PAN. W latach 1994-2005 sekretarz naukowy oraz członek Prezydium Rady Strategii Społeczno-Gospodarczej przy Radzie Ministrów. Autorka, współautorka i redaktor naukowy ponad 200 publikacji z zakresu analizy ekonomicznej, finansów i wyceny przedsiębiorstw oraz z zakresu systemów gospodarczych i strategii rozwoju społeczno-gospodarczego.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Tagi
Data publikacji: 11.09.2019 13:58
Prezes PiS: Dziś inwestycje są opóźnione, zamrożone albo porzucone
21.03.2026 15:25
PiS chce wycofać Polskę z systemu ETS. Będzie projekt ustawy
14.03.2026 14:27

Komentarzy: 0
Zamierzamy złożyć projekt ustawy o wycofaniu przepisów wprowadzających ETS z obiegu prawnego – zapowiedział w sobotę poseł PiS Jacek Sasin podczas konferencji o propozycjach PiS dla energetyki. Podkreślał jednocześnie, że jako Polska "musimy posiadać zrównoważony mix energetyczny".
Czytaj więcej
System ETS niezgodny z Konstytucją? Jest wniosek do TK
13.03.2026 21:10
Komentarzy: 0
Podczas zorganizowanej dziś w Sejmie konferencji prasowej posłowie PiS przekazali, że skierowali do Trybunału Konstytucyjnego wniosek dotyczący przepisów ustawy o systemie handlu uprawnieniami do emisji (ETS). Jak napisał w mediach społecznościowych Michał Moskal, przepisy mogą doprowadzić do destabilizacji polskiego przemysłu energochłonnego i ciepłownictwa oraz drastycznego wzrostu kosztów ogrzewania i energii dla milionów Polaków.
Czytaj więcej
Posłowie PiS reagują na działania Czarzastego. Wniosek do TK o zablokowanie wyboru sędziów
09.03.2026 14:34
Jakubiak zapytany o Czarnka. "Albo Polska będzie, albo Polski nie będzie"
08.03.2026 18:18

Komentarzy: 0
– Bardzo podoba mi się zerojedynkowość, bo i czas jest zerojedynkowy. Albo Polska będzie, albo Polski nie będzie. Dla mnie to jest jasne, że zbliża się moment, kiedy dobiegniemy do mety: albo oni wygrają ten bieg i Polski nie będzie, albo my wygramy ten bieg i Polska będzie – twierdzi poseł Marek Jakubiak pytany o kandydata PiS na premiera.
Czytaj więcej

