loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
[Tylko na Tysol.pl] ks. Janusz Chyła: Ksiądz przy urnie wyborczej
Opublikowano dnia 11.10.2018 12:34
Kościół ma prawo i obowiązek zabierać głos we wszystkich sprawach dotyczących nie tylko Boga, ale także człowieka. Należy do nich również życie społeczno-polityczne. Wobec obrzydzania od wielu lat słowa „polityka”, warto sięgnąć do greckiego źródła tego pojęcia. Polityka oznacza troskę o dobro wspólne.

Wikipedia domena publiczna
Kilkukrotnie byłem członkiem komicji wyborczej. Temat wyborów jest mi bliski także z racji bycia radnym. Oczywiście miało to miejsce przed rozpoczęciem formacji seminaryjnej. Jako kapłan – z racji prawa kościelnego, a nie cywilnego – kandydowanie do samorządów to rozdział zamknięty. Tym niemniej, jako człowiek wierzący staram się patrzeć na wszystko z punktu widzenia Ewangelii i nauczania Kościoła. Wiem zatem, że każda ludzka decyzja ma konsekwencje doczesne i wieczne. Człowiekiem wierzącym jest się zawsze i wszędzie, lub nigdy i nigdzie. A niestety, zdarza się, że ludzie, którzy deklarują swoją wiarę twierdzą, że jest ona tylko i wyłącznie sprawą prywatną. To pogląd radykalnie sprzeczny z Ewangelią. Nie można brać udziału w liturgii, przystępować do sakramentów, a jednocześnie uważać, że są przestrzenie życia, które nie podlegają ocenie w świetle Dekalogu i Ewangelii. 
 
Jako katolicy mamy prawo, a nawet obowiązek, uczestniczyć w życiu społecznym, kulturalnym i politycznym. Stąd moralną powinnością jest branie udziału w wyborach. Oczywiście, kiedy są one wolne i demokratyczne. Inaczej sprawa wyglądała w okresie PRL-u, gdy zamiast wyborów, była farsa. W czasie wyborów należy kierować się sumieniem. Ale trzeba dopowiedzieć, że dobrze ukształtowanym. Sumienie nie jest bowiem najwyższą instancją moralną. Nie decyduje ono o tym, co jest dobre, a co złe, ale lepiej lub gorzej odczytuje normy. Ponad sumieniem, dla człowieka wierzącego jest Dekalog, a dla niewierzącego prawo naturalne. 
 
Jakimi kryteriami winniśmy się kierować podczas wyborów? Pierwszym pytaniem jakie kandydatom na różne urzędy stawiam, to pytanie o szacunek dla życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. Ważny jest też stosunek do małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety. Kolejne istotne kwestie, takie jak budżet, podatki, plany inwestycyjne są na dalszym planie. Hierarchia wartości – ze spraw ziemskich – w pierwszej kolejności musi uwzględniać dobro najwyższe, a nim jest ludzkie życie. Popieranie osób, których programy są sprzeczne z tą wartością, lub osób występujących pod sztandarami ugrupować sprzeciwiających się nauczaniu Kościoła jest współudziałem w złu i poważną winą moralną. 
 
Troska o dobro wspólne to imperatyw moralny. Nikt, ani nic, nie może nas z niego zwolnić. Potwierdza to dokument II Soboru Watykańskiego: „Niech wszyscy obywatele pamiętają o swoim prawie i obowiązku brania udziału w wolnych wyborach na pożytek dobra wspólnego” (Gaudium et spes, 75). 

ks. Janusz Chyła
 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo "Konstytucja dla obywateli, nie dla elit". Wywiad z Ewą Tomaszewską
Blogi
avatar
Ryszard
Czarnecki

Ryszard Czarnecki: "Sąsiedzi depolonizują historię..."
To, że Ukraińcy na siłę „ukrainizują” historię Kresów Wschodnich RP, przypisując ukraińskość polskim artystom, naukowcom i innym osobom naszego życia publicznego – już wiemy i stało się to niechlubną normą. Tymczasem ostatnio zabrali się za „korygowanie” życiorysu wielkiego Polaka, który co prawda nie miał nic wspólnego ze wschodnimi rubieżami Rzeczpospolitej, więc nie sposób zrobić było z niego Ukraińca (Litwina, Białorusina) – zatem dopisano mu... niemiecką tożsamość.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Nierejestrowana sowiecka agentura
Jak wyglądałaby dzisiaj Polska, gdyby po 1989 roku ujawniono nazwiska wszystkich tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych (cywilnych i wojskowych) PRL?
avatar
.
Rosemann

Rosemann: Czy Warszawa była tego warta (na gorąco)
Szkoda Jakiego bo faktycznie szarpał przeciwnika niesamowicie. I gdyby dano mu to robić w spokoju, bez medialnego szumi i zabójczej „pomocy” Kurskiego, być może dałby radę. Tak, jak dali radę w spokoju osiągnąć jakiś sukces Płażyński w Gdańsku i Wassermann w Krakowie.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.